fot. flickr.com

Niemcy: rząd sprowadzi z Syrii do kraju czworo dzieci bojowników ISIS

Niemcy sprowadzą do kraju czwórkę dzieci bojowników tzw. Państwa Islamskiego z Syrii. Minister spraw zagranicznych RFN Heiko Maas zapowiada, że nie jest to jednorazowe przedsięwzięcie. Chodzi w tym przypadku o dzieci islamistów, którzy wyjechali z Niemiec na wojnę.

Jest to pierwszy przypadek, gdy Niemcy udzieliły zgody na przyjazd do kraju przebywającym na północy Syrii dzieciom, których rodzice są podejrzewani o przynależność do ISIS.

Troje dzieci to sieroty, rodzice czwartego przebywają w kurdyjskim obozie jenieckim. W poniedziałek cała czwórka została przejęta przez niemiecki konwój na granicy Syrii i Iraku.

„Będziemy dążyć do tego, by inne dzieci też opuściły Syrię. To są głównie młode osoby. Nie można ich obarczać odpowiedzialnością za czyny rodziców” – powiedział Maas w poniedziałek.

Obecnie w obozach jenieckich na północy Syrii przebywa około 100 dzieci, którzy mają prawo do niemieckiego obywatelstwa, bo przynajmniej jedno z ich rodziców było obywatelem RFN.

Do rangi poważnego politycznego problemu urosła jednak kwestia dorosłych bojowników ISIS z Niemiec i innych krajów Europy. Berlin, Londyn czy Paryż nie chcą ich sprowadzać z powrotem argumentując, że mogą oni stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego. W kurdyjskiej niewoli znajduje się obecnie około 800 bojowników z Europy. Prezydent USA Donald Trump chce, żeby kraje UE odebrały ich i postawiły przed swoimi sądami, Europejczycy są jednak niechętni.

W lutym szef niemieckiej dyplomacji wskazywał trudności natury konsularnej, które uniemożliwiają ustalenie tożsamości domniemanych niemieckich bojowników i w związku z tym przyjęcie ich w RFN.

Jest to jednak tylko częściowo zgodne z faktami. Z informacji, do których dotarł berliński dziennik „Tagesspiegel”, wynika, że funkcjonariusze niemieckiego wywiadu (BND) i policjanci z Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA – odpowiednik polskiego CBŚP) pracują na miejscu w Syrii i Iraku, ustalając tożsamość domniemanych obywateli Niemiec i protokołując ich wypowiedzi, które mogłyby zostać użyte podczas procesów karnych. Dotychczas udało się zidentyfikować około 100 dżihadystów z RFN. Wszyscy chcą wrócić do Niemiec i stanąć przed niemieckim sądem.

Część z nich jest dobrze znana niemieckim organom ścigania: za 21 osobami zostały rozesłane w przeszłości listy gończe, z kolei 19 jest zaklasyfikowanych jako niebezpieczni islamiści. Jeden z nich – Martin Lemke, spawacz z Saksonii-Anhaltu, który przeszedł na islam – wyjechał z dwiema żonami na wojnę i został wysokim rangą dowódcą tajnej policji ISIS i zgodził się nawet zeznawać jako świadek koronny.

Niechęć niemieckich polityków do przyjmowania z powrotem dżihadystów ma dwa główne powody. Po pierwsze, nie zostanie to przychylnie przyjęte przez opinię publiczną. A co ważniejsze, jak pokazują dotychczasowe doświadczenia, mimo odpowiednich przepisów doprowadzenie do procesu i skazania islamskiego bojownika jest bardzo trudne, bo dostępny materiał dowodowy łatwo jest podważyć.

Od 2012 roku na wojnę do Syrii i Iraku wyjechało z Niemiec około 1050 osób. 340 wróciło, większość z nich jest na wolności.

Ze względu na niską wartość bojową mudżahedini z Europy rzadko brali udział w walkach na froncie. Zazwyczaj byli kierowani do służby wartowniczej, w strukturach tajnej policji lub do pracy w rozbudowanym aparacie propagandowym – zwłaszcza jeśli byli w jakiś sposób rozpoznawalni w krajach pochodzenia. W filmach promujących tzw. Państwo Islamskie występował m.in. były raper Denis Cuspert (znany też jako Deso Dogg i Abu Talha) czy salaficcy działacze Christian David Emde alias Abu Qatada i Reda Seyam alias Dhul al-Qarnain.

Kurdowie proponują utworzenie międzynarodowego trybunału, który osądziłby bojowników ISIS. Pomysł ten poparł w kwietniu niemiecki minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer.

PAP/RIRM

drukuj