Katolicy i środki przekazu w Hiszpanii: Idee a rzeczywistość

W każdym kraju o długiej tradycji katolickiej relacja wiernych do środków przekazu jest rzeczywistością tak dawną, jak same media i dlatego równie bogatą i skomplikowaną. Studium na ten temat wydaje się trudne ze względu na wielką liczbę faktów i różnorodnych zagadnień, które zawiera. Aby to zrozumieć, wystarczy zwrócić uwagę na rzecz podstawową: w kraju, w którym ludność jest w przeważającej mierze katolicka, w zasadzie wszystkie środki przekazu powinny być tworzone przez katolików. Tymczasem okazuje się, że media katolickie potrzebują wsparcia, gdyż we współczesnej kulturze marginalizuje się to, co religijne, a nawet wyklucza religię z życia publicznego. Dlatego pragnienie obrony tego, co katolickie, w świecie mediów najlepiej wpisuje się w przedmiot naszej analizy, gdyż to właśnie wokół tego zagadnienia krystalizuje się pojęcie katolickich środków przekazu, a bardziej ogólnie relacja między katolikami a środkami przekazu.

Przekonanie o tym, że trzeba uczestniczyć w życiu obywatelskim i bronić w nim praw katolików do wyznawania swojej religii, charakteryzowało najważniejszy dziennik katolicki pierwszego trzydziestolecia XX wieku – „El Debate” („Debata”). Wydawany w Madrycie stał się od 1911 roku przykładem gazety na wysokim poziomie informacyjnym, wpływowej (w polityce) i godnej zaufania w sprawach religijnych. Wiele dzienników wydawanych w Hiszpanii, które deklarowały się jako katolickie, spoglądały na „El Debate” jako na wzór. Jednak były również dzienniki takie jak „ABC”, które mając profil konserwatywny, uważało się za dziennik równie katolicki jak „El Debate”, chociaż oficjalnie nie utożsamiało się z religią w postaci umieszczenia odpowiedniego podtytułu na okładce. Istniał także inny dziennik – „El Siglo Futuro” („Przyszły Wiek”), z tendencją tradycjonalistyczną, który uważał się za bardziej katolicki niż inne dzienniki i zaprzeczał tezom politycznym „ABC” oraz „El Debate”.

Sytuacja stała się trudniejsza po I wojnie światowej i rewolucji bolszewickiej, kiedy to w 1917 r. w Hiszpanii również przeżywano zagrożenie rewolucyjne. Między 1923 a 1930 rokiem wprowadzono w Hiszpanii dyktaturę, której skutkiem była utrata prestiżu monarchii oraz proklamacja Drugiej Republiki Hiszpańskiej w 1931 roku. Działania nowego rządu były m.in. przykładem gwałtownego ataku antyklerykalnego i antyreligijnego. W tych okolicznościach przekonanie o potrzebie obrony wartości katolickich stało się jeszcze mocniejsze. (Przy tej okazji wypada przypomnieć istotny fakt w historii dziennikarstwa w Hiszpanii: w 1926 roku z inicjatywy „El Debate” została założona pierwsza szkoła dziennikarska według modelu szkół północnoamerykańskich).

