fot. pl.wikipedia.org

Ks. W. Nowobilski o żołnierzach NSZ: To dobrze, że prawda jest odkrywana

To dobrze, że doczekaliśmy czasów, gdy prawda o bolesnych czasach jest odkrywana i przekazywana młodym – mówił ks. Władysław Nowobilski podczas odprawionej w żywieckim kościele św. Krzyża Mszy św. intencji żołnierzy NSZ z oddziału Henryka Flamego „Bartka”.

W poniedziałek rodziny żołnierzy NSZ, w tym córka Henryka Flamego – Alicja, a także kombatanci, samorządowcy i młodzież upamiętnili w Żywcu 71. rocznicę mordu dokonanego przez ubowców na żołnierzach „Bartka”.

Ks. Władysław Nowobilski podczas homilii podkreślił, że pamiętając żołnierzy NSZ – których oprawcy nie tylko mordowali, ale także przez 70 lat zniesławiali – oddajemy im hołd.

„Dziś czcimy ich jako bohaterów naszej ojczyzny, którzy nie szczędzili krwi w obronie Polski i naszej świętej wiary katolickiej” – mówił duchowny.

Ks. Władysław Nowobilski w homilii wyraził radość, że współcześnie „młodzi Polacy chcą zaciągać się w szeregi obrońców ojczyzny”. Zaznaczył jednak, że wiele dobra można czynić nie tylko „z bronią w ręku, ale także wstępując w stan kapłański lub zakonny”.

Proboszcz żywieckiej parafii Narodzenia NMP ks. Grzegorz Gruszecki, wspominając żołnierzy NSZ z oddziału „Bartka”, podkreślił, że nikt nie jest w stanie wymazać pamięci o tych, którzy „życie przeżyli godnie i pięknie”.

„Żadne zło nie sprawi, że zostaną zapomniani” – podkreślił.

Po Mszy św. uczestnicy uroczystości złożyli kwiaty pod obeliskiem upamiętniającym żołnierzy Flamego.

Henryk Flame ps. Bartek urodził się w 1918 r. w Frysztacie na Zaolziu, skąd jego rodzice przybyli do Czechowic koło Bielska i Białej. Przed wojną wstąpił do podoficerskiej szkoły lotnictwa dla małoletnich, którą ukończył w 1939 r. w stopniu kaprala. Walczył w kampanii wrześniowej. Został zestrzelony nad Warszawą. 17 września został zestrzelony przez Sowietów, którzy wkroczyli na wschodnie ziemie Polski. Zdołał dotrzeć na Węgry, gdzie został internowany.

W 1940 r. wrócił w rodzinne strony. Zaangażował się w konspirację. Jego organizacja współpracowała z AK. Na przełomie 1943 i 1944 r. oddział ukrył się w lesie. W październiku 1944 r. został zaprzysiężony w NSZ. W 1945 r. po wkroczeniu Armii Czerwonej ujawnił się wraz z oddziałem i wstąpił wraz z podkomendnymi do milicji. Realizował w niej rozkazy dowództwa NSZ i gromadził broń. Zagrożony aresztowaniem wiosną 1945 r. schronił się w lesie. Oddział „Bartka” był największym antykomunistycznym ugrupowaniem na Górnym Śląsku i w Beskidach. Liczył kilkuset żołnierzy i podobną liczbę współpracowników. Stoczył wiele walk z UB i KBW. Najgłośniejszą akcją było zajęcie 3 maja 1946 r. Wisły w Beskidach.

Od lipca 1946 r. w oddziale działali agenci bezpieki. Ubowcy, podając się za przedstawicieli sztabu Obszaru Zachodniego NSZ, zorganizowali fikcyjny przerzut części zgrupowania na Zachód. We wrześniu 1946 r. partyzantów wywieziono i zgładzono. Miejsca kaźni zlokalizowano na Opolszczyźnie. W ub.r. zespół IPN odnalazł tam ludzkie szczątki. Nie ma wątpliwości, że należały one do podkomendnych Flamego.

Badacze podają różne liczby żołnierzy „Bartka” zamordowanych przez UB: od 90 do 200 osób. Liczbę tę dokładnie da się określić dopiero, gdy uda się odnaleźć miejsca pogrzebania szczątków wszystkich trzech grup partyzantów, ekshumować je i policzyć.

Flame zlecił nadzór nad przerzutem na Zachód swemu zastępcy, Janowi Przewoźnikowi „Rysiowi”, który został zamordowany przez funkcjonariuszy UBP 7 września 1946 r. „Bartek” przeszedł w tym czasie operację nogi. Miał ranę postrzałową. Wobec braku kontaktu z „Rysiem” zdołał zbiec śledzącym go ubowcom i wrócił w góry. Po ogłoszeniu amnestii ujawnił się w marcu 1947 r. w Bielsku. 1 grudnia 1947 r. został zabity przez milicjanta w Zabrzegu koło Czechowic-Dziedzic.

 PAP/RIRM

drukuj