Król homoseksualistów?
W polu dobra i zła
Prawda historyczna ma groźnego konkurenta w człowieku, istocie zarazem rozumnej i słabej. Zagrażającą tej słabości prawdę staramy się nagiąć, chyba że na serio weźmiemy się do zmagania z sobą. Ofiarami odkładania tego zmagania na jutro stają się też wielkie postacie historyczne, na których doświadczeniach uczą się żyć kolejne pokolenia. Jednym z przykładów może być postać Aleksandra Wielkiego, dzięki któremu dotychczas marginalna geograficznie, ale bezcenna kultura starożytnej Grecji stała się dziedzictwem całego ówczesnego i późniejszego świata. Według Plutarcha z Cheronei, taki też był cel podbojów „królów króla”, który „wpoił Hyrkańczykom zasady małżeństwa, Arachozyjczyków nauczył uprawy roli, Sogdyjczyków przekonywał, że należy utrzymywać rodziców, a nie ich zabijać, a Persów, że należy czcić matki, a nie żenić się z nimi”.
Głośna filmowa biografia Aleksandra – dzieło Olivera Stone”a – przedstawia go jednak jako homoseksualistę i pewnie takim już pozostanie w umysłach pokolenia poznającego życie i historię tylko za pośrednictwem mediów. Wybitnym można być w tym świecie, tylko żyjąc „poza dobrem i złem”. Jeszcze przed powstaniem filmu reżyser proszony był przez macedońskich polityków o uszanowanie prawdy historycznej o ich wielkim przodku i współtwórcy dziejów całej ludzkości. Zapowiadano bowiem już przed zdjęciami, że filmowy Aleksander będzie „na posłaniach ściskać męskie kupony”, jak elegancko przełożył Władysław Witwicki fragment mowy Arystofanesa z platońskiej „Uczty”.
Twórca filmu o Aleksandrze pewnie się zdziwił, usłyszawszy o protestach wobec jego „upiększania” prawdy o przeszłości, co jemu samemu torowało drogę do piękniejszej przyszłości. Piękna przeszłość i przyszłość chyba są lepsze niż niepiękne? Kogo zaś dzisiaj może poruszyć w kinie biografia „homofoba” panującego nad sobą, niezdradzającego własnej żony?
Znane nam świadectwa historyczne – jak przyznaje z wyraźnym żalem jeden z hellenistów (Jeanne Reames-Zimmerman) – nie dają pewności, że Aleksander Macedoński uprawiał homoseksualizm. Inni historycy już takich niepokojów nie zdradzają i przekonują z satysfakcją, iż jednak Aleksander nie był „homofobem”. Wgląd w zachowane do naszych dni starożytne teksty nie pozwala jednak nawet na takie przypuszczenia. Wspomniany Plutarch w jednej ze swoich dwóch biografii Aleksandra podkreśla jego oburzenie na takie przypuszczenia. Kiedy jeden z poddanych zechciał zaoferować królowi w celach konsumpcyjnych jakiegoś urodziwego chłopca, to miał w zamian usłyszeć: „najgorszy z ludzi, w jakie moje sprawy byłeś kiedykolwiek wtajemniczony, że schlebiasz mi takimi przyjemnościami?”. Plutarch wielokrotnie podkreślał opanowanie Aleksandra także względem kobiet, co wyraziło się w pełnym szacunku potraktowaniu przepięknej żony i córek pokonanego przezeń Dariusza, króla Persów, bo „Kobiety zachowują u niego tę samą cześć, jaką cieszyły się za panowania Dariusza”. Ten ostatni tuż przed śmiercią miał za to podziękować swojemu przeciwnikowi. Swój życiowy ideał Aleksander wyraził słowami, że „bardziej królewską rzeczą niż zwyciężanie wrogów jest panowanie nad sobą”. Ten sam wizerunek Aleksandra przekazał nam Flawiusz Arrian, drugi wielki grecki historyk jego czynów: król „był opanowany w rozkoszach ciała, a nienasycony jedynie w zdobywaniu sławy”. Kilkunastoletnia przyjaźń króla z Hefajstionem i wielki żal po jego śmierci tylko kierującym się logiką „myślenia wedle (własnych) życzeń” może nasuwać homoseksualne wyjaśnienia. To samo należy powiedzieć o kolejnym podawanym „dowodzie” na homoseksualizm Aleksandra, który na życzenie zgromadzonych w teatrze Macedończyków miał „uścisnąć i ucałować” swojego „ulubieńca Bagoasa”, zwycięzcę jakiegoś konkursu. Jakże jednak Aleksander mógł być uznany za jednostką wybitną, skoro – jak to utrzymywał już Arystofanes na wspomnianym przyjęciu odmalowanym przez Platona – rekrutują się one jakoby z grona homoseksualistów?