Sytuacja katolików w Drugiej Republice, z konstytucją, która ich marginalizowała, i rządami, które ich nękały, zwłaszcza w dziedzinie edukacji i w kwestii publicznego wyrażania kultu religijnego, mobilizowała ich do wypracowania wspólnej strategii obronnej. Nie obyło się to bez pewnych trudności, prasa katolicka bowiem charakteryzowała się zróżnicowanymi preferencjami politycznymi. Wśród nich można wskazać na trzy najbardziej znaczące prądy: tradycjonalistów, wrogów systemu liberalnego, którzy byli w posiadaniu dziennika „El Siglo Futuro”; monarchistów, pozostających w konflikcie z Republiką i identyfikujących się z „ABC”; katolików, którzy przyjmowali postawę bardziej ugodową, zgodną z linią „El Debate”, polegającą na obronie tego, co można było zaakceptować w ustroju republikańskim, przy jednoczesnym zastrzeżeniu respektowania praw katolików. Ten prąd zdobył istotną siłę, a kierował nim redaktor naczelny „El Debate” Angel Herrera Oria, w przyszłości przewodniczący Akcji Katolickiej. Z tej linii narodził się prąd, który w późniejszym czasie stworzył wielką partię prawicową i ugodową znaną jako Hiszpańska Konfederacja Prawicy Autonomicznej (CEDA – Confederación Espa ola de Derechas Autónomas). To właśnie jej sukcesy były przyczyną napięć w środowisku katolików, gdyż niektórzy nie podzielali konieczności popierania tej partii, a także nie zgadzali się z przekonaniem, że lepiej niż wszystkie inne wyraża ona tożsamość katolicką. Jednak te wewnętrzne podziały straciły na sile z powodu wzrastającego prześladowania religijnego. W 1934 roku po przegranych wyborach doszło do próby lewicowego zamachu stanu, która doprowadziła do zabójstw duchownych w niektórych miejscowościach. W 1936 roku lewica powróciła do władzy jako Front Ludowy, z bardziej radykalnym programem. Jeden z prawicowych sektorów rozpoczął tajne rozmowy z niektórymi wojskowymi, aby przeprowadzić zamach stanu. Mimo że w lipcu 1936 roku doszedł on do skutku, nie zdołano przejąć pełni władzy, a kraj podzielony został na dwa obozy, które ostatecznie starły się ze sobą w okrutnej wojnie domowej. W strefie niekontrolowanej przez żołnierzy wybuchło nieokiełznane prześladowanie religijne, nadzwyczaj okrutne, a katolicy utracili prawa obywatelskie, niektórzy nawet życie, za to, że po prostu byli katolikami. Był to konflikt skomplikowany, wystarczy wspomnieć, że część regionu najbardziej katolickiego w Hiszpanii, Kraj Basków, pozostała związana z Republiką ze względu na swoją chęć utrzymania autonomii politycznej, i tam panowała wolność religijna.

Media katolickie kontrolowane przez rząd



Bilans wojny domowej w dziedzinie prasy był katastrofalny, podobnie jak w innych sferach życia. Już w Drugiej Republice wolność wypowiedzi napotykała trudności, ale wojna nałożyła nową, restrykcyjną cenzurę po obu stronach. Podczas starć zbrojnych była usprawiedliwiona prowadzonymi działaniami wojskowymi, ale gdy te zakończyły się zwycięstwem obozu kierowanego przez generała Francisco Franco, brak wolności zaczęto usprawiedliwiać względami ideologicznymi. Nowa władza uznała, że wolność prasy była złem, źródłem niekontrolowanego rozprzestrzeniania się błędów. Mówiono, że była rakiem, który niszczył zdrowie kulturalne, duchowe i polityczne kraju. Dlatego więc państwo uznało, że nadal powinno kontrolować prasę, aby tego rodzaju sytuacja się nie powtórzyła. Stąd prasa została poddana cenzurze władzy.

Zaistniał wówczas pewien paradoks, a mianowicie dziennik „El Debate”, który został przejęty przez kierownictwo Frontu Ludowego, nie uzyskał po wojnie pozwolenia na wznowienie działalności wydawniczej. Nie był to jedyny przypadek. Nowy system, który deklarował się jako wyznaniowy, katolicki, nie był wolny od podziałów wewnętrznych, właściwych każdemu życiu politycznemu: monarchiści, tradycjonaliści, dawni członkowie CEDA, katolicy „propagandziści”, falangiści, wojskowi – wszyscy pozostawali pod arbitrażem Franco i duża liczba dzienników katolickich, które z entuzjazmem broniły przewrotu wojskowego jako tego, który przywrócił im wolność, została zamknięta przez system polityczny, który doszedł do władzy właśnie dzięki temu przewrotowi. Ceną, którą przyszło zapłacić za przetrwanie, był brak wolności.

