[NASZ WYWIAD] B. Nowak o zdalnym nauczaniu w czasie pandemii: Jest to tylko i wyłącznie pewna proteza, pewien erzac. Skutków tego ułomnego sposobu edukacji będziemy bardzo długo doświadczali

Już dzisiaj mamy taką sytuację, że uczniowie, mając jakikolwiek egzamin – czy to jest egzamin po ósmej klasie, czy egzamin maturalny – przy obniżonych wymaganiach, dostali komunikat zwrotny, że tak naprawdę to, że nie posiedli pewnej istotnej wiedzy, niewiele dla nich znaczy – mówiła w rozmowie z portalem Radia Maryja Barbara Nowak, małopolski kurator oświaty.

***

Radio Maryja: Już od ponad roku, z małymi przerwami, uczniowie w Polsce uczą się zdalnie. Jak z perspektywy tych minionych 12 miesięcy ocenia Pani jakość wprowadzenia takiej formy edukacji?

Barbara Nowak: Jedno jest pewne – zdalne nauczanie nie jest tym samym, co nauczanie stacjonarne. Tu nie ma porównania. Możemy powiedzieć bez żadnych wątpliwości, bazując na doświadczeniu nauki zdalnej, że nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu młodych ludzi z nauczycielem, z drugim człowiekiem, z mistrzem. Jeżeli nie ma bezpośredniego spotkania ludzi, to nie ma naprawdę pełnego przekazu, brakuje w nim prawdziwych emocji, pozawerbalnych bodźców, słowem tego wszystkiego, co pozwala budować relacje społeczne. To jest tak, że w tym momencie mamy przekaz mocno zaburzony. Jeżeli siedzi po jednej stronie komputera uczeń, a po drugiej stronie – nauczyciel, to ten nauczyciel nigdy nie ma pewności co do tego, że uczeń go słucha, bo może być wyłączona kamerka, nie ma pewności, że wszystko, co mówi, uczeń odpowiednio odbiera, bo nie jest to nacechowane tą emocją bezpośrednią. Dyskomfort takiego przekazu jest dla prowadzącego zajęcia oczywisty i zwykle rzutuje na jego poziom zaangażowania.

To, co ma miejsce w nauczaniu zdalnym, jest tylko i wyłącznie pewną protezą, pewnym erzacem. Sytuacja pandemii wymagała zapewnienia uczniom lekcji zdalnych i taką formę zorganizowano. Na pewno jednak skutków tego ułomnego sposobu edukacji będziemy długo doświadczali. Już dzisiaj mamy taką sytuację, że uczniowie zostali zwolnieni z obowiązku nauki sporej części materiału programowego. Będą zdawać egzaminy – czy to po ósmej klasie, czy maturalny – przy obniżonych wymaganiach. Zostali w ten sposób poinformowani, że tak naprawdę wiedza, którą powinni posiąść, nie jest ważna i nie jest warunkiem koniecznym do osiągnięcia przez nich życiowego sukcesu. Mniejsze wymagania powodują, że uczeń wie, że i bez tej pełnej, właściwej wiedzy może osiągnąć zamierzony cel, czyli dostać się do szkoły ponadpodstawowej czy dostać się na studia. Czy ten młody człowiek sam znajdzie w sobie taką pasję, taką wytrwałość, taką mądrość, żeby więcej się uczyć? Czy będzie czuł taką potrzebę? Na pewno dziś możemy powiedzieć, że jeżeli będzie taka chęć, to tylko u części młodzieży i z całą pewnością nie wszyscy będą potrafili w sobie wskrzesić takie pragnienie uzupełnienia wiedzy, której nie dane im było przez okres pandemii poznać.

Czy można oszacować, jak duże jest opóźnienie w realizacji podstawy programowej w polskiej edukacji z powodu wprowadzenia nauczania zdalnego?

Powiedziałabym, że najprawdopodobniej wszyscy są rok do tyłu. To jest chyba jedyne, co można powiedzieć z całą pewnością. Trudno w tym momencie uogólniać, bo to bardzo indywidualna sprawa. To, przed czym przestrzegam, jest tendencją do samooszukiwania. Trzeba uczciwie powiedzieć, że to wszystko, co było związane ze zdalnym nauczaniem, to w niewielu przypadkach, u wyjątkowo zdyscyplinowanych i odpowiedzialnych osób, które dały sobie radę również z psychiczną blokadą, nie spowodowało wielkiej różnicy w efektach nauczania. Reszta, nawet ci uczniowie, którzy bardzo chcieli się uczyć, z różnych względów, czasem z powodu braku odpowiednich warunków w domu, ale również z powodu różnego rodzaju barier psychicznych, nie była w stanie podołać zadaniu.

