fot. PAP/EPA

Pos. M. Przydacz: Dzisiejsza Polska zdaje się pozostawiać Polaków w Izraelu zupełnie samych sobie. Dopiero po czterech dniach, na skutek krytyki przez opozycję, MSZ i polski rząd się obudził

MSZ nie panuje nad sytuacją ewakuacji Polaków z Izraela. Politycy opozycji wskazują, że działania rządu w sprawie ewakuacji Polaków z Bliskiego Wschodu to chaos i kompromitacja. „Dzisiejsza Polska zdaje się pozostawia Polaków w Izraelu zupełnie samych sobie, przynajmniej w tych pierwszych, najtrudniejszych dniach. Dopiero po czterech dniach, na skutek krytyki konferencji prasowej zorganizowanej przez opozycję, MSZ i polski rząd się obudził, że może trzeba pomóc” – mówił poseł Prawa i Sprawiedliwości, Marcin Przydacz, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Polskie MSZ zapowiada, że w ciągu kilkudziesięciu godzin ma nastąpić ewakuacja polskich obywateli z Izraela. Obejmie ok. 200 osób. Wcześniej pojawiło się zamieszanie dot. ewakuacji Polaków. Pojawiła się informacja o odpłatnym wyjeździe, który organizuje konsul honorowy w Betlejem. [więcej] 

Poseł Marcin Przydacz wskazał, że jak w soczewce widać różnicę w podejściu państwa polskiego do swoich obywateli za czasów rządu Prawa i Sprawiedliwości i dzisiejszej Polski.

–  Za naszych czasów ewakuacja z Afganistanu, ale nie tylko, także z Ziemi Świętej, z Izraela, z innych miejsc, kiedy Polacy byli zagrożeni, myśmy od pierwszego dnia realizowali działania przygotowawcze po to, aby móc ewakuować. (…) Nie pytaliśmy ludzi o ich poglądy polityczne, przyczyny obecności. Tam po prostu obywatel Polski był w zagrożeniu. Trzeba było mu pomóc. (…) A dzisiejsza Polska zdaje się pozostawia Polaków w Izraelu zupełnie samych sobie, przynajmniej w tych pierwszych, najtrudniejszych dniach. Dopiero po czterech dniach, na skutek krytyki konferencji prasowej zorganizowanej przez opozycję, MSZ i polski rząd się obudził, że może trzeba pomóc – podkreślił Marcin Przydacz.

Na początku pojawiły się pomysły odpłatnej pomocy, bo – jak zaznaczył gość audycji – ktoś przecież na tym chce zarobić. Z kolei wiceminister spraw zagranicznych, Władysław Bartoszewski, mówił, że „po co w ogóle ci Polacy do tej Ziemi Świętej pojechali”.

– Chciałoby się powiedzieć, panie ministrze, ludzie do Ziemi Świętej pielgrzymują od setek lat, więc nie można tego nazywać zaskoczeniem. Wiadomo, że tam są Polacy i to nie 200 osób. (…) Tym ludziom należy się wsparcie i nieodpłatne i nie po kilku dniach, tylko od razu, w trybie pilnym. Państwo może to zrobić, tylko trzeba tym umieć zarządzić. A dzisiejsza władza ewidentnie albo nie chce, albo nie umie, albo nie potrafi, albo zwolniła tych ludzi, którzy to robili – zwrócił uwagę poseł PiS.

Polityk dodał, że poza organizowaniem pomocy równie ważna jest komunikacja, aby nie wysyłać sprzecznych sygnałów, aby nie dezinformować, bo na informacje czekają ludzie w stresie na miejscu niebezpieczeństwa, ale też czekają rodziny w Polsce.

– Rzecznik Wroński, były redaktor „Gazety Wyborczej”, ewidentnie zlekceważył te zasady. [Pojawia się – red.] mnóstwo niespójnych komunikatów, widać panikę. Ewidentnie pogłębiający się chaos komunikacyjny, który powoduje nerwowość, bo ludzie już nie wiedzą, czy samemu wracać, czy czekać na pomoc, czy z Izraela, czy może z Jordanii, czy drogą lądową, czy drogą morską, czy drogą powietrzną. Nic nie wiedzą, a tym bardziej się denerwują w takiej sytuacji, a także ich rodzice, matki, ojcowie, babki, dziadkowie – zaznaczył.

Co więcej, inne kraje – chociażby Słowacja – już organizują pierwsze akcje ratunkowe. Jednak Polski MSZ – jak wskazał poseł PiS – dopiero dziś rano po weekendzie zebrał się  w ramach zespołu i zaczął debatować, twierdząc, że najwcześniej za dwa dni udzieli takiego wsparcia.

– Słowacja to nie jest jakaś potęga dyplomatyczno-organizacyjna, to nie są Stany Zjednoczone, ogromne państwo z wielkimi zdolnościami, to jest państwo o wiele mniejsze niż Polska, na pewno mający skromniejsze zasoby dyplomatyczne i wojskowe, ale – jak się okazuje – przy dobrym planowaniu i zapobiegliwości można było te działania podjąć dużo wcześniej. Teraz zastanówmy się, czy czas ma znaczenie. W sytuacji, w której bomby spadają na głowy, to myślę, że każda minuta – już nie mówię o godzinie czy dniu – ma znaczenie dla tych pielgrzymów, którzy tam zostali – podkreślił poseł Marcin Przydacz.

Całość rozmowy w audycji „Aktualności dnia” można wysłuchać [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj