fot. pexels

[NASZ DZIENNIK] Walka o edukację na obczyźnie

Polonia apeluje o wzmocnienie polskiej edukacji w krajach jej zamieszkania. To podstawa do ocalenia tożsamości narodowej – wskazuje red. Urszula Wróbel na łamach „Naszego Dziennika”.

Rozszerzenie takiego programu nauczania to – jak podkreślają nasi rodacy – odpowiedź na największe aktualnie zagrożenia dla polskich dzieci: ideologiczne, cywilizacyjne i tożsamościowe. Tymczasem większość polskich dzieci w wieku szkolnym (6-17 lat) mieszkających poza Polską nie jest objęta żadną formą oświaty polonijnej.

– Prawdą jest, że o edukację dzieci powinni zabiegać ich rodzice, dziadkowie. Ale równie ważne jest, aby to państwo polskie zapewniło takie warunki, które umożliwią jak największej grupie dzieci włączenie się do systemu polskiej edukacji. Piękne inicjatywy szkół przyparafialnych organizowało państwo polskie tuż po odzyskaniu niepodległości. Gdyby nie ta formacja dzieci chłopskich, robotniczych i ich rodzin oraz budowanie świadomości polskiej, to czy zdołalibyśmy ocalić Polskę przed bolszewizmem w 1920 roku? Dziś zagrożenia, jakie czyhają na naszą Ojczyznę, ale także na dzieci polskie mieszkające poza Polską, są równie groźne. Dlatego oddawanie walkowerem edukacji polskich dzieci jest gigantycznym błędem. Ta bierność spowoduje, że polską młodzież po prostu stracimy – mówi „Naszemu Dziennikowi” Lidia Sokołowska-Cybart, współzałożycielka Stowarzyszenia „Republika Polonia” oraz założycielka i od wielu lat prezes edukacyjnej organizacji filantropijnej Canadian Polish Parents Council (Kanada).

Z tą oceną zgadza się Hanna Dobrowolska, koordynator Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły.

– Utworzenie systemu szkół całotygodniowych z wykładowym językiem polskim mogłoby być orężem państwa polskiego w poważnej promocji naszej tożsamości, a także atrakcyjnym narzędziem do współczesnego oddziaływania i tworzenia dobrego lobbingu na rzecz państwa polskiego. Idea ta niestety jest zupełnie niezauważana. Oby przekuła się ona w konkretne działania, choć obecnie rządzący raczej doceniają zupełnie odwrotne tendencje – wskazuje.

Niebagatelne znaczenie w celu podniesienia jakości nauczania i usystematyzowania nauki w języku polskim ma utworzenie ciekawej oferty dla polonijnego ucznia. Doskonale to rozumie prezydent Karol Nawrocki, który rekomenduje stosowanie nowoczesnych metod w edukacji, zwłaszcza w nauczaniu historii Polski.

– Prezydent uważa, że aby pamięć o przeszłości była żywa wśród młodych ludzi, trzeba do nich skutecznie dotrzeć poprzez wykorzystanie m.in. nowych technologii – zaznacza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Agnieszka Jędrzak, minister w KPRP.

Polska oferta oświatowa – w porównaniu do ofert innych państw za granicą – jest, mówiąc delikatnie – absolutnie niewystarczająca. Nawet w największych skupiskach Polonii funkcjonują wyłącznie jedynie polskie szkoły sobotnie. Polonia nie ma ani jednej całotygodniowej polskiej szkoły immersyjnej, tzn. szkoły z polskim językiem wykładowym obok lokalnego języka wykładowego, jak również ani jednej szkoły polskiej oferującej oficjalne świadectwa C2 (najwyższy poziom) ze znajomości języka polskiego. Jeszcze kilka lat temu funkcjonowała całotygodniowa polska szkoła w Atenach, ale ten chlubny wyjątek także się nie ostał. Dlatego nasi rodacy już od lat zabiegają o powołanie systemowego programu tworzenia całotygodniowych polskich, katolickich immersyjnych przedszkoli i szkół w największych skupiskach Polonii.