Pamiętam, że gdy w 2020 roku były matury, usłyszałam od uczniów – już przecież dorosłych – podchodzących do egzaminu, że bardzo źle się z tym czują, że mieli przecież sporo czasu, ale nie byli w stanie zmobilizować się do uczenia, sami robili sobie wyrzuty, że za dużo czasu zmarnowali. Ale to tak jest: jeżeli my nie funkcjonujemy w jakimś rytmie, który jest dobrze nam znany, jeżeli nie mamy nad sobą bezpośrednio nauczyciela, który nas motywuje, to naprawdę bardzo ciężko jest się zmobilizować do systematycznej ciężkiej pracy. Ja za mankamenty zdalnego nauczania nie obwiniam nikogo. Nie ma sensu szukanie winnych. Dotknęła nas pewna sytuacja, która jest zupełnie nowa, w dużej mierze traumatyczna, przez nikogo nie zawiniona, ale która w efekcie będzie – w bardzo długiej perspektywie – dawać o sobie znać właśnie w tym, że ci wszyscy młodzi ludzie, tak jak i całe społeczeństwo, zostali wybici z pewnego rytmu. Zachwiało się ogólne poczucie bezpieczeństwa. Efekt luk w wiedzy, problemów wychowawczych czy nawet rodzących się uzależnień – chociażby od internetu – życia w wirtualnej rzeczywistości będzie rzutować na funkcjonowanie społeczeństwa. Już dziś czujemy się zagrożeni w naszej stabilizacji, widzimy atomizację i nieidentyfikowanie się z interesem grupowym.

Jakie konsekwencje dla uczniów będą w dalszej perspektywie czasowej, jeśli chodzi o ten rok nauki zdalnej?

To też jest bardzo ważne pytanie. Odpowiedź na nie powinna być wyzwaniem dla osób dorosłych, które powinny się odpowiednio przygotować do otwarcia szkół w zwykłym trybie. Jestem osobiście przekonana, że nie da się dokonać nagłej zmiany, w której ludzie młodzi z rzeczywistości zdalnego nauczania przechodzą po prostu do porządku szkoły, siadają w ławkach i spokojnie się uczą.

Uważam, że należałoby rozpocząć od wyrwania dzieci i młodzieży z wirtualnego bytu. Tu trzeba naprawdę wstrząsu. Proponuję detoks, podczas którego uczniowie wraz z wychowawcami powinni wejść w świat realny. Należy wzbudzić w nich prawdziwe emocje poprzez pokazanie im świata wokół, tego realnego, gdzie wszystko jest na wyciągnięcie ręki, gdzie można nie tylko zobaczyć, powąchać i dotknąć, ale także poczuć, jak ważny jest kontakt z drugim człowiekiem i jak wiele emocji budzi piękno natury. Pokażmy im przyrodę, zainicjujmy spotkania w grupach, tak żeby mogli doświadczyć tego o czym zapomnieli, przebywając codziennie długie godziny przed ekranami komputerów. Zorganizujmy dla uczniów na masową skalę wycieczki, rajdy, obozy integracyjne, zielone szkoły, gdzie mieliby szansę odczuć radość z przebywania z rówieśnikami i wychowawcami, doświadczyć zmęczenia fizycznego na wędrówce. Niech poczują, jak ważny jest kontakt z drugim człowiekiem, jak piękny jest świat wokół, również ten stworzony przez człowieka, a więc poprzez zetknięcie ze światem kultury. Dosłownie wprowadźmy młodych ludzi w otaczającą ich prawdziwą rzeczywistość. Autentyczne emocje pozwolą im zweryfikować te, którymi żyli w wirtualnym świecie i pomoże im zafunkcjonować w realnej przestrzeni. Spowoduje także, że łatwiej odnajdą się w szkole zorganizowanej według jasnych reguł, gdzie obowiązują zasady określone i konsekwentnie przestrzegane.

