fot. PAP/EPA

Pełzająca inwazja

Niewypowiedziana rosyjska wojna o Krym stała się faktem.

Na Półwyspie Krymskim Kijów ma coraz mniej do powiedzenia. Rosyjskie flagi zaczynają powiewać także na budynkach administracji w miastach wschodniej i południowej Ukrainy. Apele o pokój i wsparcie Zachodu dla zaatakowanego sąsiada Polski nie zaowocowały na razie bardziej zdecydowaną reakcją niż wyrazy zaniepokojenia i intensywne polityczne konsultacje.

W sobotę prezydent Rosji Władimir Putin zwrócił się do Rady Federacji o zgodę na użycie sił zbrojnych na terytorium Ukrainy, czego wymaga rosyjska konstytucja. Wyższa izba parlamentu natychmiast przyjęła stosowną uchwałę. Mowa jest w niej o konieczności „normalizacji sytuacji społeczno-politycznej” na Ukrainie. Mają ją zapewnić rosyjskie wojska.

Wprawdzie oficjalnie Moskwa deklaruje, że ten akt to tylko przygotowanie na jeden z możliwych wariantów rozwoju wypadków i interwencja nie musi wcale nastąpić albo dojdzie do niej później, jednak mają miejsce ruchy wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą, nasiliła się aktywność Floty Czarnomorskiej, dochodzi też do ataków na ukraińskie placówki wojskowe na Krymie. Zablokowano m.in. lotnisko międzynarodowe w Symferopolu i w Belbeku pod Sewastopolem. Dokonują tego uzbrojone grupy napastników w odzieży wojskowej bez oznakowania przynależności. Nie ma jednak wątpliwości, że to żołnierze rosyjscy, czasem wspierani przez grupy Kozaków i oddziały paramilitarne krymskich Rosjan. Działania rosyjskie zmusiły Ukrainę do wycofania z Krymu wczoraj po południu swojej straży przybrzeżnej.

Już w sobotę z pogwałceniem umów rosyjsko-ukraińskich do portu w Sewastopolu wpłynęły okręty Floty Bałtyckiej „Kaliningrad” i „Mińsk”, przeznaczone do zwalczania okrętów podwodnych. Zgodę na stacjonowanie Floty Czarnomorskiej do 2042 r. prezydent Wiktor Janukowycz wyraził 21 kwietnia 2010 r., w zamian za obniżkę ceny gazu. Pod koniec ubiegłego roku podpisał kolejne porozumienia, znacznie rozszerzające uprawnienia rosyjskich władz wojskowych na Krymie m.in. w zakresie poruszania się po półwyspie i posiadania nieruchomości. Wczoraj stacjonujący w Teodozji batalion ukraińskiej piechoty morskiej został otoczony przez uzbrojonych mężczyzn i Kozaków, którzy zażądali od żołnierzy złożenia broni. W ich obronie stanęło tysiąc miejscowych Tatarów, którzy nie dopuścili do rozbrojenia jednostki. Wcześniej Ukraińcy zatrzymali tam rosyjskiego żołnierza, który próbował przeniknąć do ich jednostki.

Inna grupa skonfiskowała broń z należącej do Ukrainy bazy radarowej w Sudaku. W Sewastopolu w podobny sposób przejęto ośrodek szkoleniowy Marynarki Wojennej i dywizjon rakietowy. Agresorzy nakłaniali obsady jednostek do przejścia na stronę separatystycznych władz Krymu. Uzbrojenie wywieziono w nieznanym kierunku. Kilka innych obiektów wojskowych jest blokowanych.

Działania Rosjan cieszą się przychylnością większości mieszkańców Krymu, stanowiących ok. 60 proc. populacji. Z ulic znikła milicja, a porządku bronią patrole uzbrojonych mężczyzn. Miejscowy parlament w czwartek mianował premierem Krymu Siergieja Aksjonowa. Pełniący obowiązki prezydent Ukrainy Ołeksandr Turczynow uznał ten akt za bezprawny i wskazał konkretne artykuły konstytucji Ukrainy i konstytucji Krymu oraz ustaw, które zostały złamane.

