fot. PAP/Piotr Polak

Minister edukacji dąży do obowiązkowej „edukacji zdrowotnej” w szkołach

Tak zwana edukacja zdrowotna może stać się przedmiotem obowiązkowym.  Do tego dąży resort Barbary Nowackiej. Decyzja ma zapaść do końca marca.

Ministerstwo edukacji w planach ma wprowadzenie do szkół tzw. edukacji zdrowotnej jako przedmiot obowiązkowy. W resorcie trwają prace w tej sprawie. Szef resortu Barbara Nowacka uważa, że edukacja zdrowotna musi być obowiązkowa.

 – Uważałam cały czas, że aby przedmiot miał sens, powinien być obowiązkowy. Teraz też tak uważam – podkreśliła Barbara Nowacka.

Dalej szefowa resortu tłumaczy, dlaczego chce, by ten ideologiczny przedmiot był obowiązkowy. Powód to zbyt mała frekwencja. „Wielu rodziców wypisało z niego swoje dzieci” – wskazała minister.

– W momencie, kiedy zapadała decyzja, że będzie to przedmiot nieobowiązkowy, nie wiedzieliśmy, że takie będą tego konsekwencje. Bo „jak nie trzeba, to po co?” (…). Po pierwsze rozmawiam z rodzicami – zaznaczyła Barbara Nowacka.

Rodzice mają konstytucyjne prawo do wychowania dzieci według swojego przekonania. „Wprowadzenie obowiązkowej tzw. edukacji zdrowotnej odbiera im to prawo” – powiedział poseł PiS, prof. Przemysław Czarnek.

– W szkole trzeba normalności, żeby edukację z powrotem wprowadzić na odpowiedni poziom i na tym odpowiednim poziomie kształcić nasze młode pokolenia – podkreślił były minister edukacji i nauki.

Ideologia, która jest przemycana w ramach przedmiotu, sprawia, że jest on nie do przyjęcia i zagraża prawidłowemu wychowaniu dzieci i młodzieży.

– Tam jest zapis – dla szkół średnich – który wprost brzmi: uczeń poznaje kwestie prawne i społeczne związane z przynależnością do grup osób LGBTQ+. Są też kwestie dotyczące zmian klimatycznych, szczepień, praw i obowiązków ucznia – mówił mec. Marek Puzio z Instytutu na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”.

Według danych ministerstwa w tzw. edukacji zdrowotnej uczestniczy około trzydziestu procent wszystkich uczniów.

TV Trwam News

drukuj