Drugi nabór w programie SAFE pod znakiem zapytania. U. von der Leyen chce przekazać środki Ukrainie
Zaskoczenie w Warszawie po słowach przewodniczącej Komisji Europejskiej. Rząd liczył na drugi nabór w programie SAFE, ale środki, które mogłyby być do dyspozycji państw członkowskich, Ursula von der Leyen chce wykorzystać na współpracę z Ukrainą.
Polski rząd otwarcie liczył na drugi nabór w programie SAFE. Dyskusja miała co prawda wstępny charakter, ale Warszawa szykowała się jednak do rozmów z Komisją Europejską, jakie projekty chciałaby sfinansować. A wiceminister obrony, Paweł Zalewski, prognozował nawet, kiedy dodatkowe środki mogłyby być dostępne.
– Myślę, że w kontekście uruchomienia nowego budżetu unijnego – mówił wówczas Paweł Zalewski.
Duży znak zapytania przy planach polskiego rządu postawiła przewodnicząca Komisji Europejskiej. W trakcie orędzia o stanie Unii przekreśliła scenariusz drugiego naboru.
– Z pozostałych pieniędzy z programu SAFE uruchomimy nowy program projektów z firmami ukraińskimi – zaznaczyła Ursula von der Leyen.
Cały SAFE to program pożyczkowy warty 150 mld euro. Na projekty z udziałem Ukrainy mają trafić pieniądze niewykorzystane przez państwa członkowskie i może chodzić nawet o 20 mld euro. Deklaracja Ursuli von der Leyen wywołała duże emocje. Po pierwsze, nie wiadomo dokładnie, o jakiej kwocie mówimy i po drugie, dotyczy ona pieniędzy, z których korzystają państwa członkowskie, i to państwa członkowskie będą spłacać pożyczkę SAFE, nie Komisja Europejska. Doradca prezydenta, Jacek Saryusz-Wolski, sugeruje, dlaczego Bruksela szuka tutaj środków dla Ukrainy.
– Nie ma zgody na użycie zamrożonych środków rosyjskich. O tym też nie było mowy – podkreślił w rozmowie z Radiem WNET.
Unijna pożyczka SAFE daje Komisji Europejskiej nowe narzędzie szantażu. Wypłata pieniędzy może zostać zablokowana, jeśli państwu członkowskiemu wytknięte zostaną problemy z tzw. praworządnością.
TV Trwam News