Aksjonow tym się nie przejmuje, zażądał posłuszeństwa od wszystkich urzędników i funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa, w tym straży granicznej. Zagroził, że dowódcy, którzy nie zgodzą się na wykonywanie jego rozkazów, będą musieli zrezygnować ze stanowisk. Zapowiedział podjęcie w celu zapewnienia porządku i bezpieczeństwa współpracy z Flotą Czarnomorską. Jednocześnie konsulat rosyjski w Symferopolu rozpoczął wydawanie rosyjskich dokumentów przynależności państwowej funkcjonariuszom rozformowanego Berkutu.

Przewodniczący parlamentu Autonomicznej Republiki Krymu Władimir Konstantynow zapowiedział, że podczas referendum 30 marca zostanie postawiona kwestia „zmiany autonomicznego statusu Krymu na państwowy”. Według niego, Krym i cała Ukraina należą „do świata rosyjskiego”.

Wiece o charakterze prorosyjskim zwoływane są także w innych częściach Ukrainy, przede wszystkim na wschodzie i południu. „W obronie miasta i całego południowego wschodu Ukrainy” manifestowało pod rosyjskimi i sowieckimi flagami w Charkowie 5 tys. osób, w Doniecku – 10 tysięcy. Do dużej demonstracji przeciwko nowym władzom w Kijowie doszło także w Odessie. Demonstrantom towarzyszą uzbrojeni funkcjonariusze sił bezpieczeństwa. W Doniecku pojawiły się napisy: „Donbas z Rosją” i „Berkut z narodem, naród z Berkutem”. Wyrażane są żądania uznania „aspiracji Krymu do przyłączenia się do Rosji” oraz „uwzględnienia praw mieszkańców południowo-wschodniej Ukrainy”, przede wszystkim w zakresie języka. W powszechnym użyciu jest tu rosyjski, nawet wśród ludności uważającej się za ukraińską.

W związku z tym premier Arsienij Jaceniuk wydał polecenie dokonania zmian w ustawie o języku zapewniających możliwość swobodnego posługiwania się m.in. rosyjskim.

Turczynow wydał dekret o postawieniu sił zbrojnych Ukrainy w stan gotowości bojowej. Ministerstwu spraw zagranicznych polecono zwrócenie się do państw sygnatariuszy Memorandum Budapeszteńskiego z apelem o zagwarantowanie bezpieczeństwa Ukrainy.

Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy poleciła MSW zapewnienie ochrony obiektów energetycznych w kraju oraz najważniejszej infrastruktury. Powołany został sztab operacyjny ds. reagowania na sytuację na Krymie i w Sewastopolu. Jak poinformował przewodniczący Rady Andrij Parubij, opracowała ona plan na wypadek rosyjskiej agresji. Według ministra obrony Ihora Teniucha, „morale korpusu oficerskiego jest wysokie”, a siły zbrojne Ukrainy są w stanie „wykonywać swój konstytucyjny obowiązek”.

Andrzej Wilk, ekspert wojskowego Ośrodka Studiów Wschodnich, uważa, że nastawienie kadry oficerskiej jest prozachodnie i pronatowskie. – Armia ukraińska nie jest monolitem. Są tam też żołnierze Rosjanie, którzy nie do końca czują się obywatelami Ukrainy. Natomiast w przypadku agresji rosyjskiej ta armia na pewno stanie do walki – zapewnia. Jednak jest to armia bardzo słaba. Jednostek, które naprawdę mogą coś zrobić, jest realnie na całej Ukrainie ok. 20 tys. żołnierzy. Wynik starcia zbrojnego jest więc przesądzony. Rosji w zupełności wystarczy to, co ma obecnie na Morzu Czarnym i w Zachodnim Okręgu Wojskowym. Nie będą jej potrzebne żadne przegrupowania – mówi Wilk.

