fot. Muzeum Historii Polski https://muzhp.pl/kalendarium/poczatek-rozmow-w-magdalence

Lech Wałęsa i Adam Michnik wśród sygnatariuszy listu do D. Trumpa porównującego piątkową rozmowę w Białym Domu do przesłuchań przez Służbę Bezpieczeństwa

Były wiceszef polskiej dyplomacji, poseł Marcin Przydacz z PiS, wskazał, że list byłych więźniów politycznych do Donalda Trumpa nie poprawi naszego bezpieczeństwa. W liście otwartym opublikowanym przez byłego prezydenta, Lecha Wałęsę, znalazł się m.in. apel o wdzięczność dla Ukraińców i obronę nienaruszalności granic tego państwa.

Sygnatariusze listu otwartego do Donalda Trumpa napisali też, że z przerażeniem i niesmakiem oglądali relację z ostatniej [wizyty Wołodymyra Zełenskiego w Białym Domu]. „Atmosfera podczas tej rozmowy przypominała nam tę, którą dobrze pamiętamy z przesłuchań przez SB i z sal rozpraw w komunistycznych sądach” – podkreślono w liście.

Poseł Marcin Przydacz ocenił, że inicjatywa m.in. Lecha Wałęsy to kolejny przykład obrażania prezydenta USA przez środowisko koalicji rządzącej, które nie przyniesie żadnych korzyści.

– Nie sądzę, aby ten list miał jakikolwiek wpływ na zmianę polityki prezydenta Trumpa wobec Ukrainy, a jeśli już, to może mieć tylko negatywny wpływ na postrzeganie pewnych środowisk politycznych w Polsce przez Donalda Trumpa. Nam powinno zależeć na jak najlepszych relacjach polsko-amerykańskich. Jeśli chce się przekonać prezydenta Trumpa do czegoś, to z całą pewnością nie poprzez obrażanie go, jak to robili Donald Tusk, Radosław Sikorski czy kierownik placówki w Waszyngtonie, Bogdan Klich. Nie tędy droga. Trzeba raczej starać się rozmawiać, przekonywać i używać argumentów, a nie obraźliwych epitetów – podkreślił Marcin Przydacz.

Pod listem do prezydenta USA oprócz Lecha Wałęsy podpisało się 38 innych osób, m.in. Bronisław Komorowski, Adam Michnik i Bogdan Borusewicz.

RIRM

drukuj