„Gazety Wyborczej” sztandar czerwony
Polska między historią a geopolityką
W sierpniu 1920 roku, gdy pewne już zwycięstwa dywizje Armii Czerwonej parły na Warszawę – na swych czerwonych sztandarach miały wypisane złowieszcze bolszewickie hasło: „Naprzód, na Zachód – przez trupa Polski do serca Europy”. Już po 1945 roku te same komunistyczne sztandary musiały wisieć na domach i urzędach na ulicach polskich miast, oczywiście bez wspomnianego hasła. Również w innych podbitych przez Rosję Sowiecką państwach Europy czerwony sztandar był obowiązkowym symbolem. Ten najważniejszy czerwony sztandar z sierpem i młotem powiewał w Moskwie nad Kremlem.
W okresie komuny najważniejsze gazety w PRL miały na winiecie tytułowej strony jako swoiste komunistyczne logo ten sam czerwony sztandar – symbol komunizmu. Były to m.in.: „Trybuna Ludu”, „Polityka”, „Nowe Drogi”, „Trybuna Robotnicza”, „Żołnierz Wolności”. Tych reżimowych gazet albo już nie ma, albo zmieniły tytuł, albo pozbyły się czerwonej flagi w nagłówku na pierwszej stronie. Natomiast „Gazeta Wyborcza” drukuje codziennie na swej tytułowej stronie czerwony sztandar. Przed miesiącem na Ostatniej Stronie zadałem pytanie, na które do dzisiaj nie otrzymałem odpowiedzi. Dlatego ponawiam je teraz: dlaczego głównym elementem na stronie tytułowej „Gazety Wyborczej” jest czerwona flaga, bo czymże innym jest ten charakterystyczny czerwony prostokąt, jeżeli nie komunistycznym sztandarem? Dlaczego utworzona przy Okrągłym Stole „GW” ma w tytule akurat właśnie ten czerwony prostokąt? Dlaczego w tym, a nie w jakimś innym kolorze, choćby białym i czerwonym. Każde pismo ma swój charakterystyczny tytuł – winietę. Niektóre mają logo: „Dziennik” – kulę ziemską, „Rzeczpospolita” – orła w koronie, „Nasz Dziennik” – zwyczajny, prosty tytuł. A największa gazeta w kraju używa codziennie w tytule czerwonej flagi. Czyżby miało to oznaczać coś innego, a podobieństwo z sowiecką komunistyczną flagą jest przypadkowe? Nie można tego wykluczyć, chociaż byłby to przypadek szczególny i niezmiernie charakterystyczny, biorąc pod uwagę analizę publikacji „Gazety Wyborczej”, skład personalny redakcji, a także prowadzone od 1989 roku akcje manipulacyjno-polityczne. Choćby tę pierwszą z 1989 r.: „Wasz prezydent – nasz premier”. Już wkrótce miało się okazać, że obaj – i prezydent, i premier – są „nasi”, czyli środowiska „Gazety Wyborczej”.
Czerwony sztandar stał się symbolem największych komunistycznych zbrodni, w tym ludobójstwa sowieckiego. Dla kilkunastu podbitych przez Sowiety narodów, w tym dla Polaków, był symbolem zniewolenia i okupacji. Wydaje się nieprawdopodobne, aby redakcja „Gazety Wyborczej” używała w XXI wieku takiego logo! Zwłaszcza że przecież Konstytucja RP i prawo zabraniają propagowania komunistycznej symboliki.
A jednak, kiedy powstawało muzeum pułkownika Kuklińskiego w Warszawie, „Gazeta Wyborcza” zaatakowała mnie brutalnie w obronie sowieckiej czerwonej flagi z sierpem i młotem, którą miałem rzekomo bezcześcić. Charakterystyczne, że tego bezczeszczenia nie zauważyła ekipa TV rosyjskiej, która nagrała skądinąd uczciwy godzinny reportaż o pułkowniku Kuklińskim. A „GW” zauważyła, broniła czerwonej flagi z sierpem i młotem, i to w licznych publikacjach.
W Polsce toczy się walka polityczna, a „Gazeta Wyborcza” jest stroną w tej walce. Byłoby uczciwe, gdyby redaktorzy „GW” powiedzieli, dlaczego w tej walce uczestniczą z czerwonym sztandarem, dlaczego mają to charakterystyczne czerwone logo.
