fot. PAP/EPA

Premier Tusk zapowiedział odcięcie Polski od konfliktu w Syrii

Polska nie przewiduje uczestnictwa w żadnym typie interwencji w Syrii – oświadczył premier Donald Tusk.  Jak przekonywał, atak zbrojny w Syrii nie może przynieść pożądanych efektów, a za takie uważa zatrzymanie fali zbrodni na terenie tego kraju.

Premier podkreślił, że mamy doświadczenia w tej części świata, które pokazują, że interwencje zbrojne – nawet z najbardziej oczywistych i szlachetnych pobudek – rzadko kiedy przynoszą pożądany skutek. Gen. Roman Polko, były dowódca GROM podkreśla, że kategoryczny ton premiera jest zaskakujący.

– Nie wiadomo co się stanie, jednak z pewnością nie będzie kontrowersyjne jeżeli w jakiejkolwiek formie – w ramach NATO czy Organizacji Narodów Zjednoczonych – będziemy chcieli pomagać tej ludności. Tam zginęło już ponad 100 tysięcy ludzi. To katastrofa humanitarna. Mieliśmy tam kontyngent, swoje służby, stąd przekazywanie informacji, wykorzystanie zasobów informacyjnych to już jakaś forma uczestnictwa; skoro jesteśmy członkiem NATO, skoro staramy się działać w ONZ tak, żeby ta organizacja rzeczywiście pomagała ludziom – to ten ton naprawdę jest zadziwiający i zaskakujący – powiedział gen. Roman Polko.

Atak rakietowy USA na Syrię może się rozpocząć już w czwartek – informowała we wtorek telewizja NBC, powołując się na anonimowych przedstawicieli władz USA. Ataki o ograniczonym charakterze miałyby potrwać trzy dni. Syria zapowiada, że będzie się bronić.

– W tym momencie nie wiadomo, czy gorszy jest obecny reżim czy opozycjoniści, których też nie potrafimy zdefiniować. Moją obawą jest to, że te uderzenia nie przygotowano tylko po to, żeby pokazać, że cokolwiek robimy; zamiast zmniejszać to zagrożenie, które jest, to jeszcze będą ten konflikt eskalować. Także naprawdę trzeba się nad tym poważnie zastanowić – akcentował gen. Roman Polko.

Z kolei prezydent USA Barack Obama i premier Wielkiej Brytanii David Cameron „nie mają wątpliwości dotyczących odpowiedzialności reżimu Asada” za „atak chemiczny”.

Obaj przywódcy rozmawiali wczoraj przez telefon o sytuacji w Syrii. Omówili przede wszystkim kwestię ewentualnej reakcji na użycie w tym kraju broni chemicznej. Uzgodnili, że w najbliższym czasie będą jeszcze na ten temat rozmawiać.

Prof. Romuald Szeremietiew, były minister Obrony Narodowej podkreśla, że bardzo prawdopodobny jest atak USA na Syrię.

– W miarę „bezbolesne” rozwiązanie tego konfliktu syryjskiego jest możliwe tylko wtedy, jeżeli Rosja i USA porozumieją się, w jaki sposób ten konflikt rozwikłać. Widzę jednak, że takiej możliwości nie ma; były jakieś propozycje ze strony amerykańskiej, bądź też sojuszników amerykańskich na Bliskim Wschodzie, aby Rosję jakoś zadowolić, co do tego co ona chciałaby uzyskać w związku z tym, ale Rosja to odrzuciła. Teraz słyszymy z kolei, że Amerykanie zerwali czy też odrzucili rozmowy, które miały być realizowane z Rosjanami – zaznaczył prof. Romuald Szeremietiew.

Na to wszystko – jak dodał Romuald Szeremietiew – nakłada się postawa kanclerz Niemiec Angeli Merkel, która skrytykowała Rosję i opowiada się za rozwiązaniem interwencyjnym zachodu.

– To by wskazywało, że również relacje Niemcy-Rosja nie są tak przyjazne – jak jeszcze do niedawna sądzono. Następuje teraz pęknięcie, jeżeli idzie o pewną strefę interesów. Niemcy inaczej wyobrażają sobie swoją rolę i przyszłość Europy, niż wyobraża to sobie Kreml. Moim zdaniem sprawy, które mogą się wydarzyć w Syrii, mogą być początkiem pewnego procesu zmian – również geopolitycznych, dotykających również nasz region, gdyż moim zdaniem takie zagrożenie istnieje – dodał  prof. Romuald Szeremietiew.

Syryjska opozycja oskarżyła w zeszłym tygodniu siły reżimu Asada o użycie na przedmieściach Damaszku gazu bojowego i spowodowanie śmierci od kilkuset do 1300 osób. Syryjskie władze stanowczo zaprzeczają oskarżeniom.

RIRM

drukuj