Niemal natychmiast postawiono inną kwestię. Jeśli państwo kontrolowało wszystkie środki przekazu lub do tego zmierzało, a uważało się za kraj wyznaniowy, katolicki, to czy miało sens istnienie mediów, które deklarowały się jako niekatolickie? Pojawiało się również pytanie, czy media katolickie powinny przechodzić przez cenzurę państwową. Na pierwsze pytanie politycy odpowiadali „nie”, gdyż „wszystkie media są teraz w Hiszpanii katolickie, i to gwarantuje państwo”; a na drugie odpowiadali „tak”, gdyż nikt nie mógł uciec przed kontrolą państwową.

Wielu katolików, w tym również biskupów, okazało niezadowolenie wobec przyjętego kryterium. Przypomnijmy, że mówimy o okresie totalitaryzmów w Europie, kiedy od inwazji na Polskę w 1939 r. rozpoczęła się II wojna światowa. Przypomnijmy również, że Franco otrzymał wsparcie Adolfa Hitlera i Benito Mussoliniego podczas wojny domowej, a to pociągnęło za sobą konsekwencje, które niepokoiły przedstawicieli Kościoła, np. encyklika „Mit brennender Sorge” („O położeniu Kościoła katolickiego w Rzeszy Niemieckiej) Piusa XI, która potępiała nazizm, nie została rozpowszechniona w Hiszpanii na prośbę ze strony Niemiec. Tylko nieliczne oficjalne biuletyny diecezjalne nie posłuchały tego zakazu i opublikowały tekst papieski. Niektórzy biskupi zwracali uwagę na rozpowszechniającą się neopogańską propagandę nazistowską w Hiszpanii, a Watykan obawiał się, że sama Hiszpania może stać się niebawem państwem faszystowskim. Upadek Mussoliniego we Włoszech w 1943 roku i początek zwycięstw sprzymierzonych sprawiły, że zagrożenie faszyzacji Hiszpanii oddaliło się, a opór katolicki pomyślnie przeszedł czas próby.

W 1945 roku, po zakończeniu II wojny światowej, Hiszpania została oskarżona przed Organizacją Narodów Zjednoczonych o sprzyjanie Hitlerowi i Mussoliniemu. Zarzut był wsparty m.in. przez stalinowski rząd w Polsce i doprowadził do międzynarodowej izolacji Hiszpanii rządzonej przez Franco. Przegrani w wojnie domowej pragnęli, aby w tym kraju zapanowało zwycięstwo demokracji… i komunizmu. Były to chwile najtrudniejsze dla władzy generała Franco. Aby je przezwyciężyć, zaczął podkreślać swój katolicyzm i antykomunizm, dystansując się od reminiscencji faszystowskich. Oznaczało to szansę dla katolików, którzy stali się wsparciem dla władzy. Była to okazja, ale równocześnie pewna pułapka, gdyż płacili brakiem wolności za swoje uprzywilejowanie. Skutki podobnej współzależności zostaną dostrzeżone z czasem. Tymczasem katolicy uzyskali przywileje i choć prasa katolicka była poddana uprzedniej cenzurze, to zaczęły się pojawiać pewne wyjątki, gdyż niektóre czasopisma katolickie nie musiały przez nią przechodzić, tak jak np. „Ecclesia”, oficjalne czasopismo hiszpańskich biskupów.

Dla katolików z innych krajów, zwłaszcza demokratycznych, był to powód do zgorszenia. Hiszpanie natomiast, naznaczeni jeszcze traumatycznym doświadczeniem prześladowania religijnego, w większości postrzegali zaistniałą sytuację raczej z ulgą niż z obawą. Dlatego w latach 50., dzięki podkreślaniu swojego antykomunizmu i katolicyzmu, rząd doprowadził do wzrastającego uznania międzynarodowego oraz podpisania konkordatu ze Stolicą Apostolską.

