Kościół i nowe media

W ostatnich dekadach kultura zachodnia, a praktycznie wszystkie kultury i cywilizacje świata, stopniowo zanurzała się w nowym rodzaju medialnego doświadczenia. Oferta współczesnych mediów to przede wszystkim informacje. W tej nowej sytuacji gubimy gdzieś przywiązanie do poszukiwania sensu, a głównym swym zajęciem czynimy polowanie na informacje. Żeglowanie i polowanie to są podstawowe umiejętności nomadów. Podobnie jak ich paleolityczni przodkowie, tak i współcześni neo-nomadowie podążają w formie elektronicznej, tam gdzie można znaleźć „zwierzynę”. Innymi słowy, środowisko informacji elektronicznej uznaje epokę neolityczną za własną i próbuje zamienić nas wszystkich w nomadycznych myśliwych.

Każde nowo pojawiające się medium, każde nowe środowisko medialne w sposób naturalny przejmuje wzorce swoich poprzedników. Podobne działania powodują, że starsze media stają się bardziej zauważalne, ale równocześnie niezdolne do podjęcia redefinicji kultury. Dawniej informacja dotyczyła zawsze konkretnego środowiska, zatem to profesjonalny „zbieracz informacji” był panem świata. Dziś w wyniku powstania środowiska globalnego zbieranie informacji właściwie mija się z celem. Informacje, których możemy zapragnąć, są natychmiast dostępne praktycznie wszędzie. Komputer zmienia swego użytkownika do tego stopnia, że może on poruszać się w nowym środowisku informacyjnym z prędkością światła. Fakt ten posiada dalsze implikacje w dziedzinie relacji duszy i ciała.

Kościół zawsze głosił doktrynę o jednostkowej duszy i osobistym zbawieniu, która zakłada istnienie fundamentu osobistej tożsamości i indywidualnej odpowiedzialności. Jednakże świat zachodni wykonał ostatnimi czasy zwrot w zupełnie innym kierunku, całkowicie zależnym od działań nowoczesnych mediów. We wspólnocie użytkowników internetu i technologii interaktywnych tożsamość indywidualna człowieka nie jest już wcale czymś oczywistym. Technologiczny i percepcyjny fundament, którym karmił się indywidualizm, został dziś zastąpiony pędem do „uczestnictwa”, do zbiorowej wrażliwości i do zbiorowej tożsamości (np. reklamowanie stylu życia i „kultury zbiorowej” w pracy). W tej sytuacji nawet osobiste zbawienie traci wiele ze swego znaczenia i atrakcyjności.

Masowe audytorium, czyli elektroniczny tłum

Na początku XX wieku Elias Canetti ogłosił, że istnieją tylko dwa typy tłumu: tłum otwarty i tłum zamknięty. Dowodził on, że oba te modusy tłumu są wszędzie takie same, bez względu na kulturę, język czy epokę, w której się pojawiają.

Utrzymywał, że tłum otwarty, tzn. naturalny, jest wszędzie spontaniczny. „Kieruje się on potrzebą wzrostu i odczuwa strach przed stagnacją i pomniejszeniem. Z chwilą powstania tłum ten chce składać się z większej liczby osób: pęd wzrostu jest pierwszym i najwyższym atrybutem tłumu otwartego”. Canetti kontynuuje: „Pragnie on objąć swoim zasięgiem wszystkich; wszystko, co podobne do człowieka, może do niego przystąpić. Naturalny tłum jest tłumem otwartym; nie uznaje on istnienia domów, drzwi ani zamków, a ci, którzy się ‚zamykają’, są podejrzani. Termin ‚otwarty’ znaczy tyle, co otwarty zawsze i w dowolnym kierunku. Otwarty tłum istnieje tak długo, jak długo ma miejsce jego wzrost; rozpada się zaś natychmiast po zatrzymaniu tego wzrostu”.

Otwarty tłum z natury jest niestabilny. Tłum zamknięty, przeciwnie, charakteryzuje się stabilnością: „Zamknięty tłum wyrzeka się wzrostu i kładzie nacisk na trwałość” – mówi Canetti.

