Pomoc z USA? No, thank you

Po katastrofie Tu-154M Stany Zjednoczone zaoferowały Polsce udzielenie wszelkiej pomocy technicznej w badaniach. Z propozycji rząd nigdy nie skorzystał. A jest ona aktualna.


Według deklaracji Bena Rhodesa z amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, zaraz po katastrofie w Smoleńsku rząd Stanów Zjednoczonych zadeklarował gotowość udzielenia polskim władzom profesjonalnej pomocy technicznej w śledztwie. Jak dodał, deklaracja Białego Domu w tej sprawie pozostaje aktualna, ale jak dotąd strona polska nie zwróciła się do amerykańskich władz z taką prośbą. Rhodes poinformował równocześnie, że ani Stany Zjednoczone, ani NATO nie planują prowadzić osobnego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej.

– Mamy potwierdzenie gotowości USA do udzielenia nam w każdym momencie takiej eksperckiej pomocy. Warto sobie uświadomić, że to zapewnienie miało bardzo konkretny kontekst. Chodziło tu o prace zespołu parlamentarnego wskazujące, że najbardziej prawdopodobną hipotezą tragedii z 10 kwietnia 2010 roku są dwie eksplozje, które wystąpiły w ostatnich sekundach lotu – podkreśla poseł Antoni Macierewicz (PiS), szef zespołu zajmującego się badaniem okoliczności tragedii smoleńskiej. Jak mówi parlamentarzysta, jeżeli w takim kontekście Stany Zjednoczone podtrzymują swą deklarację o tym, że są gotowe wysłać swoich ekspertów i podjąć prace, to wskazuje to na ich zaangażowanie w sprawę. – I trudno się dziwić. Zginął m.in. prezydent RP, elita dowództwa NATO państwa Europy Środkowej, a wiemy, że problem bezpieczeństwa dla USA jest oczywisty – dodaje. W ocenie Macierewicza, kiedy już wiemy, że raport komisji ministra Jerzego Millera nie jest wiarygodny, taka pomoc byłaby bardzo korzystna. – Niby strona rządowa mówi, że wszystko jest wyjaśnione, ale tak naprawdę boi się, by ktoś z zewnątrz nie zobaczył, co naprawdę wydarzyło się nad Smoleńskiem – wytyka poseł.

Propozycja odrzucona
– Wiadomo było, że Stany Zjednoczone deklarowały Polsce pomoc w badaniu okoliczności katastrofy smoleńskiej. Były też sygnały, że póki nie będzie działania w tym zakresie ze strony polskiego rządu, to współpracy nie będzie. Nie wiedziałem jednak, że te deklaracje były tak jednoznaczne. To pokazuje, jak po katastrofie Tu-154M marnowano otwierające się możliwości wyjaśnienia przyczyn tego wypadku – zaznacza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik kilku rodzin poszkodowanych w katastrofie Tu-154M, poseł Solidarnej Polski. W jego ocenie, rząd Donalda Tuska powinien na forum Sejmu wyjaśnić, jakie dokładnie propozycje współpracy składały Stany Zjednoczone, w jakiej były one formie i jakie było stanowisko rządu PO – PSL w tym zakresie. – Myślę, że wielu obywateli chciałoby dowiedzieć się, jakie polski rząd prowadził rozmowy z Amerykanami i dlaczego nie skorzystano z oferty pomocy. Dlaczego uznano, że poradzimy sobie sami? Tym bardziej że nie podołaliśmy wyzwaniu. Nie mamy szeregu materiałów, które należało zabezpieczyć zaraz po katastrofie. Popełniono błędy, z których trzeba się wytłumaczyć. I te wyjaśnienia należą się nam od premiera i ministrów spraw zagranicznych, spraw wewnętrznych i obrony narodowej – podkreśla prawnik.

W ocenie Kownackiego, oferowana pomoc techniczna była niezwykle cenna, bo Amerykanie posiadają ogromne doświadczenie z zakresu lotnictwa, w tym także z zakresu badania katastrof lotniczych. – Z takiej oferty pomocy rezygnuje się, gdy jest się w stanie samemu podołać wyzwaniu. A widzimy, że nie udźwignęliśmy tej sprawy i sadzę, że tuż po 10 kwietnia 2010 roku trudno było zakładać, że to nam się uda w pojedynkę, bo nie dysponujemy odpowiednim doświadczeniem w badaniu takich katastrof – dodaje poseł.

Wsparcie dla prokuratury
Jak tłumaczy, z pomocą Amerykanów lub choćby z wykorzystaniem ich wiedzy i pod ich okiem można było zebrać i zabezpieczyć materiał dowodowy z miejsca katastrofy. W ten sposób można też było pozyskać szereg opinii eksperckich, które w swoich pracach mogła wykorzystać komisja ministra Jerzego Millera. Ten materiał byłby też pomocny dla prokuratury, której komisja przekazała swój raport. Pomoc odrzucono, a efekty tego w wielu dziedzinach są nieodwracalne. – Do dziś mamy poważne wątpliwości, czy jest materiał dowodowy z wydawałoby się banalnej czynności, jak zabezpieczenie owej feralnej brzozy. Ktoś 10 kwietnia 2010 roku powinien podejść do tego drzewa, wyciąć jego kawałek, zbadać, opisać, sfotografować. Jeśli tego nie ma, to może przy pomocy ekspertów amerykańskich, z ich podpowiedziami, te czynności zostałyby dopilnowane i zrealizowane – zauważa mec. Kownacki. Pomoc USA w kwestiach czysto technicznych to jedna kwestia. Druga, równie ważna, to standardy wykonywanych badań. – Tylko obecność specjalistów z USA na miejscu katastrofy, wyczulonych na stosowanie w badaniach ścisłych reguł, wymuszałaby na Rosjanach odpowiednie postępowanie – wskazuje.

W ocenie posła, skoro oferta jest aktualna, należałoby z niej skorzystać, ale trzeba mieć świadomość, że możliwości wykorzystania amerykańskich specjalistów są dziś mniejsze, bo znaczna część materiału dowodowego uległa zniszczeniu. – Nie mamy już do dyspozycji miejsca katastrofy, nie mamy poszczególnych fragmentów samolotu, bo np. „rozeszły się” po garażach lokalnej ludności, a wrak został umyty. Mimo to należy skorzystać z tego potencjału, ale musimy być świadomi, że praca ekspertów nie przyniesie już takich efektów, jakie można by uzyskać dwa lata temu – stwierdza.

Istnieje jednak kwestia, w której Amerykanie mogą nam pomóc. Są to zdjęcia satelitarne ze Smoleńska z dnia katastrofy. Obecnie dysponujemy zobrazowaniami wykonanymi przed katastrofą i dwa dni po niej. – Trudno uwierzyć, że są to jedyne dostępne zdjęcia, ale by tu coś zyskać, potrzebne jest jasne stanowisko polskiego rządu. Nie polskiej prokuratury, która oczywiście może występować z wnioskami o międzynarodową pomoc prawną. Tyle że jeżeli rząd powiedział, że nie potrzebuje pomocy, to rozumiem Amerykanów, którzy tej pomocy nie udzielają. Dla nich partnerem jest rząd, bo te zdjęcia nie leżą na ulicy, ale są w dyspozycji odpowiednich instytucji – konkluduje Bartosz Kownacki. Ś

Marcin Austyn

drukuj