Hipokryzja walki z pedofilią

Nagonka na Kościół jest elementem szeroko zakrojonej strategii. To, co dozwolone jest w świecie polityków, celebrytów (casus Romana Polańskiego, Daniela Cohn-Bendita), w Kościele jest wyrazem jego rzekomego upadku.

Katarzyna Wiśniewska z „Gazety Wyborczej” twierdzi nawet, iż „przewodniczący Episkopatu nie potrafi przyjąć naukowej wiedzy o tym, że pedofilia to choroba i nikt poza samym sprawcą i ewentualnie tuszującym przestępstwa molestowania przełożonym (np. biskupem, przeorem) nie jest tu winny”. Tej samej „Gazecie” nie przeszkadzało opublikowanie w 2010 r. tekstu, w którym autor twierdził, iż „to jest zupełnie normalne, że miewamy odczucia seksualne w kontakcie z dzieckiem”.

Deprawatorzy dzieci

Zdumiewające, że tak zagorzali dziennikarze nie mówią nic o przypadkach organizacji promujących pedofilię. Od 1978 r. w Stanach Zjednoczonych działa Północnoamerykańskie Stowarzyszenie na rzecz Miłości Męsko-Chłopięcej (NAMBLA), które domaga się takich samych praw dla pedofilów, jakie mają homoseksualiści. Jego liderzy nawołują do „zaprzestania prześladowań ludzi, którzy kochają małych chłopców”. Przekonują, że potępiają gwałty na dzieciach. Pragną za to prawa do seksu z dziećmi, które wyraziły na to zgodę. Motto na stronie internetowej NAMBLA, autorstwa Davida Thorstada, brzmi: „Wolność jest niepodzielna. Wyzwolenie dzieci, kobiet, miłośników chłopców i homoseksualistów w ogólności może się urzeczywistnić wyłącznie jako komplementarne aspekty tego samego marzenia”.

Od 1988 roku stowarzyszenia propagujące pedofilię celebrują International Boy Love Day – święto wszystkich „miłośników dzieci”. Uroczystość ta, zdaniem organizatorów, „ma również na celu uhonorowanie chłopców, którzy zdecydowali się rzucić wyzwanie sztucznym i złym zasadom zabraniającym takiej miłości” – tłumaczy anonimowy autor na stronie pedofilów. W roku 2011 Boy Love Day przypadł 24 grudnia. Powstało także internetowe Christian Boylove Forum, które chce stać się miejscem spotkań ludzi, których łączy zamiłowanie do chłopców i „wiara chrześcijańska”.

Zwolennicy pedofilii przywołują świadectwa osób twierdzących, że nie doznały żadnej szkody w wyniku współżycia w dzieciństwie. Fakt, że stosunek seksualny jest dla wrażliwej psychiki dziecka przeżyciem traumatycznym, jest ostatecznie naukowo nie do udowodnienia, ponieważ ze względów etycznych niemożliwe jest przeprowadzenie takiego eksperymentu. Zwolennicy pedofilii próbują ponadto wprowadzić rozróżnienie pomiędzy pedofilią a aktywnością seksualną, umiejscawiając swoje zachowania jako aktywność seksualną. Identycznie jak na przykład homoseksualiści odwołują się do historycznych i etnicznych sytuacji, w których czyny takie nie były zabronione. Jednym z ostatnich argumentów aktywistów pedofilskich jest przywołanie teorii ewolucji i odwołanie się do zachowań seksualnych młodych zwierząt.

Jeden z czołowych aktywistów LGBT, prawnik Peter Tatchell, uważa, że najlepszym sposobem ochrony dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym jest – paradoksalnie – danie im większej swobody seksualnej. Zwolennicy takiej tezy przekonują, że „dowody z różnych badań wskazują, iż najwyżej minimalna (jeśli w ogóle) krzywda dzieje się w wyniku kontaktu seksualnego z dorosłym mężczyzną za przyzwoleniem chłopca. Jeśli chłopiec jest skrzywdzony, to najprawdopodobniej przez rozdmuchane reakcje rodziców, nauczycieli, prawników, terapeutów itp.”. Granica niebezpiecznie się przesuwa i tematyka pedofilii zaczyna pojawiać się coraz częściej w mediach. Dochodzi do takich sytuacji jak na przykład w Kanadzie, gdzie „prawo nie przewiduje karania twórców dziecięcej pornografii, jeśli przedstawia ona walory artystyczne”.

Atak za atakiem

Przykładem takiego działania jest protest kanadyjskiej Koalicji Praw Lesbijek i Gejów w Ontario (CLGRO) z 2005 roku przeciw projektowi ustawy uznającej współżycie z dziećmi do ukończenia 16. roku życia za nielegalne. Jednym z argumentów było twierdzenie, że taka ustawa nie pozwoliłaby homo- i biseksualnym nastolatkom na wolną ekspresję swej seksualności. W skardze członkowie CLGRO napisali: „Młode osoby są zdolne i rzeczywiście szukają relacji seksualnych z tą samą płcią, mogą być faktycznymi inicjatorami takich relacji. W dodatku, przeciwnie do popularnego mitu, relacja seksualna ze starszą osobą nie musi być szkodliwa dla młodej osoby”.

Sytuacja ta wyraźnie pokazuje obłudę intencji tych, którzy udając troskę o molestowane dzieci, koncentrują się w rzeczywistości na zwalczaniu Kościoła katolickiego za pomocą bezzasadnych ataków, przejaskrawionych przykładów czy demagogów liberalnych mediów. Czas przyjrzeć się faktom.

Dr Monika Kacprzak

drukuj