fot. PAP/Albert Zawada

Negocjacje ws. budżetu UE. Bruksela chce mieć większą kontrolę nad państwami członkowskimi

Dwa biliony euro i nowe unijne podatki. Bruksela w nowym budżetu chce nie tylko zwiększyć wydatki na bezpieczeństwo, ale też chce mieć nowe źródła pieniędzy i jeszcze większą kontrolę nad państwami członkowskimi. Polska ma otrzymać około 120 miliardów euro, ale eksperci ostrzegają, że za unijnymi funduszami może iść polityczny szantaż.

Negocjacje nad nowymi Wieloletnimi Ramami Finansowymi na lata 2028–2034 wkraczają w nową fazę. Przewodniczący Rady Europejskiej odwiedza kolejne kraje Wspólnoty i negocjuje poszczególny punkty budżetowe. W Warszawie Antonio Costa przyznał, że w Unii jest zgoda, co do tego, żeby przeznaczać rekordowe kwoty na zbrojenia i bezpieczeństwo granic.

– Musimy kontynuować nasze wysiłki, żeby wzmocnić gotowość Europy, najlepiej do roku 2030 – podkreślił Antonio Costa.

Nowy budżet UE na kolejne 7 lat ma wynieść rekordowe 2 bln euro, ale przez zwiększenie wydatków na bezpieczeństwo i zastój gospodarczy krajów Unii Bruksela szuka dodatkowych źródeł finansowania w państwach członkowskich. Mówił o tym, choć nie wprost, przewodniczący Rady Europejskiej.

– Taki pakiet znaczący, jeśli chodzi o nowe zasoby własne, nowe środki dla Unii Europejskiej, to będzie bardzo ważna część nowego ogólnego porozumienia – wskazał Antonio Costa.

Te „nowe zasoby własne” to nic innego jak kolejne unijne podatki. Bruksela chce pobierać daniny m.in. z handlu emisjami ETS czy akcyzy tytoniowej. Do tej pory wszystkie pieniądze z tych tytułów zostawały w budżecie danego kraju. Według europoseł Konfederacji Anny Bryłki Polska nie może ulec unijnej presji.

– Mamy sposób finansowania UE taki, jak dotychczas, czyli składki członkowskie, inne wpływy. Natomiast przekazywanie kompetencji właśnie fiskalnych jest już krokiem za daleko – zaznaczyła Anna Bryłka.

Premier Donald Tusk, który przyjmował unijnego przedstawiciela, nie odniósł się do potencjalnych zagrożeń związanych z projektem nowego budżetu. Pochwalił się za to negocjacyjnymi rezultatami.

– Polska była, jest i będzie największym beneficjentem środków europejskich. My to wiemy – mówił Donald Tusk.

I rzeczywiście, propozycje Komisji Europejskiej przewidują dla naszego kraju ok. 120 mld euro funduszy, ale za tymi środkami idą kolejne niebezpieczeństwa. Komisja Europejska dąży do rewolucyjnej zmiany struktury budżetu, czyli odejścia od rozproszonych funduszy na rzecz skonsolidowanych Krajowych i Regionalnych Planów Partnerstwa. Podobnie działał mechanizm KPO. W praktyce unijne pieniądze mogą stać się po raz kolejny narzędziem szantażu – alarmuje doradca Prezydenta RP, Jacek Saryusz–Wolski.

– Można arbitralnie i uznaniowo wstrzymywać pieniądze. Druga rzecz to jest zmuszać państwa do określonych decyzji i działań, jeśli chodzi o politykę społeczno-gospodarczą. To daje przeogromną nową władzę Komisji Europejskiej – tłumaczył Jacek Saryusz–Wolski.

W 2027 roku w kilku ważnych krajach Wspólnoty odbędzie szereg kluczowych wyborów: prezydenckie we Franji czy parlamentarne w Polsce, Hiszpanii i we Włoszech. Tymczasem aktualne liberalno-lewicowe rządy, jak i sama KE, chcą zamknąć negocjacje nad nowym budżetem do końca tego roku. Patrząc po rozwiązaniach zawartych w projekcie nowego budżetu, obecne władze chcą dążyć do jednego unijnego państwa – ocenił prof. Zbigniew Krysiak.

–  Dlatego, że zmiana układu sił w wielu krajach na Zachodzie i w centralnej Europie będzie prowadziła do dojścia do władzy prawicy, a ona jest przeciwna superpaństwowym dążeniom – podkreślił prof. Zbigniew Krysiak.

Choć pozostajemy beneficjentem netto, to wzrost polskiej gospodarki sprawia, że polska składka członkowska regularnie rośnie. W projekcie budżetu państwa na 2027 rok zapisano rekordową wpłatę do Brukseli w wysokości ponad 47 miliardów złotych.

TV Trwam News

drukuj