fot. flickr.com

Netanjahu: umowa z Iranem drogą do broni nuklearnej

Negocjowana przez USA i inne mocarstwa umowa z Teheranem nie zablokuje wejścia Iranu w posiadanie broni nuklearnej – przekonywał premier Izraela Benjamin Netanjahu w przemówieniu w Kongresie USA. Podzieliło ono amerykańską scenę polityczną.

Występując już po raz trzeci przed obu izbami amerykańskiego parlamentu Netanjahu tłumaczył, że czuje się zobligowany, by mówić o dążeniu Iranu do broni nuklearnej, ponieważ broń ta mogłaby zagrozić egzystencji Izraela.

„Irański reżim jest radykalny jak zawsze” i „stanowi ogromne zagrożenie nie tylko dla Izraela, ale i dla pokoju całego świata” – powiedział, zarzucając najwyższemu przywódcy duchowo-politycznemu Iranu ajatollahowi Alemu Chameneiowi „bluzganie najstarszą nienawiścią antysemityzmu z pomocą najnowszej technologii XXI wieku”. To aluzja do anglojęzycznych tweetów ajatollaha, że Izrael musi zostać zniszczony.

„Musimy powstrzymać irański marsz podboju, zniewolenia i terroru” – apelował Netanjahu.

Największą część przemówienia szef izraelskiego rządu poświęcił negocjowanej obecnie przez administrację USA i pięć innych mocarstw (tzw. grupę 5+1, w której skład wchodzą stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz Niemcy) umowie z Teheranem w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Zdaniem Netanjahu ta umowa tylko „zwiększy apetyt” Iranu na dalszą agresję. „To bardzo złe porozumienie i lepiej nam będzie bez niego” – powiedział.

Zarzucił umowie, że po pierwsze w niewystarczający sposób ograniczy dotychczasową „nuklearną infrastrukturę” Teheranu, w tym liczbę wirówek do wzbogacania uranu. A po drugie, że zgodnie z założeniami umowy restrykcje dotyczące irańskiej atomistyki miałyby zostać zniesione już po około 10 latach obowiązywania umowy. „To mgnienie oka w życiu naszych dzieci” – powiedział.

Zdaniem Netanjahu po tym okresie Iran będzie mógł swobodnie, „z pełną międzynarodową legitymacją” i w bardzo w krótkim czasie wejść w posiadanie broni nuklearnej. „To będzie kwestią tygodni” – ostrzegł.

Izraelski premier apelował, by świat, zanim zgodzi się na jakiekolwiek zniesienie restrykcji wobec Iranu, zażądał, żeby kraj ten spełnił trzy warunki: powstrzymał agresję przeciw sąsiadom na Bliskim Wschodzie; przestał wspierać terroryzm na całym świecie i przestał grozić unicestwieniem Izraela.

Mimo krytyki pod adresem administracji USA za negocjowaną umowę z Teheranem Netanjahu starał się pomniejszyć znaczenie napięć między Waszyngtonem a Tel Awiwem, które jego wizyta w Kongresie, odbywająca się na zaproszenie Republikanów i bez konsultacji z Białym Domem, bardzo zaostrzyła.

„Nasz nadzwyczajny sojusz zawsze był i jest ponadpartyjny i taki musi pozostać” – powiedział. Zapewnił też, że docenia wszystko, co prezydent USA Barack Obama uczynił dla Izraela, a jednocześnie podkreślił, że głęboko ubolewa nad tym, iż niektórzy uznali jego obecność w Kongresie za polityczną. Podziękował zwłaszcza za pomoc wojskową USA dla Izraela, która w 2014 roku wyniosła 3,1 mld USD.

Przemówienie Netanjahu co chwilę przerywane było oklaskami przez tłumnie zebranych w Kongresie parlamentarzystów i gości, wśród których był m.in. ocalony z Holokaustu Elie Wiesel, laureat Pokojowej Nagrody Nobla. Ale ta część sali, gdzie zasiadają Demokraci, nie była tak bardzo rozentuzjazmowana i znacznie rzadziej zrywała się z miejsc do oklasków.

Przemówienie Netanjahu zbojkotowało ponad 50 parlamentarzystów Partii Demokratycznej, w tym 7 senatorów – jak podliczył parlamentarny portal informacyjny The Hill. Nie było też wiceprezydenta Joe Bidena, który zazwyczaj jest obecny w Kongresie podczas przemówień światowych przywódców.

To reakcja na fakt, że przemówienie Netanjahu zostało zaaranżowane za plecami prezydenta Obamy, w dodatku w trakcie kampanii wyborczej w Izraelu, na dwa tygodnie przed wyborami do Knesetu. Biały Dom zarzucił Netanjahu złamanie protokołu, a także „działanie na szkodę stosunków USA-Izrael”, jak wyraziła się doradczyni ds. bezpieczeństwa narodowego Susan Rice.

Obama nie tylko nie przyjął Netanjahu w Białym Domu, ale nie oglądał też jego przemówienia w telewizji, gdyż w tym czasie – jak podał Biały Dom – uczestniczył w wideokonferencji z liderami UE na temat sytuacji na Ukrainie.


PAP/RIRM

drukuj