Kosztowna propaganda MEN

5 mln zł MEN wydało na produkcję i emisję spotów propagandowych, w których chce przekonać rodziców do posyłania dzieci do szkoły w wieku 6 lat.

Proponowana ustawa od samego początku spotyka się ze sprzeciwem rodziców. Rząd, ignorując fakt miliona podpisów złożonych przeciwko reformie Krystyny Szumilas, w ponadminutowych filmikach zachwala korzyści, jakie miałyby płynąć z wcześniejszego pójścia dziecka do szkoły.

Spoty reklamowe były emitowane w telewizji w najlepszym czasie antenowym.

MEN poinformowało, że od grudnia 2012 do czerwca 2013 wydało na produkcję materiałów promocyjnych związanych z kampanią „Sześciolatek w szkole” pół miliona złotych, a na ich emisję 4,8 mln.

Ustawa o sześciolatkach, na której wprowadzeniu MEN tak bardzo się upiera nie ma na celu dobra dziecka – mówi Tomasz Elbanowski ze Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców.

– Rząd od pięciu lat inwestuje głównie w propagandę w tym temacie.  Przypomnę, że w pierwszym roku, kiedy Sejm uchwalił reformę, w tym samym czasie premier zabrał 90 proc. środków, które były pierwotnie na nią planowane. To od początku jest reforma robiona z oszczędności i bez myślenia o dobru dziecka, stąd taki coraz większy opór rodziców. Milion podpisów, które złożyliśmy w czerwcu w sejmie jest tego najlepszym dowodem, a z kampanią ministerstwa jest jeszcze ten problem, że jest to kampania, która po prostu manipuluje opinią publiczną i rodzice, którzy się na nią nabiorą, wyślą dzieci do szkoły; część z tych dzieci niestety poniesie falstart szkolny – powiedział Tomasz Elbanowski.

Spoty w swojej treści nie nawiązują do różnic intelektualnych i emocjonalnych pomiędzy dziećmi w wieku 6-7 lat. To z tego powodu – według psychologów, pedagogów i rodziców – sześciolatki nie powinny iść do szkoły. Coraz więcej rodziców przekonuje się o tym, jak ustawa może zaszkodzić dziecku – dodaje Tomasz Elbanowski.

– Od kilku lat trwa próba wdrożenia tej reformy, i rodzice słyszą już relacje tych rodziców, którzy wcześniej posłali sześciolatki. Wiele tych historii jest właśnie takich, że dziecko sobie nie poradziło, miało ogromne problemy, musiało wieczorami z rodzicami nadrabiać materiał. Niepotrzebne jest męczenie tego dziecka. Nie można dziecka nauczyć w żadnym wieku, jeżeli jeszcze do tego nie dorosło. Tak samo jest z nauką chodzenia małych dzieci, one dopiero mogą się nauczyć, kiedy są na to gotowe i tak samo jest z nauką pisania, kaligrafowania, mogą się tego uczyć – kiedy ich rączka będzie na to gotowa. Robienie tego wbrew fizjologii dziecka niestety skutkuje tym, że dzieci sobie nie radzą. Kiedy rodzice słyszą różne historie na ten temat, rezygnuje z zapisywania sześciolatka do pierwszej klasy – dodał Elbanowski.

RIRM

drukuj