„Pierwszą rzeczą, którą należy odnotować, jest to, że posiada on granicę. Stworzył on siebie przez to, że zaakceptował swoje ograniczenie (…). Ważną rzeczą jest tylko gęsty tłum w zamkniętym pokoju; a ci stojący na zewnątrz naprawdę do niego nie należą. Granica chroni przed bezładnym wzrostem, lecz równocześnie powoduje, że tłum ma większą trudność, aby się rozejść, i dlatego opóźnia swój rozkład”.

Mówiąc najogólniej, Zachód jest typem tłumu otwartego; Wschód jawi się jako mozaika tłumów zamkniętych. Ponadto każdy kult tworzy tłum zamknięty. Są to tłumy fizyczne w fizycznej przestrzeni.

Dzisiaj, przynajmniej trzecia część populacji świata w rutynowy sposób sama przyjmuje kształty metafizycznych tłumów, które są miejscem użytkowania elektronicznych technologii od telefonu komórkowego po kosmiczne satelity. Nie można tej nowej sytuacji zrozumieć przy pomocy któregoś ze znanych punktów odniesienia, takich jak klasyfikacja, spis ludności czy porównywanie miejsc geograficznych itd. Te metody odnoszą się do przyczynowości sprawczej: teraz tylko przyczyny formalne będą służyć do wyjaśnienia, jak działają poszczególne media. Elektroniczne media wystawiają na ciężką próbę podstawy indywidualnej ludzkiej tożsamości za każdym razem, kiedy przemieniają nas w masowe audytoria (elektroniczne tłumy). Fundament osobistej tożsamości, położony 2500 lat temu wraz z wprowadzeniem fonetycznego alfabetu, zostaje obecnie oderwany od współczesnych doświadczeń Zachodu.

Ten nowy tłum elektroniczny nie jest ani tłumem otwartym, ani zamkniętym, posiada on kilka podstawowych cech:

Tłum elektroniczny jest niewidzialny, złożony jedynie z licznych inteligencji

Przeciętny człowiek codziennie używa interaktywnych mediów (od telefonu po internet), lecz za cenę „odcieleśnienia”, przekształcenia się w element elektronicznych informacji. Jan Paweł II utożsamiał każde takie odcieleśnienie z dehumanizacją i możliwym zburzeniem porządku sakramentów, znaczenia wcielenia i zmartwychwstania Syna Bożego oraz zmartwychwstania ciała, relacji między płciami… Święty Tomasz z Akwinu zauważył, że „dusza – zachowując tę samą naturę – ma inny sposób bytowania, gdy jest złączona z ciałem, a inny, gdy jest od ciała odłączona. Nie znaczy to, że złączenie z ciałem jest dla duszy czymś przypadłościowym; przeciwnie, łączy się ona z ciałem ze swej natury” („Summa Theologica”, 1, 89, 1). Ciało zatem bierze udział w porządku sakramentalnym. Jak zauważył Jan Paweł II podczas audiencji generalnej 28 lipca 1982 r.: „Sakrament lub sakramentalność – w najbardziej ogólnym sensie – krzyżuje się z ciałem i zakłada ‚teologię ciała’. Według powszechnie uznanego znaczenia, ‚sakrament’ w rzeczywistości jest ‚widzialnym znakiem’. ‚Ciało’ również odnosi się do tego, co widzialne; oznacza ono ‚widzialność’ świata i człowieka. Dlatego, w pewien sposób – nawet jeżeli w sposób najbardziej ogólny – ciało wchodzi do definicji sakramentu, który jest ‚widzialnym znakiem niewidzialnej rzeczywistości’, mianowicie, rzeczywistości duchowej, transcendentnej i boskiej. W tym znaku – i przez ten znak – Bóg daje siebie człowiekowi w swojej transcendentnej prawdzie i w swojej miłości”.

