fot. PAP

Coś tu nie gra

ZUS deklaruje 99-procentową ściągalność składek na ubezpieczenie społeczne, a jednocześnie przyznaje, że z 16 mln zarejestrowanych pracujących aż 2 mln nie płaci na FUS

ZUS deklaruje ściągalność składek na poziomie 99 proc. (dokładnie 98,9 proc.). Jak to możliwe, skoro z danych ZUS wynika, że co najmniej 2 mln z 16 mln pracujących zarejestrowanych w Zakładzie uchyla się od składek na ubezpieczenie społeczne lub płaci je w zaniżonej wysokości?

– Należy raczej mówić o 70-procentowej ściągalności – stwierdził senator Jan Rulewski podczas debaty w Senacie nad sytuacją finansową Zakładu.

Dwa miliony nie płaci

– Obliczamy ściągalność na podstawie deklaracji pracodawców – wyjaśnia prezes ZUS Zbigniew Derdziuk. Jeśli pracodawca nie złoży deklaracji, ZUS składek nie ściąga. – To naruszenie ustawy o ZUS. Zakład ma obowiązek sprawdzać pracodawców – ocenia Rulewski.

Według informacji podanej przez prezesa ZUS, w zakładach zatrudniających ponad 20 pracowników kontrole są przeprowadzane raz na pięć lat, zaś pozostałe firmy „są kontrolowane regularnie”. Zajmuje się tym ponad 1,5 tys. kontrolerów. Do sprawdzenia mają 2 mln firm. Derdziuk przyznał, że przypis składki pozyskany wskutek kontroli sięga setek milionów złotych, a więc nieprawidłowości jest sporo. Niemniej starał się bronić pracodawców.

– Pracodawcy obecni na regularnym rynku coraz częściej wywiązują się z obowiązku odprowadzania składek, choć bywają sytuacje nadzwyczajne, takie jak kryzys, powódź, załamanie w branży, które ZUS uwzględnia dla dobra pracodawców i gospodarki – tłumaczył.

– Czasem pojawiają się wątpliwości, czy dana umowa jest umową o dzieło, czy de facto nawiązaniem stosunku pracy. Prawo nie zawsze jest tu jednoznaczne. Oczywiście układanie pustaków nie jest „dziełem” i takie umowy ZUS kwestionuje – zaznaczył Derdziuk. Prezes ZUS wyraził zadowolenie z przygotowania przez resort pracy projektu ustawy dotyczącej „szusowania” umów cywilnoprawnych, nad którym obecnie pracuje Sejm. Rząd przyjął projekt na początku marca. Przewiduje on odprowadzanie składek na ZUS od umów-zleceń, umów o dzieło oraz wynagrodzeń członków rad nadzorczych. Wpływy Funduszu Ubezpieczeń Społecznych mają dzięki temu wzrosnąć o ok. 650 mln złotych.

Inwazja śmieciówek

Tymczasem posłowie sejmowej komisji kontroli zajmujący się tym projektem odkryli, że brakuje w nim regulacji, która ograniczałaby bezterminowe zatrudnianie pracownika tymczasowego na umowie śmieciowej. Teoretycznie przepisy pozwalają zatrudniać na umowie cywilnoprawnej przez 18 miesięcy, potem pracownik powinien otrzymać umowę o pracę. Jednak agencje pracy tymczasowej, które w praktyce zmonopolizowały polski rynek pracy, nagminnie obchodzą ów przepis; albo przekazując sobie wzajemnie pracowników, którzy przepracowali 18 miesięcy, albo rejestrując się jako nowa firma, która od nowa zatrudnia tych samych ludzi na „śmieciówkach”. Pracodawcy tną w ten sposób koszty, stawiając pracowników w sytuacji przymusowej.

Można całe życie pracować tymczasowo, być zawsze kierowanym do firmy przez inną agencję – zwracali uwagę posłowie sejmowej komisji kontroli, żądając wyjaśnień od ministra pracy. Chcieliby się dowiedzieć, dlaczego minister nie uszczelnił przepisów, mimo alarmujących wyników kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. W toku kontroli przeprowadzonej w ubiegłym roku inspektorzy PIP stwierdzili, że co czwarta umowa cywilnoprawna powinna być umową o pracę. Liczba tego rodzaju naruszeń z roku na rok rośnie. W 2009 r. było ich 7 proc., w 2010 r. – 10 proc., w 2011 r. – 13 procent.

Wspomniany proceder blokuje powstawanie w Polsce stałych etatów i podkopuje finanse ZUS. Dotychczas umowy cywilnoprawne nie były objęte obowiązkiem odprowadzania składki na ZUS. Czy po ich uzusowieniu to się zmieni? Nie wiadomo, ponieważ ta forma zatrudniania daje spore możliwości obchodzenia przepisów.

ZUS obejmuje rocznym planowaniem finansowym blisko 200 mld zł (w br. 194 mld zł). Wpływy ze składek od lat nie pokrywają wydatków Zakładu na świadczenia (emerytury, renty, zasiłki chorobowe, wypadkowe i inne), dlatego ZUS otrzymuje co roku dotację z budżetu państwa. W tym roku potrzebował ok. 30 mld zł, na przyszły zaplanowano 42 mld złotych. Ponieważ to nie wystarcza na pokrycie wypłat, ZUS otrzymuje też nieoprocentowane pożyczki z budżetu (np. prawie 6 mld zł w 2015 r.). Łączna kwota zadłużenia FUS w budżecie sięgnie w przyszłym roku 35,5 mld złotych. Na razie ZUS nie planuje sięgnięcia po kredyty w bankach komercyjnych, choć w przeszłości z tej formy podtrzymania płynności korzystał.

– W perspektywie do 2060 r. nie przewiduje się zbilansowania wpływów z wydatkami – uciął wszelkie spekulacje prezes Derdziuk. – ZUS nie zbankrutuje, bo ma gwarancje państwa, państwo polskie musiałoby zbankrutować – zapewnił wice- minister pracy Marek Bucior.

Małgorzata Goss/Nasz Dziennik

drukuj