Gazowy szantaż Moskwy
Gazprom ogranicza dostawy błękitnego paliwa do Europy. Jako powód podaje brak turbiny. Problem jednak w tym, że urządzenie jest, ale Moskwa szuka wymówek, żeby go nie odebrać z Niemiec.
Gazowy układ Niemiec z Władimirem Putinem trwał latami. Z Berlina do Moskwy płynęły i wciąż płynął miliardy euro za błękitne paliwo. Ponad 55 procent tego surowca u naszych zachodnich sąsiadów pochodzi właśnie z Rosji. Ta zależność jest bardzo niebezpieczna i sprawia, że Niemcy są bardzo podatne na gazowy szantaż Kremla. Stąd tak wielki opór tego kraju do twardych sankcji wobec Rosji. A to bardzo niepokoi Ukrainę.
– Moskwa robi wszystko, co w jej mocy, aby nadchodząca zima była jak najostrzejsza dla krajów europejskich. Na terror trzeba odpowiedzieć – nałożyć sankcje – podkreślił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Gazprom w czerwcu zaczął ograniczać tranzyt gazu do Niemiec poprzez Nord Stream 1, przekonując, że potrzebuje turbiny Siemensa, która była naprawiana w Kanadzie. Urządzenie utknęło tam ze względu na sankcje. Berlin dosłownie stawał na głowie, by umożliwić jej transport. Kanada w końcu zgodziła się na przesłanie turbiny. Ta utknęła jednak w Niemczech.
– Gazprom bardzo chciałby odebrać dostawę turbiny, ale to nie Gazprom wprowadził sankcje – mówił Dmitrij Pieskow, rzecznik prasowy Kremla.
Rosja twierdzi, że transport turbiny nie jest możliwy. To jednak tylko pretekst do ograniczania dostaw gazu. Kanclerz Niemiec Olaf Scholz, który osobiście odwiedził fabrykę Siemensa, podkreśla, że nie ma żadnych przeszkód, żeby urządzenie trafiło do Rosji.
– Nie ma żadnych technicznych przeszkód. Widać to bardzo wyraźnie tutaj, na miejscu. Ta turbina działa – zaznaczył kanclerz Niemiec Olaf Scholz.
Brakuje tylko dobrej woli ze strony Rosji, żeby przetransportować urządzenie. Nie da się ukryć, że ta rosyjska gra na zwłokę to nic innego jak odwet za zachodnie sankcje.
TV Trwam News



