fot. PAP/Rafał Guz

IPN: spodziewamy się na Łączce szczątków jeszcze kilkudziesięciu osób

Wywiad z prezesem IPN-u Łukaszem Kamińskim przeprowadziła Anna Kondek-Dyoniziak z Polskiej Agencji Prasowej.

Jak wygląda obecnie sprawa poszukiwań ofiar terroru komunistycznego na Łączce?

– Wedle mojej wiedzy procedura przenoszenia grobów powstałych tam po 1982 r., którą zajmuje się urząd wojewody mazowieckiego, toczy się zgodnie z planem. Spodziewamy się, że w najbliższym czasie będą już podejmowane pierwsze decyzje i w zależności od warunków pogodowych rozpocznie się proces przenoszenia tych grobów górnych na nowe miejsca. Jak tylko pierwsze fragmenty pod nimi zostaną odsłonięte podejmiemy prace poszukiwawcze.

Tempo będzie oczywiście zależało od wydawania decyzji o przeniesieniu nowszych grobów. Przewidziano tu trzy miesiące na negocjacje, po których decyzja musi być wydana. Potem to już tylko kwestia sprzyjających warunków pogodowych do przeniesienia grobów i rozpoczęcia prac poszukiwawczych. Z odnalezionych szczątków będzie pobierany materiał kostny i kierowany do identyfikacji. Kiedy późniejsze groby zostaną przeniesione prace na Łączce powinny potrwać już tylko kilka tygodni. Potem pozostaną czynności identyfikacyjne.

– Na jakim obszarze będą przyszłoroczne poszukiwania?

– Wystąpiliśmy o przeniesienie grobów z pozostałej części kwatery Ł1 i całej Ł2. Jesteśmy przekonani, że w obu odnajdziemy kolejne szczątki ofiar, na to wskazują też badania sondażowe. Liczymy się jednak z tym, że ciała mogą nie być zachowane w całości, mogło mieć miejsce przemieszczenie szczątków. Utrudni to nieco proces identyfikacji, ponieważ konieczna będzie identyfikacja wszystkich kości, by je przypisać do poszczególnych osób. Z uwagi na spodziewany stan zachowania szczątków i trudności w odczytaniu kodu genetycznego te prace mogą potrwać.

Te działania mają też służyć poszerzeniu Panteonu Narodowego o pozostałą część kwatery Ł1 i kwaterę Ł2. Spodziewam się, że kiedy będziemy mieli nowe identyfikacje odbędzie się kolejna uroczystość pogrzebowa.

– Kogo mamy nadzieję jeszcze odnaleźć na Łączce?

– To trudne pytanie. Oczywiście zawsze wspominamy tu o rtm. Witoldzie Pileckim i gen. Emilu Fieldorfie. Ale naszym celem jest odnalezienie i identyfikacja wszystkich zamordowanych w więzieniu mokotowskim i pochowanych na Łączce. Obecnie znaleziono szczątki blisko 200 osób, spodziewamy się odnalezienia jeszcze kilkudziesięciu. Dotąd udało się zidentyfikować 40 osób i prace nadal trwają.

Problemem jest też, że z części odnalezionych szczątków nie udało się uzyskać materiału genetycznego. Jednak Polska Baza Genetyczna Ofiar Totalitaryzmów została niedawno wyposażona w dużo nowocześniejszą aparaturę i mamy nadzieję, że uda się nawet z tych najbardziej zniszczonych szczątków ten materiał uzyskać. Z drugiej strony barierą jest, że nadal nie mamy porównawczego materiału genetycznego od wszystkich rodzin. Stąd nieustanny apel o jego oddawanie.

Będziemy też kontynuowali prace na Cmentarzu Bródnowskim, gdzie w ubiegłym roku doszło do odnalezienia pierwszych szczątków ofiar terroru. Tam są głównie wyzwania techniczne, bo trzeba czasowo rozebrać znajdujący się pomnik, który jak wszystko wskazuje stoi na kolejnych grobach i zakończyć poszukiwania. Spodziewamy się odnaleźć jeszcze szczątki ponad 20 osób. Badania genetyczne potwierdziły tożsamość por. Zygmunta Kęski, przy którym odnaleziono podpisaną szczoteczkę do zębów. Zidentyfikowano także zmarłego w więzieniu współpracownika Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Aleksandra Gąskę.

Jakie są plany Instytutu na 2016 r.?

