fot. Tomasz Strąg

Prezydent Andrzej Duda o dokumentach znalezionych w domu Kiszczaka 

Gdy ukazała się książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, dla wszystkich, którzy ją przeczytali, „jasne było, jakie są fakty i jaka jest prawda” – powiedział prezydent Andrzej Duda odnosząc się do informacji o dokumentach mających świadczyć o współpracy Lecha Wałęsy z SB.

Naukowcy od dawna prowadzili nad tym badania. Przecież ukazała się książka pana dr. Cenckiewicza i pana dr. Gontarczyka na ten temat i już przecież chyba wtedy dla wszystkich, którzy czytali tę książkę, opartą na bardzo twardych dowodach, jasne było, jakie są fakty i jaka jest prawda – powiedział dziennikarzom prezydent, który w czwartek odwiedził Rabkę-Zdrój w związku z narciarskim 4. Memoriałem Marii Kaczyńskiej.

Książka Cenckiewicza i Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” opublikowana została w 2008 r. przez Instytut Pamięci Narodowej – znalazła się w niej informacja, że Lech Wałęsa był w pierwszej połowie lat 70. agentem SB o kryptonimie „Bolek”.

W czwartek prezes IPN Łukasz Kamiński poinformował, że w dokumentach zabezpieczonych w domu gen. Czesława Kiszczaka znajdują się m.in. teczka personalna i teczka pracy TW „Bolek” oraz odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy, podpisane: Lech Wałęsa „Bolek”. Prezes IPN powiedział, że dokumenty znajdujące się w obu teczkach obejmują lata 1970-1976. Według opinii uczestniczącego w badaniu dokumentów eksperta archiwisty są one autentyczne.

Prezydent ocenił, że znamienne jest, iż „po dwudziestu siedmiu latach od 1989 roku w szafie, w prywatnym domu, u człowieka, który od 24 lat nie pełnił żadnej funkcji publicznej znaleziono dokumenty służb, tajne dokumenty, które dawno powinny być zwrócone zgodnie z obowiązującym prawem”. „I dopiero teraz prokuratura odważyła się to sprawdzić? Ile takich domów jest jeszcze w Polsce?” – dodał prezydent Andrzej Duda.

Lech Wałęsa po informacjach szefa IPN napisał na portalu społecznościowym: „Nie może być żadnych materiałów mojego pochodzenia. Gdyby były, nie byłoby potrzeby podrabiać. W sądzie to udowodnię”.

PAP/RIRM

drukuj