Rosja czeka na pretekst

Sytuacja Ukrainy jest fatalna. – Z wojskowego punktu widzenia Krym jest już rosyjski. Naprawdę martwiłbym się o rosyjskie prowokacje w kontynentalnej części Ukrainy. W Odessie, Nikołajewie, Chersoniu, Charkowie. Wszędzie tam są blokowane ukraińskie jednostki wojskowe. Jeśli dojdzie tam do jakiegokolwiek, choćby przypadkowego rozlewu krwi, to Rosjanie poczują, że mają mandat do wkroczenia, i prawdopodobnie na to liczą. W sobotę już takie ograniczone próby były. A w każdej chwili Ukraińcom mogą puścić nerwy – ocenia Wilk.

Wczoraj na nadzwyczajnym posiedzeniu zebrała się Rada Najwyższa Ukrainy. Wydała oświadczenie domagające się powrotu sił rosyjskich do baz i „wypełnienia podstawowych porozumień o przebywaniu Floty Czarnomorskiej Federacji Rosyjskiej na terytorium Ukrainy”. Wystosowano też apel do Władimira Putina o niedopuszczenie do wprowadzenia sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej na terytorium Ukrainy. Parlament wezwał państwa – gwarantów jej bezpieczeństwa i organizacje międzynarodowe do pomocy w ochronie obiektów jądrowych w kraju, a także do wysłania na Ukrainę międzynarodowych obserwatorów. Nie podjęto jednak decyzji o wprowadzeniu stanu wyjątkowego lub wojennego. Przed posiedzeniem lider partii UDAR Witalij Kliczko oświadczył, że należy ogłosić powszechną mobilizację.

Premier Jaceniuk zaapelował do władz rosyjskich o wycofanie wojsk i przystąpienie do dialogu politycznego. Zapewnił przy tym, że Rosja nie ma powodu do agresji, zaś Ukraina jest gotowa bronić swojej suwerenności. Jaceniuk poinformował, że przeprowadził rozmowę telefoniczną z premierem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem i ten zapewnił go, iż decyzja o wprowadzeniu wojsk na terytorium Ukrainy na razie nie zapadła, a „podjęto tylko decyzję o takiej prawdopodobnej możliwości”.

Ukraina prosi o pomoc

Ukraina zwraca się o pomoc do wszystkich – Unii Europejskiej, USA i NATO; o pomoc w obronie jej integralności terytorialnej. Minister spraw zagranicznych Andrij Deszczyca odbył szereg rozmów ze światowymi przywódcami, jednak nie udało mu się nawiązać kontaktu z szefem rosyjskiego MSZ Siergiejem Ławrowem. Rosja odmawia także konsultacji ze stronami Memorandum Budapeszteńskiego.

Deszczyca poinformował, że Ukraina nie zamierza odwoływać na konsultacje swojego ambasadora w Moskwie w odpowiedzi na analogiczny krok strony rosyjskiej.

Według przewodniczącego Medżlisu (parlamentu) krymskich Tatarów Refata Czubarowa, sytuację na Krymie i Ukrainie może uratować tylko interwencja wspólnoty międzynarodowej. Czubarow liczy na pomoc UE, USA i Kanady, gdzie mieszka wielu Tatarów, rdzennej ludności Krymu.

Apele te nie spotykają się jednak ze zdecydowaną reakcją światowych mocarstw. Jeden z najostrzejszych głosów pochodzi od admirała Jamesa Stavridisa, byłego naczelnego dowódcy Sojuszniczych Sił NATO i USA w Europie. Na łamach dwumiesięcznika „Foreign Policy” zaapelował o wzmożenie działań NATO w sprawie kryzysu na Krymie. „Wielu uzna jakikolwiek poziom zaangażowania NATO za prowokacyjny i potencjalnie zapalny. Niestety stawka jest wysoka. Rosjanie posuwają się. Siedzenie bezczynnie, bez przynajmniej rozpatrzenia opcji, byłoby błędem, który zostałby mile przyjęty przez Putina” – napisał. Te opcje to działania „w wymiarze politycznym, gospodarczym i wojskowym”. Dowódcy i eksperci powinni – według Stavridisa – rozpocząć „ostrożne planowanie i prezentację opcji odpowiedzi na sytuację”. W grę wchodzi „wprowadzenie wyższego stanu gotowości” liczących 25 tys. żołnierzy sił szybkiego reagowania NATO oraz wysłanie sił morskich NATO na Morze Czarne. Stavridis zaleca też zwiększenie działań wywiadowczych, m.in. za pomocą satelitów oraz bezzałogowych samolotów, by dzielić się nimi z wojskowymi ukraińskimi, a także prowadzenie programów doradczych w przygotowaniu ukraińskich sił zbrojnych na wypadek eskalacji konfliktu. NATO powinno mieć – zdaniem admirała – „plany awaryjne na wypadek ewentualnej inwazji Rosji na Krym, a nawet całą Ukrainę.

