Fiskus kontroluje dystrybucję podręczników

Izby skarbowe sprawdzają, czy był odprowadzany podatek od korzyści, jakie szkoła, jej dyrektor lub nauczyciele przyjmowali od wydawnictw szkolnych w zamian za wybór określonego podręcznika. O sprawie napisała „Rzeczpospolita”.

Patologię na rynku wydawnictw szkolnych ujawniła jedna z fundacji. W ciągu kilku miesięcy zebrała ponad 1 tys. umów, potwierdzających proceder. Dzięki umowom szkoły otrzymywały sprzęty elektroniczne, czy tablice interaktywne. Wartość przekazywanych sprzętów sięgała niekiedy kilkunastu tysięcy złotych.

Niestety kontrola fiskusa dotyka tylko niewielkiego wycinka układu zamkniętego, jaki panuje na rynku dystrybucji podręczników – stwierdził poseł Kazimierz Ujazdowski, były minister kultury i dziedzictwa narodowego. Dodał, że działający układ zamknięty wydawców, dystrybutorów i ekspertów, mających przywileje ze strony MEN uderza w dzieci i rodziców.

– Każdego roku płacimy gigantyczne pieniądze za podręczniki, bo cały system ustawiony jest na to, by powstawały nowe programy, nowe projekty edukacyjne. To o czym pisze się dziś w prasie – tzn. zmowa między niektórymi szkołami i nauczycielami, a wydawcami – jest niewielkim fragmentem wielkiego układu zamkniętego, który działa na rzecz wysokich cen podręczników kosztem rodziców i w istocie kosztem obywateli – mówił poseł Kazimierz Ujazdowski.

Ministerstwo edukacji zleciło ogólnopolską kontrolę sposobu wyboru przez szkoły podręczników. Ma ona ruszyć 1 września.

Ten, kto stworzył zły system nie może dobrze kontrolować szkół, to jest bliskie teatrowi – kompletnej parodii – stwierdził poseł Kazimierz Ujazdowski. Potrzebna jest – jak powiedział – kontrola NIK-u, ale nawet nie kontrola jest tu najważniejsza – a całkowite zerwanie z korupcyjnym systemem.

– Ten system trzeba przeciąć. Potrzebna jest wielka zmiana. Moja propozycja jest bardzo prosta: ministerstwo powinno wybierać w konkursie dwa podręczniki, a do konkursu stają autorzy, a nie wydawcy. Samo ministerstwo opłaca druk podręczników i rozsyła do szkoły. Nie ma więc żadnej kwestii uprzywilejowywania wydawców i zrywa się z tym systemem. Ogromne ilości podręczników, tworzenia coraz to nowych podręczników, korumpowania nauczycieli i korumpowania szkół, które dostają gratyfikacje za wybór konkretnego podręcznika. Cały ten układ zamknięty trzeba przeciąć i przyjąć bardzo proste rozwiązanie. Jestem głęboko przekonany, że wtedy komplet podręczników kosztowałby 50 zł. a nie blisko 300 zł – dodał Kazimierz Ujazdowski.

RIRM

drukuj