Tłum elektroniczny jest wszechobecny

Bez fizycznej obecności użytkownik mediów elektronicznych może przebywać w dwóch lub w dwudziestu miejscach jednocześnie. Ciało zaś ogranicza możliwość przebywania człowieka do jednego miejsca w danym momencie. Rozmawiając przez telefon, jesteśmy zarówno tutaj, jak i tam; a używając internetu, jesteśmy w tej samej chwili wszędzie tam, dokąd on dociera. Elektroniczny tłum jest w pewnym sensie martwy (na podobieństwo pewnej japońskiej techniki stosowanej przez tych, którzy próbują posiąść doskonałość swojej sztuki lub dążeń) – a w konsekwencji traktuje on nihilizm jako coś naturalnego. Śmierć jako sposób życia jest zjawiskiem znanym tym, którzy śledzą medialne wiadomości.

Fundamentem elektronicznego tłumu jest suma obecności elektronicznych mediów i ich działania poprzez radio, kabel, sieć, satelitę itp. Dlatego też istnieje tłum radiowy, tłum telewizyjny itp. Każdy z nich jest jakby lokalnym dialektem wśród masowego audytorium.

Użytkownik mediów jest zaangażowany w „przebywanie” i równoczesność

Elektroniczny tłum złożony ze współczesnych nomadów, którzy często przebywają w nierealnym świecie, nie może posiadać odległych celów, kierunków czy przedmiotów działania. Wszystko to bowiem podlega „stawaniu się”, a nomada jest zaangażowany raczej w „przebywanie” i równoczesność. Samo przebywanie nie jest jednak ani przedmiotem, ani celem człowieka. Bez fizycznego ciała, które zakotwiczyłoby je w świecie zewnętrznym, masowe audytorium skupia się na tym, co wewnętrzne. Ten ruch do wewnątrz wydaje się przybierać postać narcyzmu. Jednak jest to narcyzm lub egoizm bez jaźni, jest to raczej doświadczenie innego rodzaju niż egoizm, który towarzyszy osobistemu indywidualizmowi. Ustalone cele i „stawanie się” przynależą do „wcielonej” egzystencji. Zelektronizowany nomada jest zanurzony w ekstazach zwykłego „bycia”, odarty ze wszelkich tradycyjnych więzi z naturalnym światem i naturalnym prawem. Innymi słowy, nowoczesne technologie czynią swoich użytkowników ludźmi zdezorientowanymi i pogrążonymi we własnych błędach. W przeciwieństwie do mediów mechanicznych, takich jak prasa, każde elektroniczne medium nie tyle rozwija ciało i zmysły, co parodiuje centralny układ nerwowy i czyni to w skali całego świata. Każda nowa technologia stanowi taką lub inną modulację naszego nierozwiniętego człowieczeństwa.

Tłum elektroniczny jest ciałem zbiorowym o wspólnej tożsamości

Ludzie pozbawieni fizycznego ciała popadają we wspólne urojenia, które mają być źródłem ich emocji i estetyki bytu – jedynej rzeczywistości pozostałej po opuszczeniu świata bytów fizycznych. Twórcy reklam z czasem przenieśli swoją uwagę z produktu na obraz, z natarczywej sprzedaży na formy uczestnictwa, takie jak reklama stylu życia. Tym samym do życia zostały wprowadzone fantazje i tożsamości grupowe: każde ludzkie odniesienie stało się częścią estetyki konkretnego sposobu doświadczenia. Marzenie jest zawsze nastawione na jakiś cel lub nagrodę, której otrzymanie następuje nawet po latach. Jest ona czymś, na co pracuje się przez długi czas. Fantazja, dla kontrastu, natychmiast przyznaje sobie nagrodę: w czym bardzo przypomina duchową podróż.

Masowego audytorium nie cechuje racjonalność, chociaż poszczególni jego członkowie mogą być ludźmi racjonalnymi.

W internecie lub w eterze bez fizycznej obecności można przywdziać tzw. ciało zbiorowe: nosi się na sobie wówczas zamiast skóry – cały rodzaj ludzki. W tych warunkach osobista wrażliwość byłaby wielkim niebezpieczeństwem.

Tłum elektroniczny nie posiada żadnych naturalnych granic

Tłum zelektronizowanych koczowników przekracza wszelkie ograniczenia – i naturalne, i fizyczne. Jest również „uwalniany” od prawa naturalnego.

