Komisja śledcza ds. Amber Gold zakończyła kolejne przesłuchania

Kolejne osoby zeznawały we wtorek przed sejmową komisją śledczą ds. Amber Gold. Sędzia Anna Czaja z Sądu Okręgowego w Gdańsku podkreślała, że nie jest prawdą, że nie chciała aresztowania Marcina P.

Wcześniej zeznawał sędzia Jerzy Korzeniowski oraz kurator Marek Lipski, który miał nadzorować wykonanie wyroku przez Marcina P. ws. tzw. Multikasy.

Były szef. Amber Gold, będąc jej współwłaścicielem, zawłaszczył 174 tys. zł.

W 2012 r. po ujawnieniu afery Amber Gold gdańska prokuratura wszczęła śledztwo dotyczące działań podejmowanych przez kuratora. Okazało się, że mimo jego poświadczenia, Marcin P. nie zwrócił pieniędzy wszystkim pokrzywdzonym.

Przewodnicząca komisji poseł Małgorzata Wassermann pytała kuratora m.in. o to, jak wyglądała jego praca związana z dozorem Marcina P. i w jaki sposób weryfikował podawane przez niego informacje.

Marek Lipski zeznał, że nie miał narzędzi do weryfikacji tych informacji.

– Jakie ma obowiązki kurator w zakresie weryfikowania informacji, które podaje do sądu i sąd na tej postawie podejmuje decyzje? –  dopytywała poseł Małgorzata Wassermann.

– Skazany może w postępowaniu wykonawczym mówić, co chce – stwierdził Marek Lipski.

– Dokładnie, wie pan, właśnie na tym to polega, że skazany może mówić to, co chce, ale są organy, które mają to weryfikować – zwróciła uwagę Małgorzata Wassermann.

– Ja nie miałem narzędzi do weryfikowania jego oświadczeń – powiedział Marek Lipski.

– A czy słyszał pan o czymś takim, że np. należy zażądać zaświadczenia o wpisie do działalności gospodarczej? Proszę pana, na jakiej podstawie pan podawał sądowi informację, że zarabia w niektórych wywiadach 2,5 tys., a w niektórych 4 tys.? – próbowała uzyskać informacje Małgorzata Wassermann.

– To są jego oświadczenia – udzielił odpowiedzi Marek Lipski.

Amber Gold miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. Po kilku latach ogłosiła likwidację.

W ramach tzw. piramidy finansowej oszukano niemal 19 tys. osób, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem na prawie 851 mln zł.

 

 

RIRM/TV Trwam News

drukuj