fot. PAP/EPA

Korea Płd.: prokurator domaga się 10 lat więzienia za jeden z zarzutów wobec byłego prezydenta Jun Suk Jeola

Specjalny prokurator Korei Południowej zażądał w piątek kary 10 lat pozbawienia wolności dla byłego prezydenta Jun Suk Jeola – poinformowała agencja Yonhap. To pierwszy wniosek złożony przez prokuratorów specjalnych w związku z wieloma zarzutami stawianymi Junowi.

Kara, której domaga się specjalny prokurator, dotyczy utrudniania prób aresztowania po nieudanej próbie wprowadzenia stanu wojennego na początku grudnia ubiegłego roku. Jak poinformowała agencja Yonhap, chodzi o wydarzenia ze stycznia br., kiedy to Jun zabarykadował się w kompleksie prezydenckim i – jak ocenili to prokuratorzy – uniemożliwił śledczym aresztowanie go.

Na Junie ciąży łącznie kilka zarzutów, a najpoważniejszy dotyczy próby zamachu stanu, za co grozi mu dożywocie lub kara śmierci. Oskarżenie ma związek z ogłoszonym 3 grudnia 2024 r. stanem wojennym. Były prezydent odwołał jego obowiązywanie po kilku godzinach. W kwietniu br. został odsunięty od władzy, a od 10 lipca przebywa w areszcie.

Równolegle toczy się postępowanie wobec żony byłego prezydenta, Kim Keon Hi, wobec której na początku grudnia prokuratura zażądała kary 15 lat pozbawienia wolności. Jest oskarżona o naruszenie ustawy o rynku kapitałowym oraz o przyjęcie łapówek. Była pierwsza dama nie przyznaje się do winy.

Według prokuratury w latach 2010-2012 Kim miała wejść w zmowę z byłym szefem firmy Deutsch Motors, dealera BMW w Korei Płd., w celu manipulowania cenami akcji spółki. Nielegalne zyski z tego procederu miały wynieść równowartość ok. 552,6 tys. dolarów. Byłej pierwszej damie zarzucono, że za darmo wykorzystała wraz z mężem badania opinii publicznej o wartości 184 tys. dolarów, które pomogły Junowi kształtować kampanię przed wyborami w 2022 r. Kim jest też oskarżona o przyjęcie luksusowych prezentów wartych 54,5 tys. dolarów od Kościoła Zjednoczeniowego.

Kim przebywa w areszcie od 12 sierpnia; sąd w Seulu ma ogłosić wyrok w jej sprawie 28 stycznia.

PAP

drukuj