fot. PAP/EPA

M. Pompeo ostrzega Bagdad, że USA będą bronić Amerykanów w Iraku

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo ostrzegł we wtorek przywódców Iraku, że Waszyngton będzie bronić Amerykanów, którzy znajdują się w tym kraju. Wcześniej kilkaset osób protestowało przed ambasadą USA w Bagdadzie przeciw amerykańskim nalotom na cele milicji Kataib Hezbollah.

We wtorkowej rozmowie telefonicznej z premierem i prezydentem Iraku, Adilem Abd al-Mahdim i Barhamem Ahmedem Salihem, Pompeo podkreślił, że USA będą „chronić i bronić” Amerykanów.

Iraccy przywódcy zapewnili go, że „traktują poważnie swoje zobowiązania i gwarantują bezpieczeństwo amerykańskim pracownikom” w ich kraju – poinformował w komunikacie Departament Stanu.

Mahdi wydał oświadczenie, w którym wezwał Irakijczyków, by unikali wszelkich aktów przemocy wobec zagranicznych dyplomatów i placówek, ostrzegł też, że wszelkie takie próby zostaną powstrzymane przez siły bezpieczeństwa, a napastnicy zostaną surowo ukarani.

Według Reutera tysiące osób zebrało się we wtorek przed budynkiem ambasady w Bagdadzie, by zaprotestować przeciw amerykańskim nalotom na cele związane z szyicką milicją Kataib Hezbollah. Demonstranci wyłamali jedną z bram placówki i wtargnęli na jej teren.

Kilkudziesięciu uczestników protestu, z których część miała na sobie mundury milicji, weszło na teren ambasady i zatrzymało się około 200 metrów od jej głównego budynku. Na dachu ambasady pojawili się amerykańscy żołnierze z bronią wycelowaną w manifestantów. Ambasador USA i inni pracownicy placówki w trakcie protestów zostali ewakuowani.

Wcześniej demonstranci próbowali wedrzeć się do ambasady, rzucali w jej kierunku butelki, cegły i kamienie, niszczyli kamery monitoringu i podpalili puste przyczepy, z których korzystali pracownicy ochrony ambasady. Powiesili też na ogrodzeniu placówki żółte flagi wspieranej przez Iran szyickiej milicji Kataib Hezbollah. Skandowali hasła wymierzone w USA, prezydenta Donalda Trumpa i Izrael.

W niedzielę Pentagon poinformował, że amerykańskie siły powietrzne przeprowadziły naloty na związane z Kataib Hezbollah cele w Iraku i w Syrii. Według źródeł irackich w atakach lotnictwa USA zginęło co najmniej 25 osób, a 55 zostało rannych.

USA uważają, że Kataib Hezbollah stoi między innymi za piątkowym atakiem rakietowym na bazę wojskową w pobliżu miasta Kirkuk na północy Iraku. Zginął w nim cywilny pracownik amerykańskiej misji wojskowej, a sześć osób zostało rannych.

Iracki Kataib Hezbollah, działający niezależnie od libańskiej grupy Hezbollah, wchodzi w skład Ludowych Sił Mobilizacyjnych, wspieranej przez Iran koalicji szyickiej, której zadaniem jest walka z dżihadystami.

W poniedziałek rada bezpieczeństwa krajowego Iraku oznajmiła, że po nalotach, które uznała za pogwałcenie suwerenności kraju, Bagdad będzie musiał „zrewidować relacje z USA”.

PAP

drukuj