J. K. Ardanowski dla „Naszego Dziennika”: Zakaz chowu klatkowego spowoduje wzrost cen żywności

Wzrosną ceny żywności. Gdy zwierzęta będą hodowane luzem, to będzie ich dużo, dużo mniej. Także jaja od kur z wolnego wybiegu są dużo droższe. Jednocześnie wiele gospodarstw nie będzie w stanie spełnić stawianych przed nimi warunków. Te gospodarstwa po prostu zbankrutują. To będzie krzywda i nieszczęście ludzi, którzy zainwestowali ogromne pieniądze w swoje gospodarstwa. Trzeba teraz błagać Boga o opamiętanie! O opanowanie tych fatalnych tendencji – mówi w rozmowie z „naszym Dziennikiem Jan Krzysztof Ardanowski, przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP.

***

Przyroda i klimat stały się centrum polityki Unii Europejskiej. W rolnictwie akcent jest stawiany na ekologię.

– Niestety, ostrzegałem przed tym od dawna: zwierzęta czy ogólnie przyroda zaczynają być bogiem. Człowiek jest sprowadzany do roli wroga planety, podrzędnego gatunku. Oczywiście, trzeba chronić zwierzęta. Rolnicy są gorącymi entuzjastami mądrego poprawiania warunków ich chowu. Ale ci sami ludzie, którzy krzyczą o ochronie zwierząt i planety, nie mają żadnych wyrzutów sumienia, gdy postulują zabijanie dzieci w łonach matek. Nie widzą nic gorszącego w tym, że domagają się stosowania eutanazji wobec starszych i schorowanych ludzi. Europa staje na głowie.

Komisja Europejska poinformowała, że od 2027 r. nie będzie można stosować w UE klatek w hodowli niektórych zwierząt. Unijni biurokraci nie dostrzegają zagrożenia, jakie ten zakaz ze sobą niesie?

– To jest jedna z odsłon wojny, którą europejskim rolnikom wypowiedziały tzw. organizacje ekologiczne. To jest pomysł popierany i promowany także przez tzw. ekologów, którzy walczą z rolnikami w Polsce. Zakaz, który ma wejść w życie w 2027 r., a więc bardzo szybko, uderzy niezwykle mocno we wszystkich rolników, którzy zajmują się profesjonalną hodowlą zwierząt. On nie dotyczy tylko kur wylęgowych, od których pozyskujemy jajka. A warto pamiętać, że Polska jest ogromnym producentem jajek i aż 80 proc. jajek pochodzi z chowu klatkowego. Już teraz wielkość klatek jest dostosowana do dobrostanu zwierząt, a więc spełnia wymogi określone przez Unię Europejską. Teraz kwestionuje się badania naukowe i twierdzi się, że należy zlikwidować klatki. Ten postulat dotyczy wszystkich gatunków drobiu. Dzisiaj barbarzyńcami nazywane są także dzieci, które hodowały króliki. Dobrze pamiętamy, jak na wsi trzymanie królików było pierwszą hodowlą młodego chłopaka. I dzisiaj oskarża się dzieciaki o to, że powodowały cierpienia zwierząt. Trudno sobie wyobrazić hodowlę królików bez klatek. A jednak Komisja Europejska podejmuje konkretne decyzje w tej sprawie.

To poważne zagrożenie dla hodowców?

