fot. PAP/EPA

Demonstracje na Białorusi

Na Białorusi wciąż niespokojnie. Milicja – w odpowiedzi na protesty mieszkańców – nie przebiera w środkach. Potwierdzona została śmierć jednego demonstranta.

To była kolejna niespokojna noc. Protesty na Białorusi wybuchły zaraz po ogłoszeniu pierwszych sondażowych wyników wyborów prezydenckich. Oficjalnie wygrał je Alaksandr Łukaszenka. Wyników nie zaakceptowała opozycja i sami obywatele. Mieszkańcy kraju wyszli na ulice. Chcą zmian. Łukaszenka wybrał rozwiązanie siłowe.

-Nie wykluczam, że po raz kolejny uda mu się problem zamieść pod dywan – stwierdził politolog Jarosław Komorniczak.

Policja od niedzieli próbuję stłumić manifestacje. Sięga po armatki wodne i granaty hukowe. Nie boi się używać gumowych kul.

 – Zwalili mnie z nóg. Było ich pięciu. Używali pałek, kopali. To bestie. Nie wiem, jak można bronić rządu, który jest przeciwko własnym obywatelom mówił jeden z manifestujących.

– Było wielu uzbrojonych ludzi. Zaczęli strzelać. Celowali w ręce i nogi protestujących – powiedział obywatel Białorusi.

Dziś w nocy białoruskie MSW poinformowało o śmierci jednej osoby.

„Do śmierci demonstranta doszło ok. godz. 23.00 w centrum, gdzie tłum usiłował zablokować ruch uliczny, tworząc prowizoryczne barykady” –poinformowało białoruskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.

Mężczyzna – tak twierdzi MSW – usiłował odpalić ładunek wybuchowy. Ale trudno do takich haseł będzie przekonać społeczność międzynarodową. Na sytuację na Białorusi zareagował sekretarz stanu USA. Mike Pompeo w najbliższych dniach będzie przebywał w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

„Zdecydowanie potępiamy przemoc stosowaną nadal wobec protestujących i zatrzymywanie zwolenników opozycji” – podkreślił  sekretarz stanu USA Mike Pompeo.

Łukaszenka nie poprawia swojej sytuacji poprzez oskarżenia, jakie kieruje pod adresem innych państw, w tym także Polski.

– Zarejestrowaliśmy telefony z zagranicy. Telefony były z Polski, Wielkiej Brytanii i Czech; sterowano naszymi – proszę wybaczyć – owcami; one nie rozumieją, co robią – stwierdził prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka.

To bezpodstawne zarzuty – odpowiedział szef polskiego MSZ Jacek Czaputowicz.

– Uważamy, że władze białoruskie też powinny zrozumieć, że skala tych protestów, to nie jest wynik oddziaływania zagranicy, tym  bardziej Polski – poinformował minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz.

Na przyszłość Białorusi mogą wpłynąć dwa czynniki – mówi politolog Jarosław Komorniczak.

– Uzyskanie jakiegoś wsparcia międzynarodowego. I tutaj pytanie o skalę i rodzaj tego wsparcia. A także o to, jak naprawdę wyglądają przyczyny tych protestów – powiedział Jarosław Komorniczak.

Jeśli rzeczywiście są przejawem obywatelskiego gniewu, to sytuacja w kraju może jeszcze długo nie ulec stabilizacji. Łukaszenka – według informacji Centrum Obrony Praw Człowieka Wiasna – był przygotowany na protesty. Wiedział, że po wyborach ludzie wyjdą na ulice.

TV Trwam News

drukuj