fot. PAP/Leszek Szymański

Leśnicy wyszli na ulice miast wojewódzkich

W całej Polsce odbyły się protesty leśników. Manifestujący alarmowali, że nowe przepisy forsowane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska doprowadzą do destrukcji polskiego sektora leśno-drzewnego. Leśnicy domagają się dymisji kierownictwa resortu.

W piątek przypadło wspomnienie św. Jana Gwalberta, patrona leśników. Jednak ludzie lasu w swoim dniu mają więcej powodów do zmartwień niż świętowania. Na początku roku minister klimatu zdecydowała o natychmiastowym wstrzymaniu prac leśnych w kilkudziesięciu miejscach w Polsce. To uderzyło w Lasy Państwowe oraz firmy współpracujące z nimi. Ostateczny plan minister Pauliny Hennig-Kloski zakłada wyłączenia z użytkowania aż jedną piątą terenów Lasów Państwowych.

– W umowie koalicyjnej, którą jako minister jestem zobowiązana wypełnić, mamy wyłączenie z wycinki 20 proc. obszarów zarządzanych przez dyrekcję Lasów Państwowych – wskazała Paulina Hennig-Kloska.

To realizacja polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Protestujący leśnicy mówili, że to niszczenie pracy wielu pokoleń ludzi chroniących i rozwijających polskie lasy. Na wyłączonych terenach miałyby powstać zamknięte dla ludzi rezerwaty. Przyroda miałaby zostać pozostawiona sama sobie.

To oznacza, że te tereny nie będą już tak bogate przyrodniczo – wyjaśnił prezes Stowarzyszenia Leśników i Właścicieli Lasów, dr inż. Stefan Traczyk.

– Bierna ochrona lasu, czyli nic nierobienie, powoduje, że zmniejszamy bioróżnorodność – wskazał dr inż. Stefan Traczyk.

Leśnicy cały czas domagają się realnego dialogu z rządem. Jak przekonywali, w tej chwili nikt nie traktuje ich poważnie. Kluczową rolę w dyskusji o przyszłości lasów odgrywają tzw. ekologiczni aktywiści oraz osoby bez wykształcenia leśnego.

– W tej chwili jako strona gospodarcza jesteśmy ewidentnie pomijani – mówił Marcin Majewski.

To ciężka praca wielu pokoleń leśników doprowadziła do rozwoju Lasów Państwowych. Każdego roku przybywa drzew. Więcej się sadzi, niż wycina.

Lasy Państwowe w obecnej formie prawnej odgrywają też kluczową rolę w ochronie gatunków i rozwoju bioróżnorodności – przypomniał przewodniczący Krajowego Sekretariatu Zasobów Naturalnych, Ochrony Środowiska i Leśnictwa NSZZ „Solidarność”, Zbigniew Kuszlewicz.

– Nie są słuchani ci, którzy wyprodukowali tak znakomite lasy, które są chwalone w całej Europie i na świecie, brane są jako przykład. Z czegoś to się wzięło. To na pewno nie ekolodzy, tylko leśnicy – podkreślił Zbigniew Kuszlewicz.

Manifestacje odbyły się przed wszystkimi urzędami wojewódzkimi w Polsce. Główna manifestacja przeszła w Warszawie od kancelarii premiera pod siedzibę resortu klimatu. To tam związkowcy domagali się dymisji minister Pauliny Hennig-Kloski i wiceministra Mikołaja Dorożały.

Wiceminister klimatu i środowiska oraz główny konserwator przyrody, który w przeszłości był trenerem pilatesu, nie spotkał się z leśnikami, ale za to nagrał życzenia na Dzień Leśnika. Według leśników minister nie realizuje swoich obowiązków i blokuje od pół roku zatwierdzenie Planów Urządzenia Lasu dla kilkudziesięciu nadleśnictw. Plany są kluczowe do prowadzenia gospodarki leśnej.

– Niezatwierdzony plan równa się de facto z niewykonywaniem jakichkolwiek prac – zaznaczył uczestnik protestu.

To musi się skończyć, inaczej liberalno-lewicowy rząd uśmierci jedną z najważniejszych gałęzi polskiej gospodarki – alarmował poseł PiS, Paweł Sałek.

– To, co zostało wypracowywane przez pokolenia, w ciągu kilku miesięcy może zostać po prostu zdegradowane wskutek zaniechań ze strony Ministerstwa Klimatu i Środowiska – powiedział poseł Paweł Sałek.

Według leśników polski sektor leśno-drzewny jest najsilniejszy w Europie dzięki sprawdzonemu od 100 lat modelowi działania. Przynosi on zyski, z których korzystają wszyscy Polacy. W lasach i przemyśle drzewnym pracuje blisko pół miliona osób.

TV Trwam News

drukuj