J. Podgórski: Trwa próba likwidacji branży hodowli zwierząt futerkowych w Polsce

Trwa próba likwidacji branży hodowli zwierząt futerkowych w Polsce – poinformował Jacek Podgórski, dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej. W Sejmie znajduje się obecnie projekt, który postuluje zakaz takiej działalności. Podnoszone przez część opozycji oraz ekologicznych aktywistów argumenty dotyczą m.in. rzekomo złych warunków hodowli.

Tymczasem jest to prężnie działająca i rozwijająca się branża, w której Polska jest jednym ze światowych liderów. Okazuje się też, że likwidacja w Polsce hodowli m.in. norki amerykańskiej przyniesie korzyści zagranicznym konkurentom – głównie Rosjanom i Duńczykom, którzy inwestują w ten rynek.

– Rosjanie wymyślili, że muszą rozwinąć u siebie produkcję drobiu, ponieważ nie mają drobiu z Polski, wobec czego będą mieć bardzo dużo odpadów zwierzęcych. Mają potężny areał ziemi i bardzo dobre warunki do tego, by hodować norkę amerykańską. Po co mieliby wpuszczać na swój rynek zagraniczne firmy zajmujące się przemysłową utylizacją odpadów pozwierzęcych (…), jeżeli mogą wybudować sobie fermę norek, które będą żywić się tym, co pozostaje z produkcji zwierzęcej, a dodatkowo zarobić na sprzedaży futer? (…). Są także Duńczycy, którzy chcieliby potwierdzić swoją pozycję hegemona na rynku, bo są krajem, który lideruje w tym przemyśle – powiedział Jacek Podgórski.

Dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej zwrócił również uwagę, że na likwidacji  branży hodowli zwierząt futerkowych w Polsce zyskaliby także Niemcy.

– Niemcy nie hodują u siebie aż tak dużo zwierząt futerkowych, ale mają świetnie rozwiniętą branżę utylizacyjną. Obecnie sytuacja w naszym kraju wygląda w ten sposób, że jeżeli ktoś ma np. produkcję drobiu, to hodowca norek amerykańskich odbiera od niego odpady płacąc mu za to konkretną kwotę, tj. ok. 500 mln zł rocznie (…). Gdyby zlikwidować w Polsce branżę zwierząt futerkowych, musielibyśmy w jakiś sposób utylizować odpady, a więc: po pierwsze, trzeba byłoby je spalać, tym samym zanieczyszczając środowisko, a po drugie, musielibyśmy wpuścić na swój rynek firmy utylizacyjne, ponieważ ta kwestia nie jest w naszym kraju zbyt dobrze rozwinięta. Ten rynek działa natomiast prężnie za naszą zachodnią granicą – wyjaśnił rozmówca Radia Maryja.

Jacek Podgórski podkreślił, że argumenty tzw. ekologów nie mają potwierdzenia w rzeczywistości i nie ma logicznych powodów, by zwalczać tego typu hodowlę w naszym kraju.

– Jeżeli przeczytamy ten pseudoraport nt. przemysłu futrzarskiego (tego dokumentu nie mogę traktować poważnie), to na każdej stronie znajdziemy przekłamane i zmanipulowane informacje. Trudno jest doszukać się konkretnych dowodów i dokumentów, które poświadczałyby współpracę organizacji – które jak same twierdzą, walczą o dobro zwierząt – z zagranicznym lobby. Natomiast, jeśli spróbowalibyśmy ułożyć prosty związek przyczynowo-skutkowy, to pewne wnioski nasuwają się same: to jest bardzo szeroka walka z polskim rolnictwem. Tam, gdzie byliśmy czy jesteśmy liderami – momentalnie pojawiają się gigantyczne protesty – zaznaczył dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.

Tzw. ekolodzy podnoszą również, że hodowla norek amerykańskich w Polsce jest niehumanitarna oraz nie ma popytu na skóry. Jednak z danych wynika, że hodowla samych norek tylko w ciągu ostatnich kilku lat wzrosła w Polsce do ok. 10 mln sztuk, branża ta daje zatrudnienie ok. 50 tys. osób, a popyt na polskie skóry za granicą rośnie.

– W 2012 roku Polska podwoiła swoją produkcję skór zwierząt futerkowych, co pokazuje, że popyt jest. On nie jest na wszystkie skóry, ale akurat na polskie – tak, z tego prostego względu, iż polskie hodowle niezwykle dbają o dobrostan swoich zwierząt. Jest to o tyle kluczowe w przypadku hodowli zwierząt futerkowych, że jakość okrywy włosowej, od której zależy finalna cena futra, jest bezpośrednio powiązana z warunkami bytowymi – mówił Jacek Podgórski.

Pracą nad ustawami zakazującymi hodowli zwierząt futerkowych sprzeciwia się resort rolnictwa, który zwraca uwagę na duże znaczenie gospodarcze tego sektora.

RIRM

drukuj