Użytkownik mediów staje się informacją, medialnym obrazem

Termin „audytorium masowe” utworzono na oznaczenie tłumów złożonych ze słuchaczy radiowych. Sama szybkość przekazu czyni z odbiorców masy, a nie uczestników. Przy elektronicznej szybkości nie ma żadnego tam i z powrotem: użytkownik po prostu zjawia się gdzieś, pozostawiwszy za sobą ciało. „Tam” może oznaczać również przeciwną stronę świata lub inną stronę miasta bądź jedno i drugie: przy elektronicznej szybkości jest to obojętne. Cybernetyczna przestrzeń zostaje zarysowana. Drogą radiową, „w eterze”, można „być” w tysiącach, w milionach miejsc naraz. Prawa fizyki nie mają już zastosowania, odkąd fizyczne ciało zostało porzucone: w mediach nie ma bowiem niczego, na czym można by je oprzeć. Stajesz się informacją, medialnym obrazem.

Świat podłączony do sieci zajął miejsce świata przekazów radiowych. Oznacza to, że świat podłączony do sieci uznał, między innymi, świat mediów radiowych za swój składnik. Każdy aspekt świata podłączonego do sieci jest globalny: nie istnieje już to, co lokalne. Użytkownicy łączą się ze środowiskiem globalnej informacji przetworzonym w dane i obrazy. Razem z satelitą kosmicznym ziemia stała się treścią środowiska medialnego, i tym sposobem narodziła się ekologia. Nagle planetę uznano za artefakt, a co za tym idzie – należy ją oczyścić. Narodził się globalizm i dawna globalna wioska z czasów radia i telegrafu przeistoczyła się i zostawiła nas w globalnym teatrze, z satelitami tworzącymi prosceniczny łuk. Globalny teatr nie toleruje żadnych widzów, do niego mogą wejść tylko aktorzy.

Każdy, kto wchodzi do internetu, staje się dzięki temu de facto elementem sieci o zasięgu światowym. Sieć, która obejmuje cały świat, ma swoje centrum wszędzie i swój margines nigdzie. (To parodia średniowiecznego pojęcia Boga obecnego wszędzie i nieograniczonego niczym.) Światowa sieć wprowadza użytkowników w stan pełnej równości, w której każdy z nich ma na imię „nikt”. Nie ma tam żadnego właściciela; nikt nie pełni obowiązków; nie ma również centrali. Każdy użytkownik może powiedzieć z całą pewnością: „Jestem każdym człowiekiem”. „Jestem legion”.

Internet jest totalny, globalny i nomadyczny. Dawniej myśleliśmy o zewnętrznej przestrzeni jako o egzotycznej, ostatecznej granicy. O ileż jednak bardziej egzotyczne jest żyć, pracować i bawić się poza samą przestrzenią, poza czasem. Wszechobecność każdego z użytkowników w światowej sieci ma pewne osobliwe konsekwencje. Nagle każda kultura na ziemi staje się obecna w każdym kraju i narodzie: kultura staje się wielonarodowa. I z tych samych powodów zachodzi również przypadek odwrotny: każdy naród natychmiast staje się wielokulturowy pomimo wszelkich dążeń przeciwnych. Nie każdy człowiek odpowiada przychylnie na fakt najazdu przez obce kultury i obce obyczaje. Islamscy terroryści na pewno uważają to za formę toksycznego zanieczyszczenia swojej kultury i swojej duchowości. Terrorysta na tym tle jawi się własnemu światu jako swego rodzaju kulturowy bohater, jako donkiszotowski ekolog z rodu tęczowych wojowników. Kruszy on anonimowo kopię, walcząc z zalewem zanieczyszczeń, które codziennie atakują jego świat i kulturę. Nakłada zbroję tragicznego bohatera. Pozostaje anonimowy, aby przywdziać płaszcz jednomyślności, aby ucieleśnić siły antymedialne. Arystoteles twierdził, że tragedia budzi litość i strach; terrorysta dąży właśnie do wzbudzenia sympatii (litości) i strachu. Ponieważ każda kultura jest wielonarodowa, cel można zaleźć wszędzie. Mała grupa staje się armią. Rozpacz prowadzi do decyzji, decyzja staje się pietyzmem, a pietyzm bez tożsamości może zmienić się w nihilizm. Oczywiście, terroryzm jest sprawą medialno-ekologiczną. Dobrze wiemy, że przemoc jest zawsze czynnikiem budowania, podtrzymywania lub odzyskiwania tożsamości.