Osobiście uważam jednak, że nie ma szans na powrót do normalności znanej nam sprzed pandemii. Świat po pandemii będzie już zupełnie inny, bo każdy z nas – nie mówię w tym momencie tylko o uczniach, ale również o dorosłych – wszyscy jesteśmy już dotknięci traumatycznym doświadczeniem pandemicznego kryzysu. Strach i doświadczenie izolacji będzie na nas oddziaływać. Naprawdę istotne będzie to, czy potrafimy dać sobie radę z tym doświadczeniem zamknięcia i czy potrafimy przezwyciężyć te wszystkie nasze przyzwyczajenia, których nauczyliśmy się przez ten rok. Tu trzeba troskliwej opieki ze strony dorosłych, którzy przecież muszą sami pokonać również własną traumę. Mamy dzisiaj ogromnie wiele osób, które u siebie widzą zachowania depresyjne, nie radzą sobie z wieloma sytuacjami, które przed okresem pandemii wcale nie wydawały się trudne.

Będzie nam bardzo potrzebne nowe moralne ustawienie – dorosłym i młodym ludziom. To jest ogromne wyzwanie nie tylko dla rzeszy psychologów, ale w dużej mierze także dla Kościoła katolickiego, który powinien bardzo aktywnie i odważnie ruszyć z pomocą do młodych ludzi. Trzeba na nowo im ten świat poukładać. To, co się stało w czasie pandemii, co uwidoczniło się w zachowaniach na ulicach, związanych z tzw. strajkiem kobiet, to wszystko są bardzo żenujące sytuacje, które pokazały, w jak wielkiej zapaści moralnej jesteśmy jako społeczeństwo, jak łatwo jest manipulować młodymi ludźmi, jak bardzo się ich oszukuje, wykorzystuje. To zachowanie osób dorosłych jest karygodne.

Dzisiaj trzeba odzyskać zaufanie młodych ludzi. Pozyskać ich autentycznym przekazem. Podchodząc do nich z szacunkiem nie ma mowy o oszustwie czy manipulacji. Przekażmy im wiedzę, wyposażmy w wartości i pozwólmy tym samym na dokonanie uczciwego wyboru. Tu szczególną rolę ma do odegrania szeroki przekaz kulturalny, a także popkulturowych artystów. Działania szerokiej rzeszy ludzi dorosłych: artystów, nauczycieli, duchownych, wolontariuszy i społeczników powinny być nakierowane na młodych ludzi. Państwo Polskie stoi przed ogromnym wyzwaniem. Czy uda się odbudować społeczne relacje i skierować młodych ludzi w kierunku odpowiedzialnego podjęcia obowiązków rodzinnych, narodowych i państwowych? To najważniejsze zadania i nie może na nie zabraknąć środków finansowych ani determinacji działań ludzi dorosłych.

Wspominała Pani o roli osób dorosłych. W związku z tym warto zapytać, jak w minionych 12 miesiącach wyglądała współpraca na linii szkoła- rodzice-uczniowie?

Myślę, że ta współpraca wyglądała bardzo różnie. Było to zależne od tego, czy w danej szkole została wytworzona już dużo wcześniej więź między rodzicami i nauczycielami. Od tego, czy zbudowana była wspólnota zależał właściwy przekaz informacji między nauczycielami oraz rodzicami i to z pewnością owocowało dobrą organizacją zdalnego nauczania i działań wychowawczych. Tam, gdzie wspólnoty szkolne były zbudowane na dobrych relacjach, nauka odbywała się harmonijnie i systematycznie. Jeżeli nie, to mieliśmy różnego rodzaju problemy. W Kuratorium Oświaty w Krakowie mieliśmy zgłoszenia o przypadkach niepodejmowania nauczania za pomocą platform internetowych, zbyt dużej liczby zajęć przed ekranem komputera, a także ingerencji w lekcje osób innych niż uczniowie danej klasy. To pokazuje, że tak jak w czasie stacjonarnego nauczania, tak i w czasie pandemii mogło dochodzić do różnych sytuacji kryzysowych w relacjach między uczniami, nauczycielami i rodzicami, mogły zdarzać się poważne problemy, czy nieprawidłowości.

Uczniowie są różni. Jedni są bardzo otwarci, są ekstrawertykami, inni są bardzo zamknięci w sobie. Brak kontaktu „na żywo” z rówieśnikami bardzo negatywnie wpływa na ich samopoczucie. A jak wpływa on w perspektywie długookresowej na rozwój emocjonalny młodego człowieka?

