Grota Narodzenia (fot. www.opiekun.kalisz.pl)

Dlaczego się Narodził?

Święta Bożego Narodzenia są nieodłącznym elementem naszej kultury. Ciężko nam sobie wyobrazić ten grudniowy czas bez adwentu, rorat, pieśni a wreszcie bez wigilii, kolęd i tradycji bożonarodzeniowych. Wszystko to jest podporządkowane tej jedynej i niepowtarzalnej Tajemnicy Wcielenia Syna Bożego.

Odwieczne Słowo przyszło na świat, przyjęło naszą ludzką naturę. Chrześcijanie całego świata wspominają wydarzenie, które na zawsze zmieniło bieg historii: narodzenie naszego Zbawiciela. Znamy doskonale okoliczności przyjścia na świat Bożej Dzieciny. Tak często słyszymy Ewangelię: „W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta…” (por. Łk 2,1).

Jednak sama znajomość osób i wydarzeń to dopiero połowa drogi. Dla nas ludzi wierzących narodzenie Pana Jezusa to nie tylko historia, nawet piękna i wzruszająca, ale przede wszystkim rzeczywistość naszego zbawienia. Za wydarzeniami historycznymi kryje się drugie znaczenie – nadprzyrodzone. Pojawia się więc pytanie religijne: dlaczego się narodził? Dlaczego odwieczny Bóg przyszedł na świat, w którym, jak śpiewamy w kolędach, tyle nędzy, strapień, głodu i ludzkiej zazdrości. Dlaczego?

Pytania najbardziej podstawowe bywają nieraz najtrudniejsze. Jednak spróbujmy. Aby dotknąć tajemnicy nocy betlejemskiej musimy przede wszystkim otworzyć… Stary Testament. Tak, właśnie Stare Przymierze czyli pierwszą część Pisma Świętego, która została napisana przed narodzeniem Chrystusa. Papież Benedykt XVI zwraca uwagę w swojej książce: „Jezus z Nazaretu”, że w ten sposób postępował sam Pan Jezus. Jako przykład przywołuje historię uczniów spotykających Zmartwychwstałego na drodze do Emaus. Zagubieni w myślach uciekinierzy z Jerozolimy słyszą wyjaśnienie wydarzeń z Wielkiego Tygodnia od samego Mistrza, który „zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego” (Łk 24, 27). Taka była „metoda” naszego Pana, więc warto i w tym naśladować Zbawiciela.

Zacznijmy od początku… „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1,1). Tak rozpoczyna się Pismo święte. Stwórca powołuje do istnienia całą rzeczywistość. Ukoronowaniem dzieła stworzenia jest człowiek. Bóg stwarza go ostatniego dnia i daje mu swoje tchnienie. To stworzenie jest na wskroś wyjątkowe. Nieustannie podkreśla to samo Słowo Boże. Jednak nie trwa długo stan szczęścia. Diabeł kusi pierwszych rodziców i ci, którzy byli szczególną własnością Stwórcy zostali Mu „wykradzeni” przez ojca kłamstwa. Sytuacja wydaje się być beznadziejna, ale właśnie w tym krytycznym momencie Bóg kieruje swoje Słowo: potomstwo Ewy zmiażdży głowę węża (por. Rdz 3,15). Od tego momentu ludzkość żyje nadzieją zbawienia, ratunku, pewnością, że Bóg ześle Zbawiciela, który ją odda Ojcu wszechrzeczy. Rozpoczyna się Historia Zbawienia, gdzie Stwórca na wszystkie sposoby daje znać, że nie zapomniał o swoim umiłowanym stworzeniu. Powołuje patriarchów i proroków, którzy głoszą Słowo w imieniu Boga. Wśród nich wyróżnia się szczególnie Izajasz, którego chrześcijanie nazwą „piątym Ewangelistą”. Jego to najczęściej cytujemy w czasie adwentu. Pięć dni przed Bożym Narodzeniem słyszymy w Liturii Słowa głos tego proroka: „Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel” (por Iz 7,14). Domyślamy się zapewne, że jest to imię symboliczne. Przecież anioł nakazał nadać Dziecięciu imię Jezus (por. Mt 1,21). Emmanuel, jak podpowiada nam św. Mateusz, oznacza „Bóg z nami” (Mt 1, 23) i wyraża rzeczywistość niespotykanej nigdzie bliskości między Bogiem i Jego ludem.

W tym miejscu możemy powtórzyć pytanie: Dlaczego się Narodził? Patrząc na obietnicę Starego Przymierza możemy śmiało odpowiedzieć: Bóg jest zawsze wierny swoim obietnicom. Boża Dziecina przychodzi, aby człowiek, który oddalił się od Boga z powrotem do Niego wrócił. By na powrót stał się Jego „własnością”. Tym razem jednak Stwórca nie posyła pośredników, jak miało to miejsce przed Chrystusem, ale przychodzi sam osobiście do swojego ludu. Pięknie to wyraża hymn ze świątecznej Liturgii Godzin:

„Na sianie Bóg się dał położyć

Nie gardząc nędznym stajni żłobem,

I Ten, co żywi rzesze ptaków,

Drobiną mleka był karmiony”.

Bóg stał się Emmanuelem – Bogiem z nami. Św. Jan Ewangelista wyrazi to samo słowami: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1,14).

Te prawdy naszej wiary doskonale ukazuje nam polska tradycja wigilijna – łamanie opłatkiem. Biały chleb przypomina nam Ciało Chrystusa, którym karmimy się na Eucharystii. Wigilijny opłatek jest znakiem dotknięcia tego co niepojęte, uchwycenia tego co ucieka przed naszymi zmysłami. Jest także symbolem życia chrześcijańskiego, które jest dawaniem siebie innym. Przychodzą tu na pamięć słowa św. Brata Alberta: „Powinno się być dobrym jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny”. Łamana Hostia podczas Mszy św. stawia nam przed oczy Pana Jezusa, którego życie zostało złamane na Krzyżu, dla naszego Odkupienia. Chrystus stał się człowiekiem, aby ten powrócił do swojego Stwórcy; stał się jednym z nas, abyśmy byli jedno z Bogiem; przyszedł na świat po to, aby pokazać nam Drogę do Ojca. Jak mówił ks. Franciszek Blachnicki: „Oddawanie swojego życia, dzień po dniu, oto jest droga!”.

                                                                  Ks. Przemysław Wójcik/RIRM

drukuj