fot. PAP/EPA

Mjanma: rozpoczęła się ostatnia tura wyborów parlamentarnych ogłoszonych przez rządzącą juntę

W Mjanmie (Birmie) rozpoczęła się w niedzielę trzecia, ostatnia tura wyborów parlamentarnych, zorganizowanych przez rządzącą krajem juntę wojskową. Organizacja Narodów Zjednoczonych oraz kraje zachodnie krytykują głosowanie, uznając je za sfałszowane i wskazując na represje wymierzone w opozycję.

Pierwsze głosowanie odbyło się 28 grudnia, a kolejne – 11 stycznia. Pierwsza i druga część wyborów objęła łącznie 202 z 330 gmin, a trzecia – 63 gminy. Szef junty, Min Aung Hlain, pod koniec 2025 r. przyznał, że nie uda się przeprowadzić głosowania w całym kraju, ponieważ siły rządowe kontynuują walki ze zbrojnymi ruchami separatystycznymi.

Według Komisji Wyborczej frekwencja podczas pierwszej fazy wyborów wyniosła 52 proc., a w drugiej – 56 procent. Władze poinformowały, że wobec 404 osób wszczęto działania w związku z „usiłowaniem sabotowania procesu wyborczego” – poinformowała w środę państwowa gazeta „Global New Light of Myanmar”.

W wyborach na szczeblu krajowym rywalizuje sześć zatwierdzonych przez juntę partii, w tym reprezentująca wojsko Partia Związku, Solidarności i Rozwoju (USDP). Junta uniemożliwiła głównej partii opozycyjnej, Narodowej Lidze na rzecz Demokracji (NLD), poprzez jej delegalizację, oraz innym antyrządowym ugrupowaniom udziału w wyborach. Ponadto w 2025 r. uchwalono ustawę zakazującą podważania wyborów, która za krytykę głosowania, w tym za dyskusje w internecie lub nawoływanie do bojkotu wyborów, karze więzieniem od trzech lat do kary śmierci.

Wiele krajów zachodnich i obrońców praw człowieka skrytykowało wybory, potępiając w szczególności represje wymierzone w opozycję. Specjalny sprawozdawca ONZ ds. sytuacji praw człowieka w Mjanmie, Tom Andrews, oświadczył w piątek, że „junta zorganizowała wybory, zapewniając sobie miażdżące zwycięstwo”. W jego opinii strona rządząca „niczego nie ryzykowała, zakazując działalności partii opozycyjnych, umieszczając w więzieniu popularnych polityków, kneblując prasę, miażdżąc podstawowe wolności i wykorzystując strach oraz przymus, by zmusić niechętny elektorat do pójścia do urn”.

W pierwszych demokratycznych wyborach w 2015 i 2020 r. w Mjanmie, zorganizowanych po ponad półwieczu rządów wojskowych, frekwencja wyniosła ok. 70 procent. Sześć lat temu wybory wygrała ponownie Narodowa Liga na rzecz Demokracji (NLD) byłej premier, laureatki Pokojowej Nagrody Nobla, Aung San Suu Kyi.

W rezultacie porażki USDP, na czele której stoją byli generałowie, wojskowi dokonali przewrotu i anulowali wyniki głosowania, a 80-letnią dziś opozycjonistkę skazali na 27 lat więzienia. De facto nie wiadomo, czy polityk żyje, bo – jak w połowie grudnia powiedział agencji Reutera jej syn, Kim Aris – nikt jej nie widział od ponad dwóch lat.

Według danych zebranych przez ACLED, amerykańską organizację mapowania konfliktów, od maja 2021 r., kiedy to doszło do zamachu stanu w Mjanmie, wojna domowa w tym kraju pochłonęła 90 tys. ofiar. ONZ poinformowało, że ponad trzy mln osób zostało w tym czasie wysiedlonych ze swoich domów, wielu uciekło też przed obowiązkowym poborem do wojska wprowadzonym przez juntę w lutym 2024 roku.

Armia rządzi w Mjanmie, liczącej ponad 50 mln mieszkańców, od momentu uzyskania niepodległości w 1948 r., z wyjątkiem demokratycznej przerwy w latach 2011-2021, kiedy to wprowadzano liczne reformy, w tym poluzowanie cenzury w mediach, wprowadzenia przepisów dotyczących działania związków zawodowych oraz prawa do organizacji strajków.

PAP

drukuj