– Funkcjonowanie szkół i przedszkoli dwujęzycznych w Kanadzie jest powszechną praktyką, ponieważ jest to kraj dwujęzyczny. Zarówno angielski, jak i francuski mają status języków urzędowych na poziomie federalnym. I doświadczenie prowadzenia takich placówek oświatowych jest tu naprawdę pozytywne. Okazuje się, że to jest naprawdę jedyna prawdziwa droga prowadząca do biegłości w dwóch językach. A o to przecież nam chodzi – aby dzieci z polskich rodzin nie traciły kontaktu z żywym językiem, aby w nim wzrastały – wskazuje Lidia Sokołowska-Cybart.

Jak zaznacza, nasi zachodni sąsiedzi doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak ważne jest pilnowanie, aby młodzi ludzie z niemieckimi korzeniami mieli dostęp do rodzimej edukacji.

– Ta świadomość przekłada się na realne działania. Pod patronatem prezydenta Niemiec na całym świecie funkcjonuje ok. 150 niemieckich szkół immersyjnych i ok. 1500 tzw. szkół partnerskich. Podobnie intensywnie promowana jest kultura anglosaska, francuska, włoska, hiszpańska, żydowska czy ukraińska. Tymczasem Polska nie ma żadnej szkoły immersyjnej przeznaczonej dla dzieci polonijnych – zaznacza.

A szacuje się, że liczba polskich dzieci w wieku szkolnym (6-17 lat) mieszkających za granicą wynosi ok. 2 800 000.

– Przyjmujemy, że jedynie ok. 5 proc. uczniów polskiego pochodzenia jest włączonych w polski program edukacyjny. Jednocześnie należy podkreślić, że przecież 100 proc. polskich dzieci w wieku szkolnym mieszkających za granicą jest objętych całotygodniowymi programami edukacyjnymi nadzorowanymi przez ministerstwa edukacji w państwach osiedlenia. To oznacza, że ryzyko depolonizacji jest ogromne – akcentuje Lidia Sokołowska-Cybart.

Kosmopolityzacja kultury

Potwierdza to Hanna Dobrowolska, która jednocześnie przypomina, że te poważne reperkusje wynikają nie tylko z pozbawienia dzieci kontaktu z językiem narodowym, lecz także z traktowania języka ojczystego jako wyłącznie środka komunikacji.

– Niestety, rozwiązania, które w tej chwili obserwujemy, które obecnie są procedowane, zakładają bardzo poważne zmiany w kształceniu uczniów poza granicami Polski. Minister Barbara Nowacka dokonuje istotnych przeobrażeń – i są one bardzo zaawansowane – które ograniczają kształcenie języka zakorzenionego w kulturze polskiej. Umniejszane są treści narodowe, nie podkreśla się odmienności, a wręcz odwrotnie – dokonuje się kosmopolityzacji kultury polskiej i języka polskiego. To nie pomaga umacniać więzi z Ojczyzną – mówi.

Polka mieszkająca na stałe w Kanadzie przyznaje, że depolonizacja nie jest jedynym obserwowanym zagrożeniem dla polskich dzieci za granicą.

– Na umownym Zachodzie tym zagrożeniem są dechrystianizacja i ideologizacja LGBT, a na umownym wschodzie Europy – postsowiecka indoktrynacja i zniewolenie – wskazuje.

Zwraca jednocześnie uwagę, że w ostatnich dekadach jednym z największych zagrożeń dla Polski, jako państwa i Narodu, jest postępująca zapaść demograficzna. Przypomina, że prognozy demograficzne są alarmujące. Wskazują, że do 2050 liczba ludności Polski, jeśli nie powstrzymamy obecnych trendów, może skurczyć się nawet o 4,4 mln.

