fot. flickr.com

Nielegalne nagrania nie będą dowodami w sądzie

Platforma Obywatelska w obawie przed jesienną porażką chce się dobrze zabezpieczyć. Od 1 lipca sąd nie będzie mógł stosować w procesie karnym dowodu zdobytego z naruszeniem prawa – czyli np. nagrań z podsłuchów.

Wszystko za sprawą zmian w kodeksie karnym, które przeforsowała rządząca koalicja PO-PSL. I tak w myśl art. 168a kodeksu postępowania karnego, będącego elementem dużej noweli, dowody uzyskane w sposób nielegalny zostaną zdyskwalifikowane. Oznacza to, że sąd nie będzie mógł stosować w procesie karnym dowodów typu nagrania z podsłuchu. To nie jest przypadek, że takie przepisy są uchwalane właśnie teraz.

– Istnieje możliwość, aby wiele spraw o charakterze politycznym, o charakterze karnym rządzącym elitom politycznym udało się w sposób prawny, a więc w świetle istniejącego prawa, nawet nie pozamiatać pod stół, ale nie dopuścić jako materiału – mówi Grzegorz Wiński, socjolog

Ileż razy z ust polityków partii rządzącej komentujących aferę taśmową słyszeliśmy, że nie ważne jest to, co jest na „taśmach prawdy”, a jedynie to, że nagrania były nielegalne.

– Z taśm wynika, że wysocy funkcjonariusze państwa polskiego mogli dopuścić się przestępstwa, a na pewno niektórzy z nich wiedzieli o poważnych przestępstwach, mimo, że ciążył na nich obowiązek ścigania tych przestępstw i póki co nie podjęli działań w tym kierunku, do których byli zobowiązani, tylko  kawiarni, w restauracji o tym rozmawiali. A więc funkcjonariusze państwa polskiego wiedzieli o nieprawidłowościach mogących stanowić przestępstwo, a nie podejmowali stosownych działań – podkreśla  Stanisław Piotrowicz, poseł PIS, prokurator.

W myśl znowelizowanego kodeksu rzeczywiście nie będzie ważne co się mówi, ważne, że ktoś podsłuchiwał nielegalnie.

To wszystko przecież łączy się łączy się w jedną logiczną całość. Chodzi o to, żeby za nieprawidłowości, jakich dopuścił się obóz rządzący na przestrzeni ośmiu lat, nie poniósł żadnych konsekwencji – zauważa Stanisław Piotrowicz.

Zmiany te stwarzają poważną lukę prawną także w przypadku innych postępowań.

– Przecież może być taka możliwość przy dzisiejszym stanie techniki, że ojciec nagrywa za pomocą chociażby swojego telefonu komórkowego rozmowę swojego dziecka powiedzmy z pedofilem. I co – wówczas ta rozmowa nie będzie dla sądu żadnym dowodem w sprawie? Jest to doprowadzenie do pewnego rodzaju absurdu. Rzeczą nadrzędną nie staje się prawda, ale manipulowanie źródłami pozyskiwania informacji – dodaje Grzegorz Wiński.

TV Trwam News / RIRM

drukuj