W życiu codziennym media katolickie stały się tym samym, co ich odpowiedniki niekatolickie, gdyż cenzura postawiła sobie za cel uczynienie ich niemal jednorodnymi. Jedyne, co mogło je wyróżniać, to pewien specyficzny „modlitewny klimat”, daleki od tego, co zwykło się uznawać za charakterystyczne dla prasy bardziej zaangażowanej. Doprowadziło to do tego, że już od lat 50. katolicy wysuwali żądania większej wolności dla prasy. Co więcej, media posiadające protekcję Kościoła stały się, dzięki opiece władzy kościelnej, „przestrzenią wolności” wewnątrz opresyjnego schematu całego reżimu. Uwidaczniało to ambiwalentność sytuacji: z jednej strony niektórzy szukali w etykietce „katolik” glejtu, aby działać wewnątrz reżimu, a inni odkrywali w niej tarczę obronną, aby głosić idee, które w innym miejscu byłyby prześladowane. Reżim frankistowski upolitycznił aktywność religijną podwójnie: przez oficjalne poparcie sytemu rządów oraz przez udostępnienie przestrzeni tym, którzy chcieli przeciwstawić się władzy.

Nie jest naszym zadaniem w tej chwili pogłębianie tego ciekawego zagadnienia, lecz skupienie się na mediach katolickich i ich sytuacji w tych latach. Z naciskiem przypominam, że spoglądamy przede wszystkim na dzienniki, gdyż one najbardziej wpływały na opinię publiczną. Radio i telewizja były wówczas monopolem informacyjnym władzy państwowej.

Najważniejsza lekcja z pierwszych lat frankistowskich rządów była jasna: państwo, choćby deklarowało się jako najbardziej katolickie, nie może być gwarantem katolickości środków przekazu. Popadało w sprzeczność, zabierając wolność z zamiarem przywrócenia wolności religijnej. W ten sposób nie buduje się społeczności katolickiej.

Polityka pluralistyczna, chrystianizacja i dechrystianizacja



Przekonanie, że brak wolności jest nie do pogodzenia z normalnym rozwojem człowieka, chrześcijanina, społeczeństwa, rozpowszechniło się jeszcze bardziej w latach 60. i zostało potwierdzone przez dokumenty Soboru Watykańskiego II. Wraz z tym prądem o odcieniu katolickim pojawiła się w owych latach w Hiszpanii inna linia „obrony wolności” o charakterze zdecydowanie materialistycznym. Związana była ze sposobem życia „importowanym” wraz z muzyką, modą itp. oraz z rozwojem turystyki (stającej się rozwojowym źródłem dochodów dla kraju), a także kinematografii. Chodzi o tzw. american way of life (amerykański styl życia), właściwy społeczeństwom europejskim żyjącym w dobrobycie, ale związany również ze smutną tendencją do rozluźnienia moralnego, które towarzyszyło wzrostowi poziomu życia i konsumpcji. Wszystko to stało się udziałem społeczeństwa hiszpańskiego: intensywny wzrost gospodarczy, masowe migracje ze wsi do miast pociągające za sobą wykorzenienie z tradycji. Przemiany te doprowadziły do powstania nowych grup społecznych i nowych zasad zachowania, które wymuszały wzmocnienie znaków tożsamości chrześcijańskiej. W ten sposób pojawiło się nowe wyzwanie dla Kościoła, zupełnie inne od tego ideologicznego z lat 30. ubiegłego wieku. Poza sprawą stylu życia trzeba było bowiem zmierzyć się również z nowym wyzwaniem w przestrzeni intelektualnej: ważne obszary hiszpańskiego katolicyzmu zostały przejęte przez ideologie marksistowskie i jej epigonów, którzy zmierzali ku temu, co później zostanie określone jako teologia wyzwolenia. Opozycja wobec frankizmu była teraz dla nich obowiązkiem płynącym z wiary, którą rozumieli w kluczu polityczno-religijnym.

