fot. M.Borawski

Kampania bez biedy

Sztab wyborczy PO instruuje członków partii, jakie tematy są zakazane podczas eurokampanii. To kolejno: bieda, bezrobocie, perspektywy życiowe młodych.

Konwencja Platformy Obywatelskiej w Sopocie była pokazem siły i jedności partii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Ale tylko na zewnątrz. Bo w kuluarach nie brakowało gorących dyskusji i spięć.

Platforma i sam premier Donald Tusk zorganizowali w sobotę partyjne święto. Atmosfera w partii znacznie się poprawiła po tym, jak kilka ostatnich sondaży wskazywało na to, że PO może wygrać wybory do Parlamentu Europejskiego. Co prawda nikt nawet nie marzy o takim sukcesie jak pięć lat temu (50 proc. głosów), ale większość działaczy liczy na nieduże – ale jednak – zwycięstwo nad PiS. To dlatego, jak tłumaczy nam osoba ze sztabu wyborczego PO, wystąpienie Tuska było stosunkowo spokojne, bez ostrych personalnych wycieczek wobec Jarosława Kaczyńskiego. – To było dla nas zaskoczenie, bo po ostatnich wypowiedziach premiera w mediach spodziewaliśmy się raczej następnego mocnego ataku na PiS. Ta retoryka co prawda była, ale w wersji „light” – usłyszeliśmy od uczestników konwencji. Ich zdaniem premier uznał, że to niepotrzebne, skoro sondaże PO się poprawiły. Poza tym chodziło o pokazanie „pozytywnego” przesłania i złożenie kolejnych obietnic budowania „bezpiecznej i zamożnej Polski”.

Tym niemniej dużym zaskoczeniem dla ludzi słuchających Tuska była zmiana retoryki w kwestiach wschodnich. Jeszcze niedawno premier krytykował prezydenta Władimira Putina, straszył wybuchem wojny z Rosją, a teraz mówi, że nie wyśle polskich żołnierzy na Dzikie Pola.

Sporo zamieszania wzbudziło to w szeregach PO, bo zmieniła się linia partyjna i na spotkaniach z wyborcami znowu trzeba wypowiadać się inaczej. – Dostaliśmy wyraźny sygnał podczas rozmów z ludźmi z naszego sztabu wyborczego, że w kampanii mamy unikać kwestii socjalnych. Sporo nas nauczyła sprawa protestu rodziców dzieci niepełnosprawnych w Sejmie i mamy nie dać się wciągać w dyskusje na temat biedy, bezrobocia, sytuacji młodych ludzi w Polsce. To nam na pewno nie przysporzy głosów. W kampanii mamy koncentrować się za to na kwestiach związanych właśnie z Ukrainą, z integracją europejską, budowaniem silnej Unii Europejskiej. Takie tematy są bezpieczniejsze – relacjonuje parlamentarzysta Platformy Obywatelskiej.

Ale tylko na zewnątrz wszystko było ładnie opakowane. Nieoficjalnie debatowano np. o tym, jak traktować nieobecność na konwencji wielu znanych polityków PO, w tym Grzegorza Schetyny, Hanny Gronkiewicz-Waltz czy Radosława Sikorskiego. Część uczestników spotkania była zdania, że to dowód na to, iż niektórzy nieobecni odcinają się od działań Tuska, a inni być może mają ostatnio nieco gorsze relacje z premierem.

Z dezaprobatą wielu działaczy spotkał się Michał Kamiński, lider listy PO w regionie lubelskim. Tusk próbował wspierać z mównicy byłego polityka PiS, ale krótkie wystąpienie Kamińskiego rozpoczęło się od gwizdów i pomruków ze strony części uczestników spotkania. – Michał Kamiński to dla nas w dalszym ciągu ciało obce. Nawet nie „spadochroniarz”, bo przecież nie uważamy go za „naszego człowieka” przysłanego z centrali. To nie tylko nasze odczucie, bo gwizdali też ludzie z innych regionów – mówi nam polityk z lubelskiej PO. I dodaje, że ciężko jest namówić działaczy do organizowania spotkań z Kamińskim w terenie. On też zresztą się do nich nie pali, bo wie, że grozi mu chłodne powitanie.

W kuluarach słowa krytyki padały też pod adresem innych kandydatów. Publiczną tajemnicą jest, że na Kujawach nie widać entuzjazmu z powodu startu z tego regionu byłego wicepremiera Jacka Rostowskiego. – Nie chodzi nawet o to, że Rostowski skompromitował się nieznajomością polskiej gramatyki [nie potrafił poprawnie odmienić nazwy Bydgoszcz, a potem dziennikarze przyłapali go, że zrobił sobie ściągę – przyp. red.], ale bardziej o to, że były minister finansów jest symbolem błędów w polityce gospodarczej popełnionych przez rząd Donalda Tuska. I to nam psuje kampanię – słyszymy od osoby z rady krajowej PO.

Za to uśmiechy politowania na ustach działaczy, ale i irytację, wywołała krótka rozmowa z Tuskiem, jaką przeprowadziła Henryka Krzywonos. Jedna z ulubienic mainstreamowych mediów miała pretensje do Tuska, że za mało ją wspiera w kampanii wyborczej. – Henryce Krzywonos kampanię robią media, stała się polityczną celebrytką, więc niech nie narzeka. Inni kandydaci mają gorzej – usłyszeliśmy od posła Platformy. – I żadnych preferencji dla pani Krzywonos nie będzie. Premier nie będzie rzucał wszystkiego, żeby pomóc jej w zdobyciu mandatu – dodaje.

Schetyna się wycofuje

Na konwencji było niewielu stronników Grzegorza Schetyny, byłego pierwszego wiceprzewodniczącego partii. Podczas wcześniejszych partyjnych spotkań byli aktywni, ich narzekania i krytykę działań Tuska wielu działaczy PO przyjmowało ze zrozumieniem. Teraz jednak się schowali, bo Tusk odzyskał inicjatywę, a dzięki Ukrainie Platforma poprawiła notowania. Dlatego partia rządząca na razie odsunęła od siebie widmo wyborczej klęski. – Słabe notowania PO napędzały posła Schetynę. Bo on nie ponosił odpowiedzialności za kiepską pozycję partii w sondażach. Porażka Platformy Obywatelskiej w majowych eurowyborach mogłaby spowodować powrót naszego lidera do partyjnej pierwszej ligi, skoro jego rywale by się skompromitowali. Teraz jednak sytuacja się zmieniła i na razie nie ma szans, aby Schetyna był „odnowicielem” PO – stwierdza poseł Platformy z obozu Schetyny. Także wśród kandydatów Platformy do europarlamentu niewielu jest zadeklarowanych zwolenników Schetyny, a dotyczy to zwłaszcza osób z czołówki list wyborczych. Bo Grzegorz Schetyna nie był w stanie wywalczyć dla swoich kolegów dobrych miejsc, dających duże szanse na zdobycie mandatu.

Z naszych informacji wynika, że Platforma Obywatelska nie będzie zabiegać o frekwencję podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego. To głosowanie nie wzbudza takiego zainteresowania Polaków jak wybory krajowe. Pięć lat temu frekwencja była poniżej 25 proc., a teraz – jak wynika z wewnętrznych badań Platformy – może spaść poniżej 20 procent. Dla PO istotne jest to, że niska frekwencja przekłada się dla tej partii na dodatkowe bonusy. Głosowanie bardziej interesuje mieszkańców dużych miast niż wsi i miasteczek. A właśnie w miastach mieszka większość zwolenników Platformy.

Krzysztof Losz

drukuj