Elektroniczne media burzą naturalny związek duszy i ciała

Ostatnia charakterystyczna cecha dotyczy wpływu na tożsamość. Kościół naucza, że każdy z nas otrzymuje duszę w chwili poczęcia i to, co jej towarzyszy – indywidualne sumienie. Konkretna jednostka z konkretną jaźnią jest również obciążona konkretną odpowiedzialnością za swoje czyny i poszukuje swojego zbawienia. Pismo i alfabet utorowały drogę tym instytucjom. Odpowiadają one czasom Nowego Testamentu, a Stary Testament, dla kontrastu, ogłosił Żydów narodem wybranym – grupowym zbawieniem.

Święty Tomasz podaje nam formułę jednostkowienia: często podkreśla on, że zasadą jednostkowienia jest materia, że domaga się ona materialnego ciała. Oddzielenie umysłu lub duszy od ciała oznacza znalezienie się w stanie śmierci. Elektroniczne media burzą naturalny związek duszy i ciała na najgłębszym poziomie. Prowadzą one użytkownika poza naturę ku pantomimie śmierci. Nowa wrażliwość przynosi nową fascynację śmiercią i życiem po śmierci (coraz częściej rozumianym jako tu i teraz), co stymuluje wzrost nihilizmu i amoralności. Czy to nie wyjaśnia obecnego zaślepienia naszej kultury w kwestiach eutanazji i aborcji? Poprzednie pokolenie zdało sobie sprawę z nowego postrzegania ciała: zmieniło się ono nagle w programowalną maszynę z wymiennymi częściami, w artystyczną formę dającą się kształtować, modelować i wykorzystywać do woli. Nowa rzeczywistość, którą wszyscy akceptujemy bez pytania, wygląda tak: możliwości eteru, telefonu, internetu sprawiają, że jesteśmy obecni w wielu miejscach naraz. Doświadczenia „poza-ciałem” są przypadkowymi, zupełnie nienadzwyczajnymi momentami normalnego doświadczenia każdego z nas, które usuwają grunt spod nóg indywidualizmu. Cybernetyczna przestrzeń jest domem dla grupy, a nie dla jednostki; jej naturalnym modelem jest rój. Wszystkie wspomniane właściwości nowych mediów wywierają głęboki wpływ również na Kościół. Jan Paweł II w swoim orzeczeniu z 1994 roku na temat rozdziału osoby i natury przedstawił problem w tych słowach: „Filozof, który sformułował zasadę cogito, ergo sum – myślę, więc jestem – nadał również nowożytnej koncepcji człowieka wyraźnie dualistyczny charakter. Jest czymś typowym dla racjonalizmu, że widzi on w człowieku radykalny kontrast między jego duchem a ciałem, między jego ciałem a duchem. Jednak człowiek jest osobą w jedności swego ciała i swego ducha. Ludzkiego ciała nigdy nie da się zredukować do zwykłej materii. (…) Rodzina ludzka stoi wobec wyzwania nowego manicheizmu, w którym ciało i duch stoją w radykalnej opozycji; w którym ciało nie otrzymuje życia od ducha, a duch nie daje życia ciału. W tej koncepcji człowiek przestaje być osobą i podmiotem. Bez względu na wszelkie intencje i przeciwne deklaracje staje się on zwykłym przedmiotem. Ten neo-manicheizm w kulturze powoduje, na przykład, to, że ludzką seksualność uważa się bardziej za obszar manipulacji i wyzysku, niż za źródło podziwu, który kazał Adamowi w poranek stworzenia wykrzyknąć przed Ewą: ‚Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała’ (Rdz 2, 23)”.

Kościół w sposób jasny i niezachwiany podkreśla sens i znaczenie ciała w obliczu nacisków wywieranych przez nowe media. Z drugiej strony, te same naciski można by wziąć za uprawomocnioną siłę na rzecz manichejskich argumentów, zwłaszcza wtedy, gdy porówna się je z proporcjami środowiska informacji elektronicznych. Jan Paweł II potwierdza stanowisko Kościoła, pisząc: „Rozumienie ciała wydaje się być identyczne (…) z odkryciem złożoności własnej struktury, która ostatecznie, w świetle antropologii filozoficznej, polega na relacji między duszą i ciałem”.