W tej sytuacji dzienniki katolickie stanęły w obliczu konieczności ponownego przemyślenia swej roli. W pierwszej kolejności należało odpowiedzieć sobie na pytanie, na czym polega obrona na forum publicznym wartości katolickich w polityce. Podkreślano, że obrona ta powinna rządzić się zasadą pluralizmu, gdyż było już jasne, iż uznanie pluralizmu stanowiło postawę najbardziej zgodną z chrześcijańską wizją życia społecznego i obroną prawdy o człowieku. Przyjmując tę zasadę, jednocześnie akceptowano, że chrześcijanie zgadzają się w doktrynie religijnej co do dogmatów, ale mają prawo różnić się w pozostałych kwestiach.

Samo doświadczenie frankizmu jako systemu definiującego się jako katolicki, odrzucanego przez niektórych katolików w Hiszpanii i wielu poza nią, nie pozostawiało żadnych wątpliwości. Lepiej było zachować dystans między opiniami politycznymi a wyznaniem religijnym, zostawiając każdej z nich „słuszną autonomię”, jak to przypomniał Sobór Watykański II.

Na drugim miejscu znalazła się kwestia profesjonalizmu dziennikarzy i firm wydawniczych, które z biegiem lat coraz bardziej ulegały specjalizacji, w miarę jak dojrzewał świat mediów. Owe transformacje szły w kierunku zaznaczenia, że zadaniem mediów jest przede wszystkim niezależne dostarczanie informacji. Dlatego idea prasy partyjnej ustępowała miejsca dążeniu do prasy o charakterze informacyjnym, a w niektórych przypadkach, jak choćby telewizji, radia – do programów bardziej skupionych na rozrywce. Niewątpliwie każda informacja czy rozrywka także w jakiś sposób kształtują opinię publiczną, ale zmiana polegała na przesunięciu akcentów.

Ważne zmiany dokonały się także w odniesieniu do firm. Wiele inicjatyw prasy katolickiej, ale i niekatolickiej, wypływało bardziej z bezinteresownego zapału do poprawiania życia społecznego niż z funkcjonowania firmy rozumianej jako sposób na zarabianie pieniędzy. Jeszcze w latach 30. jeden z hiszpańskich dzienników katolickich tak pisał o sobie samym: „Nie sprzedajemy papieru, lecz propagujemy i bronimy idei, nie jesteśmy firmą handlową, ale wypełniamy apostolat”. Intencja była aż nazbyt jasna, i dlatego jego sytuacja ekonomiczna w dużej mierze zależała od datków i jałmużny. Inne dzienniki utrzymywały się z majątku swoich właścicieli, którzy pragnęli posiadać publiczną platformę, dzięki której mogliby osiągać zamierzone przez siebie cele, nierzadko polityczne. Oba schematy z biegiem lat poszły w zapomnienie: jeśli firma nie była w stanie się utrzymać, jeśli nie zyskała statusu dobrej firmy handlowej, nie mogła przetrwać ani obronić żadnej idei. Był to kolejny z ważnych czynników zmian.

Elementy te sprawiły, że postrzeganie mediów przez katolików znacząco się zmieniło, a idea istnienia dzienników katolickich powoli traciła swoją siłę, a nawet sens. Przetrwały jednak media katolickie, takie jak czasopisma o tematyce rodzinnej, konfesyjnej albo wyspecjalizowane w informacji religijnej. Osiągały one wysokie nakłady. Narodziło się w ten sposób radio katolickie Hiszpański Kanał Fal Popularnych (COPE), stanowiące własność biskupów hiszpańskich.

Wobec takich zmian konieczne było ponowne postawienie zasadniczego pytania o rolę mediów w nowych czasach. Czym miałyby charakteryzować się katolickie środki przekazu? Biorąc pod uwagę wypowiedzi Stolicy Apostolskiej na ten temat, można by powiedzieć, że odpowiedzialnością wobec odbiorców, zarówno pod względem treści publikacji, jak i formy ich przekazu. Dodatkowo także służbą w tym, co Kościół uznawał za cel komunikacji, czyli stawaniu się środkiem do tworzenia więzi między ludźmi, nie zaś podziałów czy rozpowszechniania kłamstw lub błędów. Było to założenie szczytne, trudne do skonkretyzowania w praktyce codzienności, ale będące zadaniem katolików pracujących w mediach.

