fot. TV Trwam

Pracownicy poznańskiej budżetówki upominają się o podwyżkę

Pracownicy zatrudnieni w poznańskich zakładach budżetowych i instytucjach kultury czują się oszukani przez prezydenta miasta. Jacek Jaśkowiak obiecał im w przyszłorocznym budżecie 400 złotych podwyżki. Teraz z obietnicy się wycofuje tłumacząc, że miasta nie stać na jej realizację. 

Na co dzień pracują w bibliotekach, ośrodkach pomocy rodzinie czy miejskich żłobkach. W swoją pracę wkładają całe serce, zarabiają jednak bardzo mało.

„Przekazano na konto – kwota 1624,47 zł; przekazano na konto – 973,36 zł; przekazano na konto – kwotę 1038 zł, 44 grosze” – ujawnia szokujące zarobki pracowników budżetówki Jarosław Lange z Wielkopolskiej „Solidarności”.

Protestujący twierdzą, że prezydent Poznania obejmując stanowisko obiecał im wzrost pensji o 700 złotych do końca swojej kadencji. Do tej pory pracownicy dostali jedynie 300 złotych więcej. Tymczasem w przyszłorocznym budżecie zaplanowano jedynie 100 złotych podwyżki zamiast obiecanych 400. 

Przed świętami pracownicy poznańskiej budżetówki przed poznańskim magistratem domagali się spełnienia złożonych im wcześniej obietnic.

– Obiecywano wiele. Tych obietnic nie dotrzymano, wobec czego jak najbardziej rozumiem te protesty. Rozumiem, że mieszkańcy czują potrzebę przyjścia tutaj do Urzędu Miasta Poznania, zademonstrowania swojego niezadowolenia – mówi Mateusz Rozmiarek radny urzędu miejskiego w Poznaniu.

Pracowników budżetówki wsparli związkowcy z „Solidarności”.

– Dzisiaj tutaj zebraliśmy się w ilości kilkuset osób po to, aby zaprotestować, ale co ważniejsze przynieśliśmy radnym i prezydentowi paski z wynagrodzeń pracowników tychże poszczególnych jednostek zakładów budżetowych i instytucji kultury – mówi Jarosław Lange z wielkopolskiej „Solidarności”.

Zdaniem wiceprezydenta Poznania Jędrzeja Solarskiego, w przyszłorocznym budżecie na taką podwyżkę, jakiej domagają się pracownicy budżetówki, pieniędzy nie ma.

– Uważamy, że inwestycja w pracownika jest bardzo ważną inwestycją, natomiast możemy tyle dołożyć pracownikom, na ile miasto stać – tłumaczy wiceprezydent Jędrzej Solarski.

Jacek Jaśkowiak od początku swojej prezydentury swoimi decyzjami mocno podzielił poznaniaków. Wielu mieszkańców krytykuje go za aktywne wspieranie Komitetu Obrony Demokracji, promocję gender i środowisk LGBT. Poznaniacy wypominają mu też brak obecności na ważnych uroczystościach patriotycznych, ale i nieumiejętność współpracy.

– Prezydent Jacek Jaśkowiak nie umie współpracować z instytucjami centralnymi, z innymi instytucjami publicznymi, z sąsiednimi samorządami. W konsekwencji tego jest mało środków na inwestycje, a te, które są, są kosztem pracowników instytucji miejskich – komentuje Bartłomiej Wróblewski, poznański poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Związkowcy i protestujący dziś pracownicy budżetówki nie wykluczają kolejnych, liczniejszych protestów.

TV Trwam News/RIRM

drukuj