Nowe media deformują świat

Spójrzmy, z jaką łatwością dzieci nabywają i pozbywają się osobowości podczas gier wideo na YouTube, MySpace, Facebook, RealLife itp. Potrafią one bawić się w odgrywanie ról, ponieważ ich poczucie tożsamości jest bardzo płynne i miękkie. Odgrywanie ról jest ich „pierwszą naturą”, podczas gdy dla nas, ludzi starszych, mogłoby stać się „drugą naturą”. Jest to struktura preferencji oparta wyraźnie na prawej półkuli mózgu. Spójrzmy również na ilość i różnorodność rozrywek, zarówno tych radiowych, jak i tych elektronicznych, w których występuje śmierć lub umieranie, zombi lub wampiry, magia lub życie po śmierci, postaci o ponadludzkich (transludzkich? hybrydo-ludzkich?) „mocach” i zdolnościach. Ciekawość i fantazja, które występują na takich arenach, stale eksplodują przez ostatnie 30-40 lat.

Indywidualizm pochodzący z intelektualnego oddzielenia poznającego od poznawanego jest specyficzną funkcją alfabetu fonetycznego. Alfabet – słowa, język i w ogóle wypowiedzi – przechodzą przez lewą półkulę kory mózgowej. Indywidualizm także jest funkcją lewej półkuli mózgu i ma związek z powstaniem alfabetu fonetycznego. Żadna inna forma pisma, alfabetu zgłoskowego czy piktogramu nie ma mocy zachodniego fonetycznego alfabetu. Jego przesłanie obiektywności i bezstronności stało się fundamentem dla konkretnej świadomości indywidualnej na kilka wieków, zanim Kościół zaczął go potrzebować. A dziś ten fundament jest wypierany przez „coś”, co nie zachęca do indywidualizmu. Wiemy o tym, że zawsze można po prostu dodać jakieś nowe medium: nowe medium po prostu „pochłania” obecną sytuację i przekształca ją gruntownie. Media nie dodają, lecz transformują. Dzisiaj każde nowe medium, penetrując światową sieć, przekształca świat. Każde nowe medium jest nową kulturą poszukującą tłumu.

Media jako wyzwanie dla człowieka współczesnego

Do tej pory próbowałem wskazać na niektóre skrajne właściwości mediów elektronicznych i ich szaloną siłę dezorientowania i zniekształcania kondycji człowieka. Media te rzucają poważne wyzwania osobom duchownym i świeckim, wyzwania, którym trzeba wyjść naprzeciw i na nie odpowiedzieć. Być może najbardziej poważnym, z tej racji, że najmniej dostrzeganym, jest wyzwanie dotyczące ciała i jego znaczenia w środowisku stworzonym przez urządzenia, które nakazują użytkownikom unikanie granic i wyłączanie z rzeczywistości ich własnych ciał. W tym odcieleśnionym świecie dystynkcje między osobami, między płciami, między pokoleniami itp. po prostu wyparowują. Ciało jest zepchnięte do poziomu przedmiotu estetycznego, artystycznej formy gatunkowej, materiału dla kolejnej ludzkiej (lub postludzkiej) technologii.

W tym kontekście Jan Paweł II opracował teologię ciała i bynajmniej nie było to przedwczesne. To, czego teraz pilnie potrzebujemy dla ocalenia naszych zmysłów we współczesnym wirze zmian, to teologia odcieleśnienia bytu ludzkiego. Łącznie obie prace mogłyby stworzyć kompletną katolicką teorię komunikacji.


Prof. Eric McLuhan, University of Toronto

tłumaczenie ks. dr Paweł Tarasiewicz



Wykład wygłoszony podczas II Międzynarodowego Kongresu „Media katolickie na świecie i w Polsce – szanse i zagrożenia”, który odbył się w dniach
21-22 listopada br. w WSKSiM w Toruniu.

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

drukuj