W czasach rynku i pluralizmu



Należy zwrócić uwagę na dwie zasadnicze kwestie w tym okresie. Po pierwsze, w Hiszpanii ponownie pojawiły się ośrodki formacji dziennikarskiej zakładane przez katolików. Najpierw powstał Instytut Dziennikarstwa stworzony przez Uniwersytet Nawaryjski, założony w 1958 r. przez Opus Dei, i krótko potem, dzięki inicjatywie biskupów, Kościelna Szkoła Dziennikarstwa w Barcelonie. Instytut w Nawarze był pierwszym ośrodkiem, który otwarcie wyraził wolę wpisania dziennikarstwa w studia uniwersyteckie. Pomysł ten miał wiele wspólnego z tym, co św. Josemaria Escriva de Balaguer, założyciel Opus Dei, myślał na ten temat już wiele lat wcześniej, jak dobitnie świadczą o tym jego słowa z 1946 roku: „Chciałbym wskazać teraz na kilka cech charakterystycznych dla naszego apostolatu doktryny, realizowanego poprzez środki informacji oraz kształtowania opinii publicznej. Pierwszą cechą jest to, że ten apostolat – jak wszystkie, które realizujemy w Dziele – musi być pracą apostolską nacechowaną profesjonalizmem, to znaczy pracą wykonywaną jako własny zawód, z głębokim poświęceniem zawodowym, autentyczną, bez której nie może być w Opus Dei prawdziwego oddania na służbę Bogu. Musi to być praca wykonywana z pełną świadomością, z głębokim zaangażowaniem – ponieważ partactwo budzi odrazę w naszej duszy – także z doskonałością ludzką, którą każdy może osiągnąć, zwracając uwagę na szczegóły: w ten sposób uświęcicie ten zawód (…) i będziecie mogli uświęcać innych – uczynić z opinii publicznej apostolat – dzięki wykonywaniu własnej pracy zawodowej”. Z takiego postrzegania sprawy narodziły się niektóre ważne inicjatywy w świecie hiszpańskich mediów oraz w innych krajach. Owoc ich pracy jest różnorodny, tak jak to wyznacza sam projekt, bazujący na wolności, a co za tym idzie – osobistej odpowiedzialności.

Po drugie, z rynku zniknęły dzienniki określane w Hiszpanii jako katolickie. Przestał się ukazywać dziennik „Ya” („Już”), następca „El Debate”, który przewodził najważniejszej sieci czasopism katolickich podczas reżimu frankistowskiego (La Editorial Catolica). Cała reszta zaprzestała publikowania albo zmieniła tytuły, by przejść w ręce firm, które w większym lub mniejszym stopniu zachowywały ich poprzedni charakter albo całkiem z niego rezygnowały. Pamiętajmy, że Hiszpania nie jest tu wyjątkiem w porównaniu z sąsiednimi krajami.

Te wydarzenia miały miejsce w czasach, w których zarówno w Hiszpanii, jak i w całej Europie z wielką siłą pojawił się prąd sekularyzacyjny, materialistyczny, a nawet poganizujący i antyreligijny. W konsekwencji można było nabrać przekonania, że katolicy zniknęli z życia publicznego oraz z debaty politycznej. Rzecz jasna, tak wcale nie było. Większa część Hiszpanów to katolicy i pomimo kryzysu lat 60. oraz silnej tendencji materialistycznej późniejszych dekad, która osłabiła kulturę i praktyki religijne, nadal dostrzegalne jest w tym społeczeństwie zainteresowanie religią.

