[NASZ DZIENNIK] Zamiast edukacji – ideologia i polityka
Kolejne wypowiedzi Barbary Nowackiej dowodzą niezbicie, że nie zamierza ona rezygnować z obranego ideologicznego kursu antywychowawczego – wskazuje red. Urszula Wróbel na łamach „Naszego Dziennika”.
Minister edukacji cyklicznie spotyka się z młodzieżą, aby w ramach tzw. okrągłego stołu nie tylko dyskutować o edukacji, lecz także aby „wspólnie” przygotować rozwiązania dotyczące m.in. wprowadzenia zmian w podstawie programowej. Podczas ostatniego spotkania, tym razem w województwie pomorskim, Barbara Nowacka odniosła się do wpisywania uwag uczniom za strój czy np. kolor włosów. Szefowa resortu odpowiedziała, że jej zdaniem uczniowie mają „prawo do autonomii swojego ciała”. Skrytykowała jednocześnie cały system ocen z zachowania. Minister edukacji stwierdziła też, że jest zwolenniczką obniżenia wieku czynnego prawa wyborczego do 16. roku życia.
Postulaty szefowej resortu edukacji gorzko ocenia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Barbara Nowak, była małopolska kurator oświaty. Zwraca uwagę, jak bardzo minister edukacji jest nastawiona na rujnowanie porządku, jaki do tej pory charakteryzował polską szkołę.
– To był porządek ustawiający jasno granice młodym ludziom, których trzeba wychować i których należy nauczyć. W szkole, oprócz przekazywania wiedzy, uczy się właśnie owego porządku, tego, co jest dobre, a co jest złe. Tymczasem my mamy dalszy ciąg realizacji hasła „róbta, co chceta”. Oczywiście, jak przystało na piewców lewackich, wszystko ubrane jest w piękne słowa, których celem jest takie „połechtanie” dobrego samopoczucia młodych. Stąd „docenianie” dojrzałości młodych ludzi, mówienie o ich autonomii itp. – zaznacza Barbara Nowak.
Przypomina, że taka postawa nie ma nic wspólnego z rzeczywistą troską o dobry rozwój młodych ludzi.
– W takim momencie mówienie o dowolności jest bardzo złe. Jeśli nie będziemy stawiać dzieciom granic, to nigdy nie nauczymy ich obowiązkowości. Nauczymy ich za to życia w przeświadczeniu, że nie muszą do nikogo się dostosowywać, że liczy się wyłącznie ich dobre samopoczucie. W taki sposób wychowujemy młodych na egoistów – ostrzega Barbara Nowak.
Miejsce indoktrynacji
Pedagog odnosi się do stwierdzenia minister edukacji, która porównała system oceniania zachowania do systemu z Białorusi.
– Takie określenie budzi jednoznaczne konotacje o zacofaniu. Jeśli rzeczywiście ma ona uwagi krytyczne dotyczące oceniania polskich uczniów, to mogła użyć innego sformułowania. Myślę jednak, że to było celowe. W ten sposób podkreśliła nie tylko swoją negatywną ocenę, lecz dała do zrozumienia, że gardzi tym, co dziś funkcjonuje w polskiej szkole. Uważam, że to jest karygodne. Jest to także kolejne powiedzenie, że jest ona przeciwniczką wyznaczania granic młodym ludziom i przyzwalania na zachowania niewłaściwe – podnosi.
Przypomina jednocześnie, że system oceniania już nieraz był krytykowany przez Barbarę Nowacką.
– Wiemy, że jest ona zwolenniczką w ogóle zmiany lub likwidacji systemu ocen w skali 1-6. Być może taki cykl spotkań z uczniami będzie dla niej pretekstem do tego, aby odejść od tego porządku ocen, po to, aby szkoła już faktycznie stała się miejscem, w którym na pierwszym miejscu nie jest nauka i wychowanie do wartości. W zamian za to: aby szkoła stała się miejscem indoktrynacji, w którym zdobywanie wiedzy jest wyłącznie marginalnym dodatkiem – przewiduje Barbara Nowak.
