
fot. Autorstwa Radomil - Praca własna, GFDL 1.2, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=5738402
Poznań: kryminalistycy pomogą odczytać ślady pozostawione przez więźniów Fortu VII
Kryminalistyk nie patrzy na ścianę dawnego obozu koncentracyjnego jak zwiedzający. Szuka śladów, nawet jeśli mają ponad 80 lat, zostały celowo zatarte i nie widać ich gołym okiem. Policyjni eksperci szukają na ścianach Fortu VII w Poznaniu śladów pozostawionych przez osadzonych.
Laboratorium Kryminalistyczne Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu rozpoczęło wraz Muzeum Martyrologii Wielkopolan – Fort VII projekt, którego celem jest odczytanie napisów pozostawionych na ceglanych murach cel przez więźniów pierwszego niemieckiego obozu koncentracyjnego na ziemiach polskich. Każde odzyskane nazwisko może pomóc w identyfikacji kolejnych ofiar i odtworzeniu ich losów.
Choć historycy szacują, że przez obóz mogło przejść nawet 40 tys. więźniów, od początku działalności muzeum udało się ustalić nazwiska około 5 tys. osób, które trafiły do Fortu VII. Liczbę ofiar ocenia się na około 4,5–5 tys., choć według części badaczy mogła ona sięgnąć nawet kilkunastu tysięcy. Nazwiska większości pomordowanych również nie są znane. Ponieważ pod koniec wojny Niemcy zniszczyli dokumentację obozową, względnie uległa ona zniszczeniu, każda nowo odczytana inskrypcja ma szczególne znaczenie.
Od ubiegłego roku pracownicy Muzeum Martyrologii Wielkopolan prowadzą systematyczną dokumentację napisów zachowanych na ścianach cel Fortu VII. Zinwentaryzowali już około 1,4 tys. inskrypcji. Według ich szacunków jedynie kilkaset z nich można dziś odczytać bez zastosowania specjalistycznych metod. Dlatego do współpracy zaproszono ekspertów z Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Poznaniu, którzy na co dzień wydobywają informacje z nawet najdrobniejszych śladów zabezpieczanych na miejscach przestępstw.
Dla kryminalistyka cela Fortu VII nie jest tylko historycznym wnętrzem. To miejsce zdarzenia. Zachowane na ścianach napisy są śladami, które – podobnie jak odciski palców, ślady krwi czy zapis monitoringu – trzeba najpierw właściwie zabezpieczyć, udokumentować, a dopiero potem analizować.
„Każdy ślad jest niepowtarzalny. Jeśli źle go udokumentujemy albo uszkodzimy, nie będzie drugiej szansy” – powiedział zastępca naczelnika Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Poznaniu, nadkom. Krzysztof Berg.
Muzeum Martyrologii Wielkopolan Fort VII mieści się w obiektach dawnego niemieckiego fortu. Praca policyjnych ekspertów może się odbywać jedynie w ciepłych miesiącach – w pozostałej części roku w celach jest zbyt zimno. Mogą rozstawiać sprzęt jedynie w dni, w których muzeum jest niedostępne dla zwiedzających. Dlatego do pracy przygotowują się tak, by każda cela została przebadana za jednym razem i bardzo szczegółowo.
„Naszym pierwszym zadaniem nie jest odczytywanie nazwisk. Najpierw musimy zachować wszystkie informacje, które przetrwały w ścianach Fortu VII ponad osiem dekad. Dopiero później można rozpocząć ich analizę. To nie tylko napisy, ale też inne ślady – w niektórych celach zachowały się do dziś plamy, które mogą być pozostałościami ludzkiej krwi” – powiedział nadkom. Krzysztof Berg.
Policyjni eksperci chcą stworzyć trwałą cyfrową dokumentację całych ścian cel. Każdy fragment muru ma zostać utrwalony w takiej jakości, aby możliwe było późniejsze powiększanie obrazu, ponowna analiza i wykorzystanie nowych metod badawczych, które mogą pojawić się za kilka lub kilkanaście lat.
„To nie jest zwykłe fotografowanie. Ludzkie oko nie zawsze dostrzega wszystko, co zachowało się na cegłach Fortu VII. Tę samą ścianę dokumentuje się wielokrotnie – w świetle widzialnym, podczerwieni i ultrafiolecie. Każdy z tych zakresów może ujawnić inne informacje” – wyjaśnił kierownik Sekcji Badań Dokumentów i Fonoskopii Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Poznaniu, kom. Marcin Nowakowski.
Jak dodał, część napisów obecnych na ścianach fortu została wyryta ostrym narzędziem i zwykle jest dobrze widoczna. Znacznie trudniejsze do uchwycenia są zapisy wykonane grafitem albo ołówkiem.
„To właśnie one często znikają z pola widzenia. A to, czego nie widać w świetle widzialnym, czasami pojawia się np. dopiero w podczerwieni” – powiedział.
