Dobiegła końca pilotażowa misja fundacji Redemptoris Missio w Republice Środkowoafrykańskiej

Z Afryki powrócili uczestnicy wyprawy pilotażowej do Republiki Środkowoafrykańskiej, którzy mieli zbadać możliwości leczenia ślepoty rzecznej. W siedzibie Fundacji Redemptoris Missio w Poznaniu o rezultatach pracy w Republice Środkowoafrykańskiej opowiadali dr Norbert Rehlis i Jacek Jarosz. Trzecim uczestnikiem wyprawy był okulista z Koła doktor Dariusz Tuleja, który we wtorek już od rana przyjmował swoich polskich pacjentów.  

Wolontariusze Fundacji przez dwa tygodnie realizowali projekt współfinansowany przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Celem projektu było rozpoznanie sytuacji zdrowotnej lokalnej ludności oraz przygotowanie struktur niezbędnych do walki z chorobami tropikalnymi m.in. ślepotą rzeczną. Podczas pobytu w RŚA trzech wolontariuszy Fundacji Redemptoris Missio przebadało blisko tysiąc pacjentów.

Mimo, że uczestnicy wyprawy wrócili z Afryki dopiero wczoraj, to już rozpoczęły się prace nad kontynuacją działań pomocowych w RŚA. Wiadomo, że jednym z najbardziej palących problemów w regionie jest zaćma. Tylko na terenie misji Ngaoundaye, gdzie głównie przebywali wolontariusze, zaćma pozbawiła wzroku kilkaset osób.

Republika Środkowoafrykańska to jedno z najbiedniejszych państw świata. Od 2013 roku trwa tam nieregularna wojna domowa. Działania zbrojne pochłonęły dotychczas wiele ofiar. Skomplikowana sytuacja polityczna nie daje nadziei na szybkie rozwiązanie konfliktu. W zaistniałej sytuacji najbardziej cierpią zwykli, niewinni ludzie.

Wolontariusze Fundacji Redemptoris Missio mogą do nich trafiać poprzez polskich misjonarzy, którzy ryzykując własnym życiem służą najbardziej potrzebującym. Kiedy rozpoczęła się wojna domowa, polscy misjonarze zostali wezwani przez polskie MSZ do natychmiastowego opuszczenia tego kraju. Nie zdecydowali się na ten krok, ponieważ nie chcieli zostawiać w niedoli ludzi, wśród których tyle lat pracowali. Republika Środkowoafrykańska to kraj upadły. Nie funkcjonują w nim prawie żadne państwowe instytucje takie jak urzędy, szkoły czy szpitale. Jedynymi działającymi placówkami są te, które funkcjonują przy misjach. I to właśnie na wezwanie misjonarzy o pomoc odpowiedziała Fundacja „Redemptoris Missio”.

„Podczas wizyt w wioskach spotykaliśmy pacjentów, którzy szukając pomocy w chorobie udawali się do szamanów. Efekty działań czarowników były przerażające. Niemal wszyscy mieli głębokie nacięcia w różnych miejscach ciała. Najbardziej przerażający był jednak widok małej dziewczynki, którą szaman przypalał rozgrzanym żelazem. Ślady, jakie zostały na jej ciele po tym makabrycznym zabiegu uświadomiły nam jak ważne jest, aby jak najszybciej podjąć wśród ludności i personelu medycznego działania edukacyjne” – relacjonują swoją pracę wolontariusze.

Końca ciągnącej się latami wojny domowej nie widać. Sami misjonarze nazywają siebie szaleńcami, którzy zdecydowali się tam być, ponieważ sytuacja wcale nie jest stabilna. Kobiety, dzieci i niepełnosprawni najłatwiej padają ofiarą rebeliantów.

„Od misjonarzy słyszeliśmy wiele historii o tym jak grupy zbrojne mordowały w wioskach tych, którzy w żaden sposób nie mogli się bronić. W czasie naszej wizyty w Ngaoundaye do wioski przyjechał oddział grupy 3R-jednej z bojówek. Mimo, iż grupa od pewnego czasu obrała mniej agresywny sposób postępowania, to wśród niewidomych, którzy przybyli do nas na badanie, zapanowało przerażenie. Zdrowi mieszkańcy wioski uciekli. Ulice opustoszały. Niewidomi, nie mając jak ratować życia, zostali przy misji licząc na szczęście. W powietrzu zawisł strach. Napięcie rozładowało się dopiero po kilku godzinach. Okazało się, że tym razem nie dojdzie do rozlewu krwi. Ulżyło wszystkim. Mieszkańcy miasteczka wrócili do swoich zajęć, niewidomi odzyskali spokój, a my mogliśmy bez większych obaw kontynuować swoją pracę” – relacjonują lekarze.

Mieszkańcy tych terenów mają nadal w pamięci, ile krzywd wyrządzono tam bezbronnym ludziom. Na szczęście zarówno działania misjonarzy, jak i wolontariuszy Fundacji nie zdawały się zagrażać ich interesom.

Pomimo niestabilnej sytuacji Fundacja Redemptoris Missio decyduje się kontynuować tam swoje działania właśnie dlatego, że miejscowa ludność nie może liczyć na żadną pomoc. Sama podróż na miejsce trwa cztery dni. Z uwagi na odległość, zupełny brak prądu i nieprzejezdne drogi nie docierają tam ani dziennikarze, ani duże organizacje pomocowe. Fundacja poszukuje lekarzy okulistów, którzy chcieliby tam przeprowadzać operacje zaćmy. Na ich przyjazd czeka blisko 1000 niewidomych osób.

Realizacja projektu była możliwa dzięki środkom z Departamentu Pomocy Humanitarnej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Fundacja Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio”/RIRM

drukuj