Zwraca też uwagę, że Barbara Nowacka – paradoksalnie – próbuje się pozycjonować jako osoba pilnująca zasad. Przypomnijmy, że podczas spotkania z uczniami opowiedziała się za zmniejszeniem limitu dopuszczanej w szkole nieusprawiedliwionej nieobecności ucznia w czasie zajęć.
– To przecież ma się nijak do tego, co mówi Nowacka o wolności, autonomii ucznia etc. Wydaje się więc, że to zmniejszenie limitu dopuszczalnej nieobecności ucznia ma na celu nie tyle troskę, co spowodowanie, aby uczeń przebywał w szkole i aby uczestniczył w zaplanowanym przez nią programie indoktrynacyjnym – stwierdza Barbara Nowak.
O tym, że Barbara Nowacka poprzez swoje wypowiedzi kontynuuje scenariusz indoktrynacji polskich dzieci mówi nam także dr Andrzej Mazan, pedagog. Zwraca uwagę, że stwierdzenie o autonomii własnego ciała w kontekście wszystkich dotychczasowych decyzji jest ewidentnym zachęceniem do różnego rodzaju eksperymentów ze swoim ciałem bez odpowiedzialności.
– Taka nieodpowiedzialność ministerstwa wręcz niszczy strukturę młodej osoby. Minister forsuje pierwszeństwo ciała nad psychiką, nad osobą, nad duchem, nad integracją i nad integralnym wzrostem i rozwojem człowieka. Ona forsuje redukcyjny obraz człowieka, który sprowadza się do tego, że człowiek ma władzę nad swoim ciałem i nie ponosi za to odpowiedzialności – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Zaznacza także, że jest to zawoalowane wezwanie do tego, aby dziecko, które wzrasta i dojrzewa jako osoba, doznało zaburzeń na tle funkcjonowania ciała.
– To jest ze strony Barbary Nowackiej nieodpowiedzialność forsująca program dezorganizacji integralnego rozwoju osoby, zwłaszcza przez odsuwanie wszelkich komponentów duchowych i psychicznych – precyzuje.
– Narzucanie tzw. autonomii ciała – bez odpowiedzialności i bez widzenia skutków w przyszłości – to budowanie przyszłości, w której dzieci nie będą umiały funkcjonować społecznie, czyli że będą nie tylko ułomne indywidualnie, ale też ułomne społecznie. I to jest największy dramat tego manifestu Nowackiej – ocenia.
Szukanie politycznych korzyści
Doktor Andrzej Mazan odnosi się również do wypowiedzi minister Nowackiej na temat obniżenia wieku wyborczego do 16 lat. Ekspert nie ma wątpliwości, że składanie takich politycznych deklaracji jest obliczone właśnie na uzyskanie politycznych korzyści.
Zdaniem naszego rozmówcy jest to swoiste przymilanie się do uczniów, które ma przynieść szefowej resortu podwójne korzyści polityczne.
– Z jednej strony mamy tu do czynienia z zabieganiem o pozyskanie wyborców, którzy będą podzielać liberalny i wręcz lewacki pogląd na świat. Barbara Nowacka oczekuje, że zmiany edukacyjne i poluzowanie czy wręcz zerwanie wszelkich reguł panujących w szkole poskutkują akceptacją młodzieży przy urnach wyborczych. To jest myślenie cyniczne i bezwzględne, ponieważ wykorzystuje młodych ludzi jako sposób i narzędzie do utrzymania się przy władzy. Z drugiej strony takie wypowiedzi mają na celu poprawę jej politycznego wizerunku po haniebnym wystąpieniu w Krakowie, podczas którego mówiła o „polskich nazistach” – wskazuje.
– Do tego dochodzi forsowanie „edukacji zdrowotnej”. Tysiące rodziców, a także ich dzieci mają świadomość, co się za nią kryje. Barbara Nowacka doskonale wie, że wszystkie jej decyzje są mocno krytykowane. Dlatego próbuje ratować swój wizerunek takimi wypowiedziami. Ufam, że młodzież jest na tyle mądra, że nie da się omamić jej zatrutym przekazem – konkluduje dr Andrzej Mazan.
Urszula Wróbel/Nasz Dziennik