– Już na pierwszy rzut oka widać więc, że warto zawalczyć o powrót do Polski prawie 3 mln polskich dzieci mieszkających obecnie za granicą. Czy tak się stanie, jeśli polskie dzieci za granicą utracą polską tożsamość? – pyta retorycznie Lidia Sokołowska-Cybart.

Ocenia, że optymalnym rozwiązaniem byłoby opracowanie i wprowadzenie modelu stopniowego przekształcania systemu szkół polskich za granicą w sieć polskich ośrodków za granicą, posiadających własne nieruchomości i umożliwiających funkcjonowanie wielu innym ważnym polskim instytucjom w sposób zintegrowany.

– Możliwość przekształcania sobotniej polskiej szkoły w całotygodniową polską szkołę typu immersyjnego, z częścią przedmiotów wykładanych po polsku i częścią – w języku lokalnym, lub nawet dodatkowo w trzecim języku, pozwoli na ogromne korzyści edukacyjne. Wczesna immersja oznacza udowodnione korzyści intelektualne i tożsamościowe, ponieważ biegła znajomość języka polskiego jest oczywistym warunkiem polskości w pełnym wymiarze, ale również – poprzez „wyjęcie z systemu lokalnego”. To pozwoli ochronić polskie dzieci przed zaawansowanym lokalnym systemem ideologizacji i dechrystianizacji w programach przesiąkniętych ideologią LGBT, tj. postmarksizmem w wydaniu kulturowym, oraz utratą polskiej tożsamości i tożsamości cywilizacyjnej, których korzenie wyrastają z chrześcijaństwa – wyjaśnia.

Kolejnym elementem budującym system polskiej edukacji za granicą powinno być – jak uważa Lidia Sokołowska-Cybart – organizowanie polskich przedszkoli.

– Obecny system szkół polskich za granicą nie obejmuje nauczania i formacji przedszkolnej. Nauczanie przedszkolne od 4. r.ż. jest zaś stałym elementem edukacji w systemach lokalnych w największych skupiskach Polonii. Stąd rezygnowanie z propolskiej, katolickiej i cywilizacyjnej edukacji w formacyjnym okresie życia polskich przedszkolaków za granicą już na starcie stawia ich tożsamość polską, katolicką i cywilizacyjną na osłabionej pozycji i umożliwia głębokie, podprogowe wnikanie np. anychrześcijańskich, antypolskich treści – nie ma wątpliwości.

O tym, że dziś sprawą kluczową jest dotarcie do młodszych pokoleń Polaków z dobrym i przede wszystkim skutecznym przekazem edukacyjnym, zwłaszcza w zakresie historii najnowszej, mówi też prezydencka minister Agnieszka Jędrzak. Na pytanie o ocenę przez Karola Nawrockiego tworzenia polonijnych placówek edukacyjnych będących przekaźnikiem polskich wartości, a jednocześnie wykorzystujących nowoczesne technologie, odpowiedziała: „Prezydent RP dr Karol Nawrocki postrzega nowe technologie jako kluczowy obszar dla rozwoju Polski, bezpieczeństwa narodowego i edukacji. Historia także musi odczytywać znaki czasu, a znakiem czasu XXI wieku jest fakt, iż historia i edukacja historyczna muszą znaleźć nowoczesną, technologiczną ścieżkę dialogu z młodym pokoleniem. Dlatego m.in. za jego kadencji, jako prezesa IPN, zlecił wykonanie dwóch raportów badawczych dotyczących immersyjnej edukacji historycznej, aby zbadać i wykorzystać nowoczesne technologie w edukacji historycznej. Po to, aby uczynić naukę historii bardziej atrakcyjną, efektywną i angażującą dla młodych pokoleń”.

Z tą oceną zgadza się Hanna Dobrowolska.

– Wykorzystanie nowych technologii w całym procesie nauczania jest szansą, aby zachęcić młodzież do podjęcia nauki i zainteresowania się Polską – przyznaje.

Urszula Wróbel/Nasz Dziennik

drukuj