fot. PAP/Artur Reszko

Podlaskie: W Mikołajkach k. Łomży upamiętniono kolejną osobę zamordowaną za ratowanie Żydów

W Mikołajkach koło Łomży (Podlaskie) odsłonięto w piątek tablicę upamiętniającą Antoniego Kenigsmana, który w czasie okupacji za pomoc Żydom został zamordowany przez Niemców. Tablica upamiętnia też troje Żydów, którym pomagał. Wcześniej odprawiono Mszę św. w kościele w Szczepankowie.

Antoni Kenigsman to 49-ty bohater upamiętniony przez Instytut Pileckiego w ramach przedsięwzięcia „Zawołani po imieniu” – poinformowała inicjatorka akcji, wiceminister kultury Magdalena Gawin. Akcja przybliża historie Polaków, którzy stracili życie za pomoc Żydom w czasie okupacji niemieckiej.

Instytut podał, że dotąd odbyło się 20 uroczystości upamiętniających, kolejne planowane są we wrześniu.

Instytut Pileckiego poinformował, że mieszkający w Mikołajkach koło Łomży, zajmujący się gospodarstwem Antoni Kenigsman z żoną Czesławą i córką Genowefą pomogli trojgu Żydom, którzy prawdopodobnie uciekli z jednego z gett.

„Przez nieznany czas w pierwszej połowie 1942 r. zapewniali im nocleg i wyżywienie” – podał Instytut. Powołując się na wypowiedzi Haliny Matvijenko z Instytutu podano, że w maju 1942 r. Niemcy znaleźli na terenie ich zabudowań gospodarczych ukryte pożywienie i troje Żydów. Niemcy zastrzelili najstarszego z Żydów, a nastoletnich dziewczynę i chłopaka przesłuchiwano, potem rozstrzelano w lesie.

„Żandarmi ustalili, że pomagał im Antoni Kenigsman, który w tym czasie powrócił na teren swojego domostwa. Ciężko pobitego gospodarza popędzili do jednego z samochodów, który następnie odjechał w kierunku wsi Chojny. Po drodze mężczyzna został zamordowany. Jego ciało sąsiedzi odnaleźli w lesie pod krzakiem” – podała Halina Matvijenko.

„Antoni Kenigsman i jego żona byli dobrymi ludźmi. Nie chcieli przejść obojętnie obok krzywd drugiego człowieka. Gdy żydowska rodzina uciekająca zapewne z łomżyńskiego getta poprosiła o pomoc, o schronienie, to oni im pomogli” – mówił wójt gminy Łomża Piotr Kłys. Dodał, że tacy dobrzy ludzie to bohaterowie „lokalni, Polski, świata”.

„Jako członkowie rodziny jesteśmy dumni, że ukrywana przez lata prawda o tamtych czasach miała szanse ujrzeć światło dzienne” – mówił przedstawiciel rodziny Wojciech Kenigsman. Dodał, że przekazywanie prawdy o takich bohaterach to zadanie do wypełnienia.

„Upamiętniając szukamy przede wszystkim głębszego sensu śmierci tych ludzi (…) Pamiętajmy, że to są szczególne przypadki” – powiedziała Magdalena Gawin. Wyjaśniła, że osoby te nad dobro najbliższych przedłożyły dobro innych, „chroniąc obcych”, podejmowały indywidualne decyzje i ponosiły za to konsekwencje, traciły życie. Nazwała te osoby „ochotnikami dobra”.

Gawin mówiła, że każda taka uroczystość jest wielkim wydarzeniem, także dla niej. „(…) bo mam takie głębokie poczucie, że dzieje się coś bardzo ważnego, że przywracamy pamięć, szacunek, sprawiedliwość i nie mówimy tutaj o pierwszoplanowych politykach, nie mówimy o władcach, mówimy o tak zwanych zwykłych ludziach. Zwykłych ludziach o wielkim sercu” – powiedziała Magdalena Gawin.

Dodała, że „szlak Zawołanych po imieniu” rozrasta się. Przypomniała, że w przedsięwzięciu chodzi o upamiętnianie, przywracanie pamięci o tych, którzy nie tylko ryzykowali swoje życie, ale zginęli za ratowanie Żydów.

„To nie jest tylko kwestia tego, że się traci życie, zostawia się rodzinę, zostawia się dzieci, zostawia się siostry, braci w strasznej traumie. I te rodziny żyły w traumie i osamotnieniu przez siedemdziesiąt kilka lat. My jesteśmy tutaj po to, żeby opowiedzieć się po stronie dobra, żeby podziękować rodzinom za przechowanie pamięci, za to, żeby powiedzieć wam, że nigdy nie będziecie już sami, że lokalna społeczność przyjmuje członków waszych rodzin, że są bohaterami lokalnymi i bohaterami Polski” – powiedziała wiceminister Magdalena Gawin.

PAP

drukuj