fot. E. Sądej

Hodowla nieopłacalna

Produkcja wieprzowiny jest coraz mniej opłacalna dla rolników, zwłaszcza mających nieduże stada świń. Hodowlę trzody chlewnej może ograniczyć także brak pieniędzy na wypełnienie norm dotyczących dobrostanu zwierząt.

Słabą pociechą dla polskich producentów mięsa jest to, że takie same problemy mają ich koledzy z innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Niemiecka agencja analityczna AMI poinformowała, że w naszym regionie UE pogłowie trzody chlewnej spadło w ostatnich trzech latach o 20 proc. – to 3,5 mln sztuk. Dotyczy to głównie Polski, Czech, Węgier i Słowacji. Oczywiście z racji wielkości i potencjału Polski nasz kraj „odpowiada” za największą część spadku pogłowia świń. Według różnych firm badających rynek mięsny, między 2009 a 2012 r. wielkość krajowego stada trzody chlewnej spadła o blisko 2,5-3 mln sztuk. Główny Urząd Statystyczny podaje, że w połowie ubiegłego roku (nowszych danych jeszcze nie opublikowano) liczba świń wynosiła około 11,6 mln sztuk, czyli o 2,7 mln sztuk mniej niż w pierwszej połowie 2009 roku. Niestety, z roku na rok hodujemy coraz mniej tuczników, pogłowie już dawno zmniejszyło się do stanu z lat 60., co najlepiej obrazuje, że w tym sektorze mięsa mamy ogromny kryzys.

Drogie normy

Niemieccy analitycy z AMI potwierdzają w zasadzie to wszystko, co na temat tego kryzysu od lat mówią polscy eksperci. Malejący poziom hodowli trzody to głównie skutek spadku opłacalności, ponieważ często ceny skupu nie pokrywają nawet kosztów wyhodowania tucznika. Dlatego rolnicy albo ograniczają wielkość stad, albo całkowicie rezygnują z produkcji wieprzowiny. Nie powoduje to problemów z zaopatrzeniem rynku w mięso i jego przetwory, bo Polska – zwłaszcza od momentu wejścia do UE – jest szeroko otwarta na import żywych zwierząt, mięsa i wyrobów wieprzowych. Z danych ministerstwa rolnictwa wynika, że w pierwszym półroczu 2012 r. import trzody zwiększył się do 1,5 mln sztuk – przywozimy głównie prosięta i warchlaki, a naszymi dostawcami są w pierwszej kolejności Niemcy i Dania.

Dodatkowe problemy stwarza konieczność dostosowania gospodarstw do unijnych norm jakości hodowli. Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii, informował pod koniec ubiegłego roku, że prace dostosowawcze zakończono w 90-96 proc. gospodarstw. Ale Jażdżewski zastrzegł, że największe problemy mają mniejsi hodowcy, gdzie stado liczy 10-15 loch. Tam stopień dostosowania wyniósł niecałe 80 proc., a podstawowy problem, jaki mają rolnicy, to zapewnienie zwierzętom odpowiedniej powierzchni – jeśli jest ona za mała, rolnik musi albo rozbudować chlewnię, albo zmniejszyć hodowlę. Można więc się spodziewać, że wkrótce część producentów z tego powodu zdecyduje się na zamknięcie chlewni i przestawienie się np. na uprawy zbóż lub warzyw.

Okazuje się zresztą, że nie tylko w Polsce występuje problem z przestrzeganiem zasad dobrostanu zwierząt. Fundacja Programów Pomocy dla Rolnictwa (FAMMU/FAPA) poinformowała, że wiele państw jest w podobnej sytuacji jak Polska: ogółem 13 krajów UE nie wdrożyło dyrektywy do końca ubiegłego roku i ta sprawa ma być przedmiotem obrad unijnych ministrów rolnictwa 28 stycznia.

Jak pomóc hodowcom?

Eksperci ostrzegają, że pogłowie trzody chlewnej będzie spadać także w tym roku – głównie z powodów ekonomicznych. Dlatego potrzebne jest wsparcie państwa dla sektora trzody chlewnej. Ministerstwo rolnictwa zapowiada, że jeszcze w tym miesiącu ma ogłosić program odbudowy trzody chlewnej – chodzi przede wszystkim o rozwijanie hodowli prosiąt – ale będzie on finansowany dopiero z nowego unijnego budżetu (2014-2020). Już wiadomo, że na wsparcie nie mają co liczyć właściciele małych gospodarstw, bo z analiz, jakimi dysponuje resort, wynika, że z ekonomicznego punktu widzenia inwestowanie w hodowlę prosiąt jest opłacalne, gdy rolnik ma stado liczące przynajmniej 150 loch. Ponieważ indywidualnych gospodarstw rolnych o takim potencjale jest niewiele, rolnicy będą zachęcani do zrzeszania się w spółdzielnie czy grupy producenckie.

– Jeśli nawet program po jakimś czasie przyniesie dobre efekty, to nadal nie mamy pomysłu, jak poradzić sobie z fundamentalnym problemem rolników, a mianowicie – w jaki sposób mocniej związać producentów mięsa z sektorem przetwórczym – podnosi Artur Piróg, doradca rolny. – Rolnicy niestety często nie są partnerem dla zakładów mięsnych, co skutkuje choćby dużymi wahaniami cen skupu, a to znowu uniemożliwia planowanie rozwoju hodowli. I koło się zamyka – argumentuje Piróg.

Krzysztof Losz

drukuj