Brakuje przeciwwagi dla „zaciągu” Owsiaka

Z dr Hanną Karp, medioznawcą z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Paulina Jarosińska

W
czym upatruje Pani źródeł eskalacji niesłychanie agresywnych i
wulgarnych zachowań młodych ludzi przy krzyżu przed Pałacem
Prezydenckim?

– Model zachowania promowany przez wiodące media
(mainstreamowe) lansuje permisywizm moralny, totalną wolność i ucieczkę
od odpowiedzialności za własne zachowanie. Na pewno w tym, co oferują
komercyjne środki przekazu, nie ma zdrowej aksjologii. Chodzi tu m.in. o
poszanowanie przekonań religijnych, wartości związanych z godnością
ludzką, ludzkim życiem, szacunkiem i poszanowaniem każdego człowieka, co
wypływa choćby z wzorców chrześcijańskich. Cała nasza cywilizacja
oparta jest na tych wartościach, wyrosła i skupiała się przez dwa
tysiąclecia właśnie wokół krzyża. Dziś z mainstreamowych mediów nic się
nie dowiemy o korzeniach własnej cywilizacji. Skutki tego skupiają się
jak w soczewce na Krakowskim Przedmieściu. Dlatego nie sądzę, by
wszyscy, którzy tam przychodzą, a których można określić przeciwnikami
krzyża, działali tylko ze złej woli. Myślę, że w jakiejś mierze jest to
bezrefleksyjne zachowanie stadne, co oczywiście w żaden sposób takich
postaw nie usprawiedliwia. Inną grupę stanowią osoby znudzone,
spragnione sensacji, które przychodzą zobaczyć, co się tam jeszcze
wydarzy. Mają nadzieję, że może zobaczą siebie później w telewizji.
Gdyby pousuwać z Krakowskiego Przedmieścia kamery, pewnie wkrótce byłoby
tam o wiele spokojniej. Wreszcie ostatnia grupa to ci, którzy być może
są tam wysłani, by eskalować konflikt. Na takich mogą wyglądać osoby,
które układają na przykład „krzyż” z puszek po piwie. Nie sądzę, by ich
zachowania były spontaniczne. To raczej celowe i zorganizowane
prowokacje. Na Krakowskim Przedmieściu można rozpoznać działania
spontaniczne i te, które organizowane są przez – trudne w tej chwili do
określenia – siły zewnętrzne. Niektóre bardzo impulsywne zachowania,
takie jak odwoływanie się przez przeciwników krzyża do szatana i demonów
czy parodiowanie leżenia krzyżem, są zaskakujące i szokują. Tutaj aż
prosi się o pogłębioną refleksję teologiczną. Na Krakowskim Przedmieściu
uwidacznia się konflikt kulturowy toczący kraj. To nie jest tylko
starcie o krzyż. Myślę, że jego obrońcy mają także dość
wszechogarniającego, a płynącego z mediów permisywizmu moralnego i
anomii. To powiedzenie stanowczego „nie” aksjologicznemu chaosowi, to
wręcz rodzaj kulturowej kontrrewolucji.

W jakim stopniu wpływ na taką postawę mają osoby takie, jak choćby Jerzy Owsiak, Jakub Wojewódzki czy Janusz Palikot?

Tutaj dotykamy sprawy braku równowagi i braku symetrii w mediach. Jeśli
chodzi o przekaz mediów laickich, liberalnych, to nie jest on
równoważony przez głos mediów, które byłyby ich zaprzeczeniem, które
dawałyby obraz świata zbudowanego na wartościach bliskich tradycji i
moralności opartej na Dekalogu. Media szerokiego nurtu – laickie i
zsekularyzowane – dyktują i nadają ton całemu dyskursowi społecznemu.
Brakuje w szerokim zasięgu modeli, wzorców przeciwnych Jakubowi
Wojewódzkiemu czy Jerzemu Owsiakowi i prezentowanej przez nich postawie
„luzactwa”, nihilizmu i zachwytu nad światem chaosu. Młody człowiek bez
formacji bardzo łatwo ulega temu stylowi i imituje go. Potrzebny jest
wzorzec w mediach, który byłby silną propozycją zachowań i postaw
pozytywnych. Obecna sytuacja jest też konsekwencją zaniedbania spraw
mediów na początku lat 90. Dyskusja na ich temat została wówczas
zmarginalizowana i bardzo zaniedbana, nie doceniono ich roli. Wracając
do samej kwestii krzyża i wydarzeń sprzed Pałacu Prezydenckiego, należy
zauważyć, w jak niekorzystnym czasie rozgrywa się cała batalia. Wielu z
nas w czasie wakacji może łatwo zbagatelizować cały problem i nie
próbować nawet zastanowić się nad jego źródłem. Sam premier Tusk
podszedł bardzo „na luzie” do sprawy, mówiąc o „Hyde Parku” itp., a
przecież wydarzenia pod krzyżem są jedynie wierzchołkiem lodowej góry.

Prześmiewczy
nurt kontrkultury dyktujący obecnie styl dyskusji (nawet na wysokich
szczeblach politycznych) okazuje się zwycięski również wśród młodzieży.
Mamy zespolenie sarkazmu i szyderstwa…

– Część osób, które
przychodzą pod krzyż i szydzą z niego, wyśmiewają modlących się – jak
już wspomniałam – powtarza to za tłumem, a i ich zachowania są pochodną
instynktu stadnego. Być może w konfrontacji twarzą w twarz z obrońcami
krzyża osoby takie nie zachowałyby się tak żałośnie i wyzywająco. Jeden
upojony alkoholem człowiek może pociągnąć za sobą grupkę kolegów. Z
drugiej strony można powiedzieć, że część agresywnych przeciwników
krzyża swoim zachowaniem zdradza własną bezsilność i rozpacz. Sarkazm i
ironia biorą się często z bezradności oraz lęku. Agresja jest przejawem
rozpaczy, wskazuje na brak racjonalnych argumentów. Najważniejsze jest,
by został zachowany spokój przez obrońców krzyża, bo on okazuje się
najlepszą odpowiedzią na wulgarne prowokacje. Nie mam jednak złudzeń: na
spokój nigdy nie będzie stać ludzi, którzy zjawiają się przy krzyżu na
zlecenie. Osoby zorganizowane w grupy, mające wyznaczony z góry cel
prowokacji i ośmieszania, mają do wykonania określone zadania. I – jak
widać – wypełniają je.

Na Krakowskie Przedmieście przychodzą
też osoby znane, kojarzone z plotkarską prasą lub popularnymi serialami,
i to również nie pozostaje bez wpływu na młodych ludzi.

– Osoby
znane z tego, że są znane, zjawiają się w publicznych miejscach w
konkretnym celu. To ich praca. Następnego dnia pojawią się na okładce
kolorowego pisma i automatycznie ich „notowania” wzrastają. Realizują na
zimno swoje interesy i pracują na swój wizerunek. Na pewno nie
pozostaje to bez wpływu na uległą młodzież, która poprzez takie osoby
zyskuje potwierdzenie swojej obecności i zachowania pod krzyżem. Myślę,
że najważniejsze jest obecnie to, aby władze przestały eskalować
konflikt wokół krzyża. Starcia przy nim nie zakryją ich nieporadności i
lekceważenia uczuć milionów Polaków.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj