fot. PAP

Guzikiewicz: Rząd zdegradował przemysł stoczniowy w Polsce

Rząd Donalda Tuska zdegradował przemysł stoczniowy w Polsce, a teraz chwali się jego odbudową – to skandal – powiedział Karol Guzikiewicz wiceprzewodniczący „S” Stoczni  Gdańskiej.

Związkowiec odniósł się w ten sposób do słów ministra Skarbu Państwa Włodzimierza Karpińskiego, który wczoraj, w Gdyni, mówił o odradzającym się przemyśle stoczniowym.

Szef resortu skarbu ocenił, że Polska jest dobrym przykładem dla europejskiego kierunku odbudowy tego segmentu gospodarki.

Tymczasem Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący „S” Stoczni Gdańskiej, mówi, że rząd odrealnia rzeczywisty stan przemysłu stoczniowego. Tak, jakby nie wiedział, jaką potęgą Polska szczyciła się w tej dziedzinie jeszcze kilka lat temu.

– Wczorajsza wypowiedź ministra skarbu jest skandaliczna, ponieważ minister skarbu pewnie nie wie, co budowano w Polsce w latach ubiegłych czy w latach tzw. komuny. Przemysł stoczniowy w Polsce był w pierwszej dziesiątce przemysłu światowego. Mimo, że kraj był zacofany – przemysł stoczniowy konkurował z Zachodem; konkurował z potęgami takimi jak Japonia. Dzisiaj jest odwrotnie; dzisiaj przemysł stoczniowy, główne stocznie polskie zostały zniszczone przez PO, zostały zamknięte. Wydano ogromne ukryte, pieniądze na zamknięcie przemysłu stoczniowego – powiedział Karol Guzikiewicz.  

Co więcej, Wojciech Dąbrowski, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, również optymistycznie wypowiadał się na temat dynamicznego rozwoju polskiego przemysłu stoczniowego. Jako przykład podał zakład Energomontażu Gdynia. Powiedział, że „jest on pewnym elementem układanki” realizowanej w agencji przy wsparciu i pod kierunkiem Ministerstwa Skarbu.

Dąbrowski powiedział, że ARP chce oprzeć swoją działalność w branży stoczniowej na trzech segmentach: remonty i przebudowy statków, budowa statków oraz budowa elementów na rzecz małych statków offshorowych.

Działania Agencji inaczej widzą stoczniowcy i pracownicy, którzy są albo zwalniani, albo oferuje się im pracę za 500 – 700 zł. Na ich miejsca sprowadzana jest tania siła robocza z zagranicy – dodaje Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący „S” Stoczni Gdańskiej.

– Wojciech Dąbrowski, prezes ARP, niby konsoliduje, ale nie tworzy miejsc pracy. Agencja, która powinna rozwijać miejsca pracy – tworzy miejsca pracy, ale można to nazwać obozami pracy, bo jeżeli na terenie Stoczni Gdynia proponuje się pracownikom wynagrodzenie 500-700 zł, to Polak za takie pieniądze nawet nie może przyjść pracować, bo obowiązuje minimalna pensja. Ściąga się więc biednych Wietnamczyków oraz Hindusów z Indii, którzy mają pozwolenie polskiego urzędu, wojewody pomorskiego. Zostają zatrudnieni przez polski urząd. Skandaliczne jest, że za pieniądze publiczne, zamiast tworzyć miejsca pracy dla bezrobotnych, dzisiaj robi się tanią siłę roboczą dla obcokrajowców – dodaje Karol Guzikiewicz.

RIRM

drukuj