fot. PAP/EPA

Demokratyczna Republika Konga: z rebeliantami z M23 walczy kilkaset rosyjskich najemników z Grupy Wagnera

W zdobytym przez rebeliantów z M23 granicznym mieście Goma siły kongijskie wspierało co najmniej 1000 najemników z Korpusu Afrykańskiego, kontrolowanego przez Rosję. Byli tam też Bułgarzy, Rumuni, Serbowie i Białorusini – poinformowało źródło w Unii Afrykańskiej.

We wtorek media publikowały zdjęcia pokazujące grupę kilkudziesięciu wynajętych przez Demokratyczną Republikę Konga rumuńskich najemników poddających się rebeliantom, którzy weszli do centrum Gomy. Tego samego dnia rumuńskie ministerstwo spraw zagranicznych wydało komunikat potwierdzający, że grupa Rumunów zatrudnionych przez rząd z Kinszasy została uwięziona w Gomie, w prowincji Kiwu Północne.

W środę około 300 najemników, w większości Rumunów, ale też z innych wschodnioeuropejskich krajów, już bez mundurów i broni przeszło do Rubavu, po rwandyjskiej stronie granicy.

„W Demokratycznej Republice Konga wciąż pozostały setki białych najemników, w tym z byłej Grupy Wagnera, których według naszej wiedzy jest w DRK około 1000. Większość z nich dotarła do Gomy w ubiegłym roku. Oprócz Rosjan są tam Serbowie i Białorusini. Bułgarzy i Rumuni mają swoje własne organizacje najemników” – powiedziało źródło w UA.

Rumuni zostali zatrudnieni przez Congo Protection, firmę rumuńskiego najemnika Horatiu Potra, byłego członka Francuskiej Legii Cudzoziemskiej – jak wyjaśnił portal Romaniainsider.

Mniej liczni w DRK Bułgarzy działają w prywatnej firmie ochroniarskiej Agemira. Doradza ona armii kongijskiej, jak zaprowadzić porządek w jej szeregach i jak walczyć z rebeliancką milicją M23. Według informacji kenijskiego tygodnika „East African” firma konserwuje również samoloty i drony oraz dostarcza żołnierzom część zaopatrzenia i ułatwia handel bronią.

Prezydent Rwandy, Paul Kagame, sam oskarżany przez władze w Kinszasie, ale i przez Stany Zjednoczone, Unię Europejską i Organizację Narodów Zjednoczonych, o militarne wspieranie M23, już w ubiegłym roku zarzucał prezydentowi DRK, Felixowi Tshisekediemu, hipokryzję, mówiąc, że to on zaprosił tysiące uzbrojonych najemników.

Sama Rosja w marcu ubiegłego roku pośrednio przyznała się do wpierania DRK, ujawniając, że zawarła z nią umowę o współpracy wojskowej i przekonała prezydenta Felixa Tshisekediego, że chce i może mu pomóc w walkach z rebeliantami.

Również w ubiegłym roku o obecności najemników z Grupy Wagnera w Północnym Kiwu informowali rebelianci z M23.

„Ponieważ dowództwo armii kongijskiej zaprzeczyło temu stwierdzeniu, prawdopodobieństwo obecności rosyjskich najemników w tym kraju wynosi prawie 100 proc.” – przekonywał w swojej analizie Instytut Roberta Lansinga (RLI).

Według tego amerykańskiego think tanku Kinszasa zaprzecza, ponieważ obawia się pogorszenia relacji z Zachodem z powodu kontaktów z grupą terrorystyczną, wiązaną z licznymi zbrodniami wojennymi.

W opinii RLI Rosjanie w DRK zainteresowani są przede wszystkim dostępem do złota, diamentów i rzadkich minerałów, jak kobalt, ponieważ ich sprzedaż zapewnia dochód dla najwyższych rangą przywódców Rosji i pieniądze na finansowanie wojny, jaka Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie.

W Demokratycznej Republice Konga obecny był też 50-osobowy kontyngent żołnierzy z Polski, ale wysłał ich tam, w ramach misji ONZ, prezydent Bronisław Komorowski w 2014 roku.

Korpus Afrykański – to nowa nazwa najemników z Grupy Wagnera, którzy są obecni w kilku krajach Afryki, między innymi w Burkina Faso, Libii, Mali, Mozambiku, Nigrze, Republice Środkowoafrykańskiej i Sudanie. Grupa została oskarżona o szereg naruszeń praw człowieka w Afryce, Ukrainie i Syrii. Rządy zachodnie oskarżają ją o eksploatację zasobów naturalnych Afryki. A fakt, że organizacja ta rekrutuje więźniów z wyrokami skazującymi w Rosji, dodatkowo pozwala uznać ją za zorganizowaną grupą przestępczą.

PAP

drukuj