fot. PAP/EPA

K. Głodowska: Hiszpańscy politycy ciągle przerzucają na siebie winę i nie patrzą na to, że powodzianie cały czas potrzebują pomocy

Po błyskawicznej powodzi w Hiszpanii żyje się bardzo ciężko. Wielu mieszkańców jest jeszcze odciętych od prądu, wody. Na ulicach jest błoto, samochody są zalane. Skala zniszczeń jest bardzo duża, ponieważ zalanych zostało ponad 78 miejscowości. Politycy ciągle przerzucają winę między władzami centralnymi a władzami lokalnymi i nie patrzą na to, że powodzianie cały czas potrzebują pomocy – powiedziała Karolina Głodowska, dyrektor Polskiej Szkoły w Walencji im. Ireny Sendlerowej Przyjaciele Języka Polskiego, na antenie Radia Maryja w piątkowej audycji „Aktualności dnia”.

W piątek, 8 listopada, poinformowano o 223 ofiarach błyskawicznej powodzi, która nawiedziła Walencję. W Hiszpanii trwają poszukiwania zaginionych. Klęska żywiołowa jest skutkiem spotkania nad Morzem Śródziemnym zimnego powietrza z ciepłym i wilgotnym, co doprowadziło do ekstremalnego zjawiska pogodowego.

– Tutaj bardzo rzadko pada, a w dzień spadło tyle opadów, ile przez cały rok. Żyje się bardzo ciężko. Wielu mieszkańców jest jeszcze odciętych od prądu, wody. Na ulicach jest błoto, samochody są zalane. Sytuacja jest dosyć trudna. Niestety przez długi czas czekaliśmy na pomoc wojska. Pomagali właściwie tylko wolontariusze. Skala zniszczeń jest bardzo duża, ponieważ zalanych zostało ponad 78 miejscowości – poinformowała Karolina Głodowska.

– Poszukuje się wielu osób. Wypływają ciała na plażach. Część osób zginęła w samochodach, wracając do domu. (…) Pojazdy stały się pułapką. Ciała znajdują się w błotach, owinięte gałęziami. Poszukiwania są bardzo utrudnione – dodała.

Jako pierwsze do pomocy powodzianom ruszyły hiszpańska Caritas, Czerwony Krzyż oraz liczni inni wolontariusze. Dyrektor Polskiej Szkoły w Walencji im. Ireny Sendlerowej Przyjaciele Języka Polskiego zaznaczyła, że „na wysokości zadania nie stanęli politycy”.

– Zarówno władze lokalne, jak i centralne przerzucają się winą za to, kto powinien zawiadomić mieszkańców. (…) Politycy o godzinie 10.00 dostali informację o czerwonym alercie. (…)  U nas pada kilkanaście dni w roku. Wiele osób zbagatelizowało sytuację, przede wszystkim władze lokalne, które powinny powiadomić wszystkich mieszkańców. (…) Politycy ciągle przerzucają winę między władzami centralnymi a władzami lokalnymi i nie patrzą na to, że powodzianie cały czas potrzebują pomocy – wskazała.

Karolina Głodowska została zapytana również m.in. o kwestie turystyczne, z których wielu mieszkańców regionu czerpało zyski. W odpowiedzi podkreśliła, że samo miasto Walencja nie ucierpiało. Powódź dotknęła przede wszystkim mniejsze miejscowości.

Na pewno tam są problemy komunikacyjne, ponieważ nie działa metro. (…) Natomiast bez problemu funkcjonuje lotnisko. Jeżeli ktoś wybiera się do Walencji, to wszystko jest otwarte, wszystko działa. Jeżeli ktoś wybiera się w jakąś objazdową wycieczkę, to tutaj muszę ostrzec przed tym, że mogą zdarzać się korki – wyjaśniła.

Całą rozmowę z Karoliną Głodowską można znaleźć [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj