fot. pixabay.com

„Koalicja 13 grudnia” podzielona co do przyszłorocznego wzrostu pensji minimalnej

Rządzący spierają się o przyszłoroczny wzrost pensji minimalnej. Przedstawiciele przedsiębiorców chcą, aby zmiana była jak najniższa. Wyższa płaca to wyższe koszty dla firm, co przełoży się na wzrost cen produktów i usług.

Co czwarty polski pracownik zarabia minimalne wynagrodzenie. Obecnie to 4666 zł brutto. W koalicji rządowej trwa spór nad przyszłoroczną stawką. Minister rodziny, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, z Lewicy, chce, by najniższa pensja wzrosła o 354 zł do 5020 zł brutto. Szef resortu finansów, Andrzej Domański, proponuje 4670 zł, a więc podwyżkę o zaledwie cztery złote. Propozycja budzi zdziwienie nawet partyjnych kolegów ministra.

– Tutaj potrzebna jest rzeczowa i spokojna refleksja – mówi Paweł Bliźniuk, poseł, Platforma Obywatelska.

Co ciekawe, wcześniej w piśmie do resortu pracy, minister finansów proponował trochę więcej, bo 4806 zł. Lewica będzie zabiegała o godne podwyżki pensji.

– Walczymy mocno, żeby płaca minimalna szła w górę, tak samo jeśli chodzi o płacę w budżetówce, od tego też jest Lewica w rządzie, żeby nie zamrozić tych płac. Podwyżka o inflację to jest absolutne minimum dla Lewicy – zaznacza Łukasz Michnik, rzecznik Lewicy.

Dyskusja trwa, a rząd musi do połowy czerwca przekazać swoje stanowisko do Rady Dialogu Społecznego. Jak się okazuje, propozycja ministerstwa rodziny jest wyższa od propozycji związków zawodowych, które postulują 5015 zł brutto. Wzrost minimalnej jest bardzo ważny w dobie wciąż rosnących kosztów życia.

– Ten wzrost powinien być przynajmniej o wskaźnik wzrostu inflacji, czyli ta inflacja szacowana na ok. 4,5 proc. w przyszłym roku. To ten wzrost wynagrodzeń minimalnych powinien być przynajmniej na takim poziomie. Przeciętny Polak, przeciętna Polka muszą zarabiać określony poziom i osiągać w wynagrodzeniu określony poziom, żeby byli w stanie kupować produkty – podkreśla Krzysztof Dośla, przewodniczący zarządu regionu gdańskiego NSZZ „Solidarność”.

Propozycje rządzących krytykują związki zrzeszające pracodawców. Pada apel, aby przyszłoroczny wzrost pensji minimalnej nie był wyższy niż 50 zł. Wyższe płace to wyższe koszty dla pracodawców, to może prowadzić do zwolnień i zamykania firm.

– To jest kolejny rok, kiedy zwiększamy płace minimalną i to naprawdę dość skokowo, co powoduje, że po stronie pracodawców pojawia się bardzo konkretne pytanie: ile to będzie kosztowało i skąd te dodatkowe przychody się znajdą – wskazuje dr Bartłomiej Gabryś z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Prezes Rady Przedsiębiorców, Adam Abramowicz, podpowiada, że rządzący mogliby wręcz zrezygnować z przyszłorocznej podwyżki minimalnego wynagrodzenia.

– Nie należy zapominać, że jest to trochę spirala płacowo-cenowa, dzisiaj podnosimy płace, one idą do góry, pracownicy się niektórzy – nieświadomi tego mechanizmu ekonomicznego – cieszą, ale za trzy miesiące to się później odbija w cenie towaru i usług – akcentuje Adam Abramowicz.

Propozycja ministra finansów, Andrzej Domańskiego, to powrót do polityki społecznej rządów koalicji PO-PSL z lat 2007–2015, kiedy to emerytury i renty rosły o symboliczne, groszowe kwoty.

TV Trwam News

drukuj