fot. pixabay.com

Grecy żądają reparacji wojennych od Niemiec. Uzasadniają, że „są historycznie i moralnie usprawiedliwione”

Większość Greków chce, aby Niemcy zapłaciły za zniszczenie ich kraju w czasie II wojny światowej. Według badań prowadzonych przez różne ośrodki poparcie dla reparacji wynosi od 90 proc. (badanie dla kanału telewizyjnego Alpha oraz gazety Elefterotypia), do aż 97 proc. (Uniwersytet Ekonomiczny w Atenach).

O sprawie jest znów głośno w przypadającą w tym roku 80. rocznicę napaści Niemiec na Grecję. Grecka komisja parlamentarna oszacowała wielkość szkód wojennych, jakie Niemcy spowodowały w tym kraju na co najmniej 289 mld euro.

„Uważam, że niemiecki rząd powinien spełnić nasze żądania. Są one historycznie i moralnie usprawiedliwione. Naziści palili całe wioski i miasta, zamordowali tysiące osób. Trudno coś takiego puścić w niepamięć” – powiedział Antonis Lianos, dziennikarz mieszkający w mieście Elassona, położonym blisko góry Olimp.

Podobnie myśli 26-letnia prawniczka Maria Makedon.

„Roszczenia Grecji są w pełni uzasadnione. Nie można tak po prostu zapomnieć o spustoszeniu zasianym w Grecji przez dwie wojny światowe, które pochłonęły setki tysięcy ofiar. Nasza gospodarka została zniszczona. Do tego należy dodać powojenny kryzys polityczny, w wyniku którego w 1946 roku wybuchła w Grecji wojna domowa. Jestem pewna, że nasz kraj byłby o wiele bardziej dziś rozwinięty, gdyby te wojny nigdy nie miały miejsca” – powiedziała Maria Makedon.

Dodaje, że żądania Grecji nigdy nie straciły swojej legalności, a ich spełnienie przez Berlin byłoby aktem głębokiego humanitaryzmu.

„Jestem pewna, że Niemcy są świadomi zbrodni popełnionych przez swoich przodków. Dlatego wierzę, że jeśli spojrzą na to z szerszej perspektywy, na pewno zgodzą się na nasze żądania. To ważne, żeby takie państwo jak Niemcy zrozumiało powagę sytuacji i uznało konsekwencje swoich czynów. Przecież wszystkim zależy na tym, aby tego rodzaju sytuacje nigdy się już nie powtórzyły” – poinformowała prawniczka.

Pradziadek Marii Makedon był ciężko ranny na froncie albańskim, wieś babci została kilkakrotnie zbombardowana, a dziadek jako dziesięcioletni chłopiec był świadkiem rozstrzelania partyzantów.

„Cała rodzina doświadczyła biedy i głodu. Dobrze by było, gdyby ci, którzy przez to musieli przejść, dostali zadośćuczynienie za swoje cierpienia teraz, póki jeszcze żyją” – uważa prawniczka.

Podczas gdy jej rodzina i przyjaciele nie wierzą, aby tak się stało, ponieważ „widzą jakie nastawienie ma niemiecki rząd do tego tematu”, Maria Makedon wierzy, że jest to możliwe, pod warunkiem, że rząd grecki nie będzie siedzieć z założonymi rękami.

„Kilka lat temu rząd grecki opracował solidny plan akcji mający na celu wszczęcia negocjacji z Berlinem na ten temat. Niestety, Niemcy odmówiły ich podjęcia, twierdząc, że sprawa niemieckich długów wojennych została dawno rozwiązana. Zdaję sobie sprawę z faktu, że sytuacja jest skomplikowana prawnie i że Niemcy próbują znaleźć jak najwięcej wymówek, żeby nam odmówić, ale musimy o to walczyć. Sukces jest możliwy” – oceniła.

Eliza, dwudziestoletnia studentka prawa z Salonik, o wojennych doświadczeniach swojej rodziny usłyszała od prababci.

„Mój prapradziadek walczył na froncie, praprababcia zginęła w czasie bombardowania wioski Spylia niedaleko Larissy. Przed wojną to była duża wieś licząca ponad 500 mieszkańców, ale już nigdy nie podniosła się całkowicie z wojennych zniszczeń. Obecnie żyje tam około 150 osób. Bez względu na to ile czasu upłynęło, roszczenia Grecji są w dalszym ciągu ważne” – opowiada Eliza.

Przyznaje jednak, że Niemcy są ważne dla greckiej gospodarki więc „rząd próbuje być dyplomatyczny”. Dodaje, że według niej, nawet w mediach greckich ten temat nie zajmuje tyle miejsca, ile powinien.

„Brakuje projektów informujących młodych ludzi zarówno w Grecji, jak i w innych państwach na temat tego, co się działo podczas wojny w naszym kraju. Młodzi ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo nasz naród ucierpiał. Nawet nasze wysiłkom dyplomatycznym brakuje spójnej taktyki” – zauważa Antonis Lianos.

Antonis Lianos i Eliza uważają, że szanse Grecji na uzyskanie odszkodowań wojennych od Niemiec zwiększą się, jeśli zmieni się tam rząd i do władzy dojdą Zieloni i Lewica, czyli partie ostro krytykujące nieustępliwe stanowisko Berlina wobec greckich roszczeń.

Niemcy najechały Grecję i Jugosławię 6 kwietnia 1941 roku. Do 1944 roku SS i Wehrmacht dokonywały licznych masakr. Publiczne masowe egzekucje nazywano odwetem za ataki partyzanckie. W wojnie zginęły dziesiątki tysięcy greckich cywilów. W samych Atenach zmarło z głodu ponad 40 tys. Greków. Grecki przemysł został zniszczony w 80 proc.

Grecka komisja parlamentarna oszacowała wielkość szkód wojennych, jakie Niemcy spowodowały w tym kraju na co najmniej 289 mld euro, wliczając w to przymusową pożyczkę, której Grecja musiała w czasie okupacji udzielić bankowi Deutsche Reichsbank. W czerwcu 2019 roku rząd kierowany przez premiera Aleksisa Ciprasa zwrócił się do Niemiec o negocjowanie reparacji. Rząd dzisiejszego konserwatywnego premiera Kyriakosa Micotakisa potwierdził w nocie dyplomatycznej w styczniu 2020 r., że kwestia reparacji jest dla Grecji otwarta.

Strona niemiecka te żądania odrzuca. Dla rządu federalnego w Berlinie kwestia reparacji została prawnie i politycznie sfinalizowana traktatem Dwa plus Cztery z 1990 roku, zawartym między RFN, NRD i czterema byłymi mocarstwami okupacyjnymi: USA, Związkiem Radzieckim, Francją i Wielką Brytanią. Traktat otworzył drogę do zjednoczenia Niemiec, ale nie ma w nim wyraźnej wzmianki o reparacjach.

„Kwestia pozostaje otwarta, dopóki nasze żądania nie zostaną spełnione. Te roszczenia są ważne i aktywne i będą dochodzone wszelkimi sposobami” – powiedział Aleksandros Papaioannou, rzecznik greckiego MSZ.

PAP

drukuj