fot. PAP/Radek Pietruszka

Premier M. Morawiecki: Od wiosny inflacja powinna być w trendzie malejącym

Od wiosny przyszłego roku, zgodnie z analizą NBP, inflacja powinna być w trendzie malejącym – powiedział we wtorek premier RP Mateusz Morawiecki. Wskazał, że ewentualne przedłużenie tarczy inflacyjnej będzie zależało od rozwoju wydarzeń.

Podczas konferencji po posiedzeniu rządu premier RP był pytany, jaki poziom inflacji przyjmuje rząd, by podjąć decyzję o ewentualnym przedłużeniu tarczy inflacyjnej.

Szef rządu powołał się na analizę NBP, zgodnie z którą inflacja może być w trendzie rosnącym przez najbliższe kilka miesięcy, natomiast od wiosny przyszłego roku powinna być w trendzie malejącym.

„Patrzymy przede wszystkim na trend. Jeśli ten trend od kwietnia, później w maju i czerwcu będzie malejący, to będziemy czekali na rozwój wydarzeń, bo to będzie oznaczało, że w kolejnych miesiącach będzie jeszcze niżej i niżej. A o to nam chodzi, by inflacja została przyduszona” – stwierdził premier.

Odnosząc się do wtorkowego odczytu CPI podkreślił, że inflacja ciągle rośnie w Polsce, ale też w Niemczech czy na Litwie. Jak mówił, wzrost inflacji to efekt m.in. wysokich cen rosyjskiego gazu i wysokich cen energii elektrycznej spowodowanych polityką klimatyczną UE. To z kolei przekłada się na inne towary.

Według szacunku flash GUS, ceny towarów i usług konsumpcyjnych w listopadzie wzrosły o 7,7 proc. rdr. W porównaniu z poprzednim miesiącem ceny wzrosły o 1,0 proc. W październiku wskaźnik CPI wyniósł odpowiednio: 6,8 proc. rdr i 1,1 proc. mdm.(PAP)

„Inflacja zagraża całemu światu. Warto zdać sobie sprawę z tego również, co dzieje się u naszych sąsiadów. Tydzień temu mówiłem, że w Niemczech jest wysoka inflacja, ale wczorajsze dane dopiero pokazały, jaka jest wysoka inflacja w Niemczech, które słyną z niskiej inflacji. Tam inflacja sięga ok. 6 proc. To kolejny kraj, który cierpi na skutek podnoszonych cen przez różnych producentów. Większość krajów Europy notuje rekordowe ceny w tym czasie. Również nasi sąsiedzi. U niektórych z nich poziom inflacji jest nawet wyższy niż u nas” – powiedział premier.

Ocenił, że „rząd PiS nie szuka jednak wymówek, tylko rozwiązań”.

„Cieszę się, że po ogłoszonym pakiecie z zeszłego tygodnia wielu analityków, wielu ekonomistów wskazuje na to, że nie tylko ten pakiet jest pakietem wspierającym budżety domowe, ale jednocześnie jest antyinflacyjny w takim rozumieniu, że obniża presję inflacyjną o 1 do 1,5 proc., jak przekazali mi chociażby eksperci z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Oznacza to, że te narzędzia, które wybraliśmy, są skuteczne” – powiedział Mateusz Morawiecki.

Szef rządu mówił, że za czasów rządów premiera Donalda Tuska, „gdy inflacja również była wysoka, przekraczała 5 proc., premier Donald Tusk powiedział, że gdyby miał dwa guziki: jeden, po naciśnięciu którego inflacja by rosła, i drugi, po naciśnięciu którego inflacja by malała, to wybrałby oczywiście ten drugi, ale rząd nie może nic zrobić w związku z inflacją”.

„My nie chowamy głowy w piasek” – wskazał Mateusz Morawiecki.

Jak powiedział, rząd zdaje sobie sprawę, iż „inflacja jest zaimportowana”, jest wynikiem m.in. manipulacji cenowych Gazpromu, podwyższonych cen do uprawnień do emisji CO2 i polityki klimatyczna UE, podniesionych cen surowców na całym świecie i „tego, że ratowaliśmy miejsca pracy i uratowaliśmy te miejsca pracy i doprowadziliśmy do tego, że dzisiaj bezrobocie w Polsce jest jednym z najniższych w UE, a jednocześnie najniższe w czasach III RP”.

„To mi szczególnie leżało na sercu. Na tym mi najbardziej zależało, aby COVID-19 nie doprowadził do upadłości setek tysięcy polskich przedsiębiorców i do zlikwidowania milionów miejsc pracy” – wyznał premier RP.

Dodał, że mimo wszystko „presja finansowa na skutek wpompowania w gospodarkę ok. 200 mld zł narasta”. „My jednak chcemy chcieć. My nie udajemy, że nie da się nic zrobić, tak jak rząd PO” – mówił Mateusz Morawiecki.

PAP

drukuj