Swoista wyjątkowość przypadku hiszpańskiego polega na tym, że cała ta tendencja kulturowa Europy i świata zachodniego przypadła na czasy końca frankizmu i początki demokracji. Fakt, że reżim ten, wrogi wielu wolnościom, uważał się wyznaniowo za katolicki, w żaden sposób nie pomógł Kościołowi w okresie transformacji. Praktycznie ostatnie lata frankizmu polegały na stałym oddalaniu się od siebie Kościoła i reżimu. Mieszanka polityczno-religijna była „spadkiem” niezwykle obciążającym, gdyż niektórzy mogli uważać, że zdobycie wolności związane było z odrzuceniem religii. Niestety, takie spojrzenie bardzo się rozpowszechniło i posłużyło za pretekst do ataku na religię albo do lekceważenia kryteriów katolickich, chcąc doprowadzić do ich eliminacji z debaty publicznej. Dla mediów negujących sposób widzenia spraw przez pryzmat wierzących jest to doskonała wymówka, aby rzucać „klątwy” na oczekiwania katolików co do respektowania ich praw.

Jaka jest dziś ogólna sytuacja katolików i mediów w Hiszpanii w okresie demokracji? Wskazaliśmy, że dwie tendencje zostały odziedziczone po rządach Franco: z jednej strony zanik dzienników katolickich, a z drugiej – powstanie ośrodków kształcenia dziennikarzy z inicjatywy katolickiej. Poza tymi dwoma elementami powinniśmy zwrócić uwagę na rozwój wyspecjalizowanych mediów katolickich: czasopism o tematyce religijnej, o charakterze informacyjnym, rodzinnym lub modlitewnym; biuletynów na różne tematy, począwszy od gazetek parafialnych, na oficjalnych biuletynach diecezjalnych skończywszy. Wszystkie te wydawnictwa do dziś mają szeroki zasięg, który jest trudny do określenia. W każdym razie potwierdza się, że posiadają zakres oddziaływania porównywalny z analogiczną prasą specjalistyczną.

Pozostałe nowości w mediach katolickich pojawiły się wraz ze zmianami technologicznymi: powstały rozgłośnie wyznaniowe, takie jak Radio Maryja, które w Hiszpanii ma charakter ściśle religijny, duchowy i modlitewny, nie wyrażając opinii w sprawach politycznych, a także telewizje, jak Telewizja Popularna związana z COPE, oraz wielka liczba portali internetowych z różnoraką informacją na tematy religijne. Wielość inicjatyw, które rozwinął internet, pokazała, jak wielkie jest zainteresowanie sprawami religijnymi wśród Hiszpanów.

Pomimo tego świat mediów – prasy, radia i telewizji, najbardziej wpływowych na opinię publiczną, wykazuje – w ogromnej liczbie przypadków – obojętność wobec tego, co religijne, czasem okazuje niezrozumienie, a w niektórych przypadkach – otwartą wrogość, co szczególnie widać również na przykładzie kina hiszpańskiego. W praktyce chodzi o liczne propozycje kulturalne dalekie nierzadko od chrześcijańskiej wizji człowieka, propozycje o zabarwieniu materialistycznym, hedonistycznym i relatywistycznym, które chcą zdominować i wykluczyć inne postawy, reprezentujące odmienne wartości. Podobnie jak w innych krajach, kwestia obrony wolności użytkowników mediów jest trudna. W obliczu tego problemu powstał szereg inicjatyw, jak choćby stworzenie Telewizji Popularnej oraz innych sieci obywatelskich, które pragną zaproponować alternatywne treści na czele z wartościami chrześcijańskimi. Na razie są to propozycje, które docierają do mniejszościowej widowni, ale które potrafiły znaleźć miejsce wśród odbiorców, np. telewizji kablowej czy satelitarnej.


Prof. Pablo Pérez López, 
Universidad de Valladolid, Hiszpania

tłum. ks. dr Piotr Roszak

Fragmenty wykładu wygłoszonego podczas II Międzynarodowego Kongresu „Media katolickie na świecie i w Polsce – szanse i zagrożenia”, który odbył się w dniach 21-22 listopada 2009 roku w WSKSiM w Toruniu.
drukuj