Myślę, że długo będziemy zbierać na ten temat informacje. Z tych wszystkich danych, jakie posiadam, muszę powiedzieć, że wiem o grupach uczniów, którzy bardzo zamknęli się we własnym świecie, kiedy wystarcza im już dzisiaj tylko i wyłącznie internet, stworzyli sobie wirtualną rzeczywistość i nie bardzo czują potrzebę powrotu do realnego świata. To jest bardzo groźne zjawisko. Jest też grupa osób, która po prostu nie wytrzymuje w zamknięciu, ma serdecznie dosyć tego kontaktu przez internet i chociaż od tego nie ucieknie ani też nie stara się uciekać, to jednak wykorzystuje każdą okazję, żeby spotkać się z koleżanką, z kolegą, szukając kontaktu z drugą osobą, stale bolejąc nad tym, że nie ma kontaktu np. z całą klasą, a tylko z pojedynczymi osobami.

Są też takie osoby, które po prostu łamią wszystkie zasady i spotykają się w dużych grupach, ostro imprezują. Uważają, że w ten sposób demonstrują swoją wolność. Są też takie osoby, które dzisiaj, poprzez ten okres pandemii, niestety weszły w różnego rodzaju grupy nieformalne, które promują się przez internet i podejmują różnego rodzaju zachowania, bardzo szkodliwe dla nich samych. Myślę tu nie tylko o patostreamach, ale także o treściach pornograficznych, stronach pełnych przemocy, instruktażowych jak sobie czy innym wyrządzić krzywdę, łącznie ze wskazówkami jak popełnić samobójstwo. Pod wpływem patologicznych treści zmienia się psychika młodego człowieka, a po powrocie do szkoły będzie mu trudno zafunkcjonować w środowisku, inaczej będzie siebie sytuował w grupie, inaczej też będzie postrzegał kolegów i osoby dorosłe. Nauczyciele muszą dostać profesjonalne wsparcie od psychologów, psychiatrów w radzeniu sobie z nowymi problemami zaburzeń psychicznych uczniów.

Gdzie mogą zgłosić się, z kim mogą skontaktować się uczniowie, którzy mieliby jakieś problemy psychiczne w związku z izolacją, jakieś objawy depresji, a z różnych przyczyn nie mogliby się tym podzielić ze swoimi rodzicami?

Wszyscy uczniowie powinni świetnie wiedzieć, że po pierwsze, w ich szkołach są pedagodzy, z którymi można się skontaktować. Jeżeli nie chcą mieć bezpośredniego kontaktu z pedagogiem, który ich zna, bo są różnego rodzaju sytuacje, to są przede wszystkim poradnie psychologiczno-pedagogiczne, do których zawsze można się zgłosić i które przez cały okres pandemii funkcjonują naprawdę dobrze. Wiem, że pracujący psycholodzy i pedagodzy odbywają regularne spotkania z uczniami, którzy potrzebują pomocy. Tu także uczniowie mogą być kierowani do specjalistów, lekarzy, psychiatrów itd. Ta sieć połączeń pomocy dla uczniów funkcjonuje i jest całkiem dobrze przygotowana.

Warto też wspomnieć o telefonach zaufania dla dzieci i młodzieży uruchamianych przez Rzecznika Praw Dziecka i różne instytucje. Przy czym zalecam daleko posuniętą ostrożność w wyborze telefonu zaufania. Mam poważne obawy co do tego, jakie rady są udzielane pod numerami różnych fundacji. Są takie, które specjalizują się w kierowaniu zainteresowań dzieci na treści ideologii gender i zamiast pomocy generują kolejne problemy. Dla młodszych uczniów sytuacja wydaje się bardzo prosta – powinni zgłaszać swoje problemy (jeśli nie chcą robić tego w domu) swoim nauczycielom, swoim wychowawcom, którzy odpowiednio potem nimi pokierują.

W Małopolskim Kuratorium Oświaty mamy uruchomione dwa numery telefonów, gdzie nauczyciele dzwonią i zgłaszają nam problemy z uczniami, gdzie pomagamy, pośredniczymy w organizacji pomocy zarówno dla uczniów, jak i dla nauczycieli, a czasem dla całych rodzin, które się do nas zgłaszają. Faktycznie tych sytuacji, problemów psychicznych w związku z pandemią jest ogromnie dużo. Bardzo mnie cieszy zapowiedź ze strony rządu, że dużo większe środki będą kierowane właśnie na opiekę psychologiczną, na pomoc dla uczniów i nauczycieli. Patrząc na to, jak jest w Małopolsce, widzę, że jesteśmy przygotowani do tego, żeby naprawdę budować wsparcie dla wszystkich potrzebujących młodych ludzi, jak również ich nauczycieli. Mam nadzieję, że w ten sposób działa to w całej Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

radiomaryja.pl

drukuj