Policyjni eksperci nie ukrywają, że część badań mogliby wykonać sprzętem, którym dysponują na co dzień. Chcą jednak sięgnąć po urządzenia pozwalające uzyskać jeszcze dokładniejszy obraz.
Laboratorium rozpoczęło już starania o pozyskanie amerykańskiego urządzenia umożliwiającego automatyczne dokumentowanie nawet metrowych fragmentów ścian w bardzo wysokiej rozdzielczości i różnych zakresach światła. Tak przygotowany materiał będzie można analizować wielokrotnie, bez konieczności ponownego fotografowania cegieł.
„Damy sobie radę tym, co mamy. Ale jeżeli możemy wykorzystać sprzęt, który pozwoli zobaczyć więcej i zachować więcej informacji, warto z niego skorzystać” – powiedział nadkom. Krzysztof Berg.
Po wykonaniu dokumentacji fotograficznej, już w laboratorium, eksperci rozpoczną prace nad odcyfrowaniem każdej odkrytej inskrypcji.
„Najpierw musimy ustalić, co właściwie zostało zapisane. Dopiero później można próbować identyfikować konkretne osoby. Czasami będzie to pełne imię i nazwisko, czasami tylko nazwisko albo pojedyncze litery” – powiedział nadkom. Krzysztof Berg.
Nie wszystkie inskrypcje pozwolą na jednoznaczne wskazanie autora. Nawet fragment nazwiska może jednak okazać się cenną wskazówką, jeśli uda się go zestawić z innymi dokumentami.
„Chcemy sprawdzić, czy podpis pozostawiony na cegle będzie można porównać z odręcznym listem albo innym dokumentem zachowanym przez rodzinę. Choć więzień pisał na ścianie gwoździem czy kawałkiem drutu, a list sporządzał piórem, człowiek zachowuje pewne indywidualne cechy pisma” – wyjaśnił kom. Marcin Nowakowski.
Dlatego tak ważne mogą okazać się dostarczane przez rodziny więźniów Fortu VII autografy ich bliskich. Zestawienie fragmentu listu, podpisu pod dokumentem z zapisem na ścianie może potwierdzić tożsamość autora.
To nie pierwszy raz, kiedy policyjni eksperci próbują odzyskać informacje uznawane za bezpowrotnie utracone. Kom. Marcin Nowakowski wspomina jedną z wcześniejszych ekspertyz. Dotyczyła średniowiecznej księgi, z której ktoś celowo wydrapał oryginalny tekst. Choć zapis zniknął z powierzchni papieru, jego ślady pozostały w strukturze włókien.
„Z cegłą jest podobnie. Nawet jeśli napis został usunięty, w jej strukturze mogą pozostać drobiny grafitu. Im więcej ich zostało, tym większa szansa na odczytanie zapisu. O powodzeniu badań często decyduje więc nie to, co widać w trakcie oględzin” – powiedział.
Badania nie ograniczą się do samych napisów. Policyjni eksperci chcą sprawdzić również przestrzenie między cegłami oraz spoiny murów. Nie wykluczają, że do dziś mogą się tam znajdować ukryte grypsy albo inne wiadomości pozostawione przez więźniów.
„Już teraz mówimy między sobą, że badanie cel Fortu VII to praca na lata i na czas naszych policyjnych emerytur. Ale tu nie chodzi o godziny pracy, ale o pamięć. Mamy świadomość, że dziś jedynym śladem po więźniu, ofierze niemieckiego obozu może być zapis – ledwo widoczny na cegle więziennej celi” – powiedział nadkom. Krzysztof Berg.
Fort VII jest częścią XIX-wiecznych fortyfikacji Poznania. Po zajęciu we wrześniu 1939 r. miasta przez wojska niemieckie utworzono w nim obóz nazwany Konzentrationslager Posen. Według dokumentów Rządu Londyńskiego mógł być też wykorzystywany jako miejsce szkolenia dla przyszłych kadr innych obozów koncentracyjnych.
Pierwszymi więźniami Fortu VII byli powstańcy wielkopolscy i śląscy, członkowie polskich organizacji politycznych i społecznych, urzędnicy, nauczyciele i profesorowie wyższych uczelni, księża, przedstawiciele wolnych zawodów, kupcy i przemysłowcy, ziemianie. Niemal wszyscy zginęli w masowych egzekucjach.
W październiku 1939 r. Niemcy uruchomili w jednej z remiz artyleryjskich Fortu VII testową komorę gazową, w której stosowano przywożony w butlach tlenek węgla. Ofiarami testów było kilkuset pacjentów Zakładu Psychiatrycznego w Owińskach i Oddziału Psychiatrycznego Kliniki Neurologiczno-Psychiatrycznej Uniwersytetu Poznańskiego.
PAP