– Tak i powie to każdy doświadczony hodowca. Kojce porodowe przez jakiś czas ograniczają możliwość poruszania się przez lochę, ale są niezbędne dla uratowania prosiąt. Otóż mieszkańcy wsi dobrze wiedzą, że masywnie zbudowana locha może swoim ciałem przygnieść i zgnieść młode prosięta. I od 2027 r. prosięta będą musiały liczyć na szczęście, bo kojce porodowe mają być zakazane. Studenci rolnictwa i zootechniki uczą się także o chowie cieląt. Myślę, że minister Grzegorz Puda musiał co nieco o tym słyszeć podczas swoich studiów zootechnicznych. Indywidulane boksy są konieczne dla cieląt, krów mlecznych. Trudno sobie wyobrazić, że młode cielęta po urodzeniu będą przebywały w dużych stadach. Gdzie obok ich matki jest jeszcze wiele innych krów, które mogą zadeptać młode. W przypadku cielęcia bydła mięsnego praktykuje się przebywanie cieląt z krową mamką. To są wielkie osiągnięcia hodowli, o których uczą się przyszli adepci rolnictwa. Całe dziedzictwo wielu wieków Komisja Europejska chce przekreślić, likwidując możliwość ograniczania swobody zwierząt – nawet jeżeli sposób hodowli jest podparty badaniami naukowymi.

Rolnicy będą w stanie wypuścić kury na podwórko, ale wielcy producenci już nie. Poradzimy sobie bez dużych hodowli?

– Rolnicy, o których pan mówi, będą wypuszczać kury na podwórko, ale hodować je będą tylko na własny użytek. My natomiast musimy myśleć o wyżywieniu ludzkości. O produkowaniu takiej ilości jedzenia, aby wystarczyła ona dla miliardów osób na świecie. Małe stadko kur chodzących po podwórku nie jest w stanie dostarczyć tej żywności. Z tej roli wywiążą się jedynie wielkie gospodarstwa, które są w stanie produkować dużo jedzenia wysokiej jakości, a co równie ważne – stosunkowo tanio. Nie przeczę, że warto się zastanowić nad rozmiarem dzisiaj stosowanych klatek, nad zasadami poprawienia dobrostanu zwierząt. Ale klatka jest dzisiaj podstawą produkcji. Ponieważ one – obok zgnieceń czy aktów agresji między zwierzętami – zapewniają także sterylność produkcji, uniemożliwiając zawleczenie chorób ze środowiska czy zanieczyszczenie jaj.

Jakie będą konsekwencje tej decyzji?

– Wzrosną ceny żywności. Gdy zwierzęta będą hodowane luzem, to będzie ich dużo, dużo mniej. Także jaja od kur z wolnego wybiegu są dużo droższe. Jednocześnie wiele gospodarstw nie będzie w stanie spełnić stawianych przed nimi warunków. Te gospodarstwa po prostu zbankrutują. To będzie krzywda i nieszczęście ludzi, którzy zainwestowali ogromne pieniądze w swoje gospodarstwa. Trzeba teraz błagać Boga o opamiętanie! O opanowanie tych fatalnych tendencji. Bo kto będzie produkował żywność na świecie? W jaki sposób uda się nam zapewnić potrzeby żywnościowe ciągle zwiększającej się populacji? Już teraz jest nas 7,5 mld. Kto wyżywi miliardy osób, które przyjdą na świat w kolejnych dekadach? Europa oszalała! Europa chce ograniczyć produkcję żywności. Wprowadza się Nowy Zielony Ład. Chcą ograniczenia stosowania nawozów czy środków ochrony roślin. Teraz Komisja Europejska bardzo mocno uderza w hodowlę zwierząt. Nie wątpię w to, że bogata i tłusta Europa będzie miała niezbędną żywność. Nawet jeżeli sama nie będzie jej produkować tyle, ile nam potrzeba, to ją sobie kupi. Ale już nie będzie miała nad nią żadnej kontroli. Nie będziemy w stanie zweryfikować, czy producenci w najdalszych zakątkach globu spełniają normy.

To Europa powinna być głównym graczem w walce z głodem na świecie?

– Nigdy nie możemy zapominać, że „komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie”. Europa ma obowiązki względem osób pochodzących z tych krajów, które nie są w stanie wyprodukować żywności. Nie wszyscy mają takie warunki przyrodnicze jak my. Są kraje pustynne, inne mają problemy z deszczem. Ludzie żyją w krajach, gdzie przeważają bardzo wysokie lub bardzo niskie temperatury. Gdzie gleby są nieprzyjazne. Problemów jest bardzo dużo. My naprawdę mamy za co Panu Bogu dziękować. Ludzie, którzy żyją na nieprzyjaznej człowiekowi ziemi, mają prawo oczekiwać, że kraje, które mogą produkować dużo żywności, będą ją im dostarczać w sposób sprawiedliwy dla każdej ze stron. Lewicowi politycy w Europie, a także ci, którzy w naszym kraju nazywają się prawicowymi, nie czują moralnego obowiązku względem reszty świata. Jest takie powiedzenie: syty głodnego nigdy nie zrozumie. Decyzje Komisji Europejskiej bardzo mocno uderzą w całą ludzkość.

Załóżmy, że Europa nie zmienia obecnie obranego kursu i ogranicza produkcję żywności. Jaki to będzie miało wpływ na życie następnych pokoleń?

– Braki żywności na świecie będą ogromnym problemem dla Europy. Już teraz obserwujemy pewne negatywne zjawiska. Chodzi o migracje. Ludzie masowo opuszczają nieprzyjazne człowiekowi ziemie i przenoszą się do tych stref, gdzie znajdą wodę i żywność. Są różne powody migracji, ale nie zapominajmy też o tych zdesperowanych i głodnych osobach, które ratując się przed śmiercią głodową, opuszczają swoje domy. I jeżeli Europa nie pomoże tym krajom pozyskać żywności, to oni tu przyjdą i upomną się o chleb.

Polska poparła postulat zakazu prowadzenia hodowli zwierząt na futra w UE. Pan krytykuje to posunięcie.

– Wszystkie grupy zwierząt, które służą ludziom, z których produkty są poszukiwane przez konsumentów – a tak jest m.in. z futrami, bo zapotrzebowanie na nie na świecie nie maleje – powinny być hodowane. A jak wiemy, Polska ma sukcesy na tym polu. Mamy znakomite stada. Posiadamy bogate doświadczenie. Także sytuacja na międzynarodowych rynkach pracuje na naszą korzyść. To wszystko składa się na to, że hodowcy osiągają bardzo wysokie ceny za swoje towary. Niestety, wiele osób w Polsce ignoruje fakty i prowadzi grę, której celem jest zniszczenie hodowli zwierząt na futra.

Zdaniem resortu rolnictwa likwidację hodowli norek w Europie wymusza COVID-19. Z kolei hodowcy od miesięcy twierdzą, że wirus ma stać się alibi dla zlikwidowania ich miejsc pracy.

– Coraz częściej słychać głosy, że skoro nie udało się zlikwidować hodowli zwierząt futerkowych poprzez ideologiczną „Piątkę dla zwierząt”, to teraz podnosi się kwestie bezpieczeństwa zdrowia publicznego. Straszy się, że norki mogą być przyczyną zakażeń wśród ludzi. Chodzi o nastawienie społeczeństwa przeciwko hodowcom. Kraje, w których hodowla kwitnie lub też które aspirują do roli poważnego gracza w hodowli norek, zdecydowały, że o wybiciu zwierząt nie może być mowy. Podjęto decyzję o kwarantannie, a więc o odizolowaniu stada. Wtedy można zbadać, czy choroba się rozwija i czy pojawiają się kolejne zwierzęta, które zdychają. Stosuje się także szczepionki przeciwko COVID-19. One zostały opracowane specjalnie pod tym kątem i zabezpieczają stada przed chorobą. Hodowcy zadeklarowali, że koszty szczepień wezmą na siebie. To uczciwe traktowanie państwa polskiego. A więc nadrzędnym celem jest ratowanie stada, a nie jego likwidowanie. Jeżeli już konieczne jest podjęcie decyzji o wybiciu stada – co jest oczywiście dramatem – to trzeba zapłacić hodowcy uczciwe odszkodowanie.

Dziękuję za rozmowę.

 

Rafał Stefaniuk/”Nasz Dziennik”/radiomaryja.pl

 

 

drukuj