– W przyszłym roku przypada wiele rocznic, do których będziemy się odwoływać, w tym kolejnych sowieckich deportacji Polaków i wprowadzenia stanu wojennego. Chcemy też przypominać obchody milenium chrztu i ówczesne starcia między państwem a Kościołem oraz rocznicę czerwca 1976. Duży akcent położymy także na rocznicę wydarzeń 1956 r. Nawiązaliśmy współpracę z Instytutem Węgierskim w Warszawie i węgierskim Komitetem Pamięci Narodowej. Planujemy wiele działań związanych z rocznicą m.in. wystawy, projekty edukacyjne czy wydanie dziennika jednego z uczestników wydarzeń na Węgrzech.

Będziemy się też angażować w dwa duże wydarzenia ogólnopolskie. Po pierwsze w Europejską Stolicę Kultury we Wrocławiu, w ramach której zrealizujemy kilka projektów m.in. przegląd filmowy „Świat bez wolności” ukazujący uniwersalność doświadczenia dyktatury i rozliczania z trudną historią. Planujemy też duży kongres naukowy poświęcony kwestiom zmagania się z przeszłością.

Drugim przedsięwzięciem są Światowe Dni Młodzieży. Chcemy skorzystać z okazji i przybliżyć gościom z całego świata to, co najważniejsze w naszym doświadczeniu historycznym. Skupimy się głównie na historii XX w., która w największym stopniu tłumaczy dzisiejszą Polskę. Goście będą mieli szansę dotknięcia naszej historii dzięki specjalnym materiałom edukacyjnym stanowiącym część pakietu jaki otrzymają. Mamy nadzieję, że zapragną poszerzyć wiedzę np. poprzez nasze anglojęzyczne portale.

– A jak wygląda sprawa śledztw?

–  Ważną sprawą z dziedziny działalności śledczej, którą zamierzamy upublicznić w przyszłym roku jest baza danych zawierająca nazwiska funkcjonariuszy SS zatrudnionych w Auschwitz-Birkenau. To da możliwość zobaczenia jak wiele osób przewinęło się przez tę machinę śmierci i jak niewiele z nich za to ukarano.

– Strona polska otrzymała od Białorusinów dokument, który miał rzucać szersze światło na tzw. listę białoruską. Co on zawiera?

– Dokument ten został nam przekazany przez ABW, jest to jednak materiał już znany. Typowane są w nim miejsca, w których należy koncentrować polskich jeńców wojennych. To dokument z września 1939 r., rodzaj raportu adresowanego do szefa NKWD Ławrientija Berii. Nie wnosi on nic nowego do naszej wiedzy o zbrodni katyńskiej, ale ważny jest pewien gest dobrej woli ze strony białoruskiej.

Obecnie dysponujemy „przybliżeniem” listy białoruskiej. Jest znana pewna pula osób, które najprawdopodobniej zginęły, ale nie mamy żadnego dokumentu wytworzonego przez służby sowieckie dotyczącego samych nazwisk straconych na terenie ówczesnej Białoruskiej SRR. Gdybyśmy mieli większy dostęp do archiwów białoruskich moglibyśmy tę listę odtworzyć. Druga rzecz tu potrzebna to przeprowadzenie ekshumacji w Kuropatach, prawdopodobnym miejscu pochówku ofiar z tzw. białoruskiej listy katyńskiej.

– Co planuje Archiwum Instytutu?

–  W przyszłym roku rozpoczniemy publikację online, w formie serii, wybranych dokumentów. Planujemy m.in. prezentację zbiorczych meldunków o sytuacji w kraju w latach 80. kierowanych do gen. Czesława Kiszczaka. To ciekawe materiały, szczegółowe informacje co się działo dzień po dniu. Chcemy też zakończyć ważny projekt kopiowania taśm magnetycznych. Przejęliśmy je w momencie powstania IPN, ale bez narzędzi do odczytu. Udało nam się jakiś czas temu zakupić urządzenie to umożliwiające. Spodziewamy się odnaleźć tam bazy danych, które wykorzystywała SB. Chcielibyśmy odczytane taśmy przenieść na współczesne nośniki i po procedurze związanej z wyprowadzeniem ze zbioru zastrzeżonego, udostępnić badaczom.

Z prezesem IPN-u Łukaszem Kamińskim rozmawiała Anna Kondek-Dyoniziak z PAP

 PAP/RIRM

drukuj