fot. PAP

PiS chce zmian w PKW

Niekompetencja, bałagan i nadużycia; rozprute worki i brak protokołów do głosowania, a także niedziałający system. Być może głosy w niektórych komisjach trzeba będzie liczyć ręcznie. To tło wyborów samorządowych w Polsce. Sytuację opisuje jeden z portali.

Należy zmienić status osób przeprowadzających wybory– powiedział Jarosław Kaczyński. Dodał, że trzeba wprowadzić bardzo poważne kary za fałszowanie wyborów, co pomoże zmniejszyć ich liczbę. Prezes PiS zapowiedział też wniosek o specjalną komisję parlamentarną kontrolującą wybory.

– Na pewno ten sposób liczenia głosów musi być bardzo precyzyjnie opisany i to musi być tak, jak to było w wielu krajach, gdzie byli obserwatorzy zagraniczni. Wszystkie karty są w jednym miejscu, wszyscy stoją dookoła, przewodniczący podnosi kartę, pokazuje na kogo głosowano i to jest zapisywane, a w ten sposób możliwość wprowadzania korekt w wynikach wyborów będzie bardzo ograniczona. No i wreszcie muszą być bardzo poważne kary za fałszowanie wyborów. To znaczy, że taki człowiek musi wiedzieć, że, po pierwsze – pójdzie na lata do więzienia, po drugie – zapłaci ogromną grzywnę, taką, żeby go pozbawić majątku. PKW musi być nowe. Muszą nastąpić radykalne zmiany, bo tutaj niektórzy są od dwudziestu paru lat – powiedział Jarosław Kaczyński.       

Kontrole w sprawie systemu informatycznego PKW zapowiedziała NIK [więcej] https://www.radiomaryja.pl/informacje/nik-skontroluje-system-informatyczny-pkw/, niewykluczone są także działania ABW w tej sprawie.

Tymczasem Państwowa Komisja Wyborcza postawiła ultimatum firmie informatycznej obsługującej wybory: jeśli nie określą w jakim terminie usuną usterkę, to na posiedzeniu PKW będzie się zastanawiało nad przejściem na ręczny system dostarczania protokołów.

W jednej z warszawskich komisji wyborczych przed rozpoczęciem głosowania system nie działał i drukowane protokoły nie zawierały niektórych partii i kandydatów. Podobnych przykładów jest więcej. Np; kartony z kartami docierały na miejsce prywatnymi samochodami zamiast transportem z policyjną eskortą.

Teraz bulwersuje inny fakt – jak mówi poseł Anna Sikora – warszawscy urzędnicy są wzywani do pomocy komisjom wyborczym.

– Jaką my mamy demokrację, jeśli my nie jesteśmy w stanie policzyć głosów. Coś, co powinno być esencją demokracji jest u nas zawalone. Niedziałające systemy bałagan, jakiś taki tradycyjny bałagan w okręgowych komisjach wyborczych. Dzisiaj dowiedziałam się, że urzędnicy miasta Warszawy są zwoływani z dzielnic do pomocy komisjom wyborczym. Ja się pytam, co to znaczy – do pomocy? Co ma urzędnik, który nie jest członkiem Komisji , ani mężem zaufania, jaką pomoc ma udzielić? Co to w ogóle jest? Jak to się ma do państwa prawa? To są pytania, które Polacy muszą sobie zadać – powiedziała poseł Anna Sikora.     

 

RIRM

drukuj