Turcja wchodzi do gry  

Jednym z nielicznych bezpośrednich wyrazów wsparcia dla Ukrainy była sobotnia wizyta w Kijowie tureckiego ministra spraw zagranicznych. Ahmet Davutoğlu zapewnił, że jego kraj podejmie wysiłki w celu utrzymania obecnego kształtu i granic Ukrainy. Davutoğlu odbył następnego dnia telekonferencję z szefami dyplomacji dziewięciu krajów, w tym USA, Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec. W trakcie rozmowy podkreślił znaczenie Krymu i stabilności Ukrainy dla Turcji. Ankara oczekuje zachowania integralności terytorialnej i jedności politycznej Ukrainy.

Prezydent USA Barack Obama rozmawiał w sobotę przez półtorej godziny z Władimirem Putinem. Ostrzegł go przed ”międzynarodową polityczną i gospodarczą izolacją Rosji„ i wezwał Moskwę, by natychmiast ”położyła kres eskalacji napięć, wycofując wojska z powrotem do baz na Krymie„. Putin miał odpowiedzieć, że Rosja rezerwuje sobie prawo do ochrony swoich interesów i obrony Rosjan mieszkających na Ukrainie, którym zagraża wybuch ultranacjonalistycznej przemocy, ”zasadniczo popierany przez obecne władze w Kijowie„.

W Waszyngtonie zebrał się zespół doradców prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego, w którym wzięli udział sekretarz obrony Chuck Hagel, szef CIA John Brennan, przewodniczący kolegium połączonych szefów sztabów generał Martin Dempsey oraz koordynator amerykańskich służb wywiadowczych James Clapper. Hagel rozmawiał telefonicznie z rosyjskim ministrem obrony Siergiejem Szojgu.

Wcześniej sekretarz stanu John Kerry poinformował o konsultacjach z szefami resortów zagranicznych na całym świecie ”w celu skoordynowania następnych kroków„. – Jesteśmy jednomyślni w naszej ocenie i będziemy ściśle współpracować w celu wspierania Ukrainy i jej mieszkańców w tym historycznym momencie – powiedział.

W ostatnich dniach poinformowano o rozmowach telefonicznych przywódców m.in. USA, Kanady, Francji i Niemiec w związku z sytuacją na Ukrainie. Odbyła się też telekonferencja ministrów spraw zagranicznych USA, UE, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Włoch, Turcji, Kanady, Japonii i Polski. Z udziału w szczycie G8 w Soczi zaplanowanego na czerwiec wycofały się już USA, Kanada, Francja i Wielka Brytania. Ottawa odwołała swojego ambasadora w Moskwie.

Nadzwyczajne posiedzenie poświęcone Ukrainie odbyła w sobotę Rada Bezpieczeństwa ONZ. Było ono przez pewien czas otwarte dla mediów wbrew protestom Rosji. Nie zakończyło się jednak przyjęciem żadnej rezolucji. Ambasador USA przy ONZ Samantha Power wezwała do wysłania międzynarodowej misji mediacyjnej na Krym.

Jeszcze wczoraj w trybie pilnym zebrała się na wniosek Polski Rada Północnoatlantycka. Reprezentanci państw członkowskich przeprowadzili rozmowy w trybie art. 4 traktatu waszyngtońskiego przewidującego sojusznicze konsultacje w razie zagrożenia. – Działania Rosji na Ukrainie zagrażają bezpieczeństwu Europy, Rosja musi powstrzymać swoje działania militarne i groźby – powiedział sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen przed rozpoczęciem posiedzenia. Dziś ma się zebrać także Rada Unii Europejskiej (w formacie ministrów spraw zagranicznych).

Piotr Falkowski

drukuj