Narodowe kuszenie mądrością?

Zapomnienie ojczyzny i zgubę miał zesłać Odyseuszowi śpiew syren. Ich
repertuar dobierany był jednak każdorazowo do słabości przepływających obok
wyspy żeglarzy. Znamienne jest jednak, że bohatera spod Troi syreny nie kusiły
złotem, kobiecymi wdziękami czy sławą. Widać, że to, co podziałało na innych
słuchaczy – których kości pokrywały wybrzeże – nie miałoby znaczenia dla króla
Itaki, spragnionego najpierw wypełnienia obowiązków wobec żony, syna i ojczyzny.
Zniewalający śpiew kusił Odyseusza pragnieniem mądrości: "Chodź do nas, sławiony
Odyssie, wielka chwało Achajów, zatrzymaj statek, byś mógł słuchać naszego
głosu. Nikt bowiem tu nie przepłynie na czarnym okręcie, póki z naszych ust nie
posłyszy słodkiej pieśni. A kto się nią nacieszy, odjeżdża mądrzejszy, bo
wszystko wiemy – i co z woli bogów wycierpieli Argiwi na równinie trojańskiej i
co się dzieje na całej ziemi żywiącej rzesze" – jak to czytamy w porywającym
ducha przekładzie Jana Parandowskiego.

Kuszony był Odyseusz zatem mądrością, a nie czymś mniej wartościowym.
Zauważył to Cyceron (O granicach dobra i zła, V 49), według którego: "Zrozumiał
Homer, że jego baśń nie okazałaby się przekonywająca, gdyby tak mądry mąż dał
się usidlić piosenkami: Syreny naukę mu obiecują, i nie dziw, że człowiek,
pragnący mądrości, przekłada ją nawet nad ojczyznę". Czy my także kuszeni
jesteśmy mądrością? Jakieś kuszenie z pewnością przeżywamy, skoro nie potrafimy
godnie pochować naszych wodzów poległych pod Smoleńskiem. Godny pochówek
obejmuje przecież danie przez spadkobierców z siebie wszystkiego, aby z jednej
strony wyjaśnić przyczynę katastrofy, a z drugiej – upamiętnić aż do końca
świata niespotykaną w naszych dziejach żałobę narodową.Jakie to pieśni śpiewają
nasi decydenci, skoro nie możemy tej tak prostej, a arcypoważnej sprawy
załatwić? Pewnie nie mądrością jesteśmy kuszeni, ale jakaś skromniejsza wada
główna – niż nieuporządkowane pragnienie wiedzy – wystawia nas na to kuszenie.
Niestety, o wielu z tych wad dzisiaj nie mówimy, nie myślimy i nie bierzemy pod
uwagę w duszpasterskim i politycznym dyskursie. Kiedyż to ostatnio piętnowaliśmy
np. wadę nazywaną chciwością? Czyżby nie doskwierała nam chciwość?
Chciwość raczej nie była wadą narodową u Ateńczyków epoki klasycznej (których
dziedzicami powinniśmy być), skoro prowadzili życie niepochłonięte pragnieniem
dóbr materialnych. Ich domy były prawdziwymi perłami architektury i rzeźby, bo –
jak mówił Perykles w słynnej mowie pogrzebowej – pięknie przystrajają swoje
domy, aby w nich wypocząć. Za żadne skarby, nawet w nędzy, nie chcieli
sprzedawać Rzymianom swoich rzeźbiarskich arcydzieł. Zadawalali się zaś skromną
szatą, skromnym, prostym i zdrowym jedzeniem (chleb, oliwki, raczej bez mięsa).
Ateńczycy pracowali tylko sześć godzin dziennie, bo – jak wyjaśniał jeden z ich
epigramatów – trzeba żyć, skoro jesteśmy śmiertelni. Żyli zaś w gronie
rodzinnym, przyjaciół, znajomych i przybyszów z zagranicy. Te spotkania z innymi
miały zaś rozwijać mądrość, a nie organizować łupienie państwowej kasy, na które
zwołują się nasi Rychowie, Zbychowie i Mirowie. Solon przekonywał króla Krezusa
próbującego zaimponować mu posiadaną górą złota, że w Atenach bardziej ceni się
cnoty moralne. U nas raczej jest inaczej, jak to wnioskować można z tolerowania
haniebnych wyczynów posła mającego wielkie osiągnięcia tylko w handlu gorzałą.
Nie zrzucano w Atenach podatków na biednych, ale tylko na najbogatszych. Ci
zresztą prześcigali się nie w marnotrawieniu swojego bogactwa, ale w
finansowanie ośrodków szkolnych i pedagogicznych. Dobre wychowanie (paideia) to
bowiem największy skarb, którego także nie można utracić. U nas wielu woli
wpatrywać się w zgromadzone skarby i rozsypywać je na bezpłodne zwiedzanie
egzotycznych plaż.
Jeśli te przywołane opowieści starożytnych Ateńczyków o sobie jakoś rozmijały
się z prawdą – na co jednak nie mamy żadnych argumentów – to jednak chlubienie
się brakiem chciwości stanowi pierwszy krok mądrości. My się jednak tym nie
chlubimy.
